Rosja bez jabłek, ale z Putinem Zimna wojna między Rosją a cywilizowanym światem podobno może się ocieplić. I to nie dzięki rozmowom dyplomatycznym, ale dzięki pomysłom zwykłych ludzi z różnych krajów Europy. To oni pokazują skuteczną pokojową bronią, a są na to świadectwa w historii, może być słowo i śmiech. Jeżeli wcześniej rosyjski car-prezydent potrafił utrzymywać napięcie wokół siebie poprzez zastraszanie sąsiadów własnymi żołnierzami i rakietami, to obecnie traci on swój groźny wygląd, czyniąc z siebie klauna i stając się obiektem żartów, nie tylko patriotycznych Ukraińców, ale też mieszkańców innych krajów Europy i świata. Odpowiedź Putina na zachodnie sankcje wywołała kolejne memy, żartobliwe piosenki i flach moby. Rosyjskie embargo na artykuły spożywcze z Europy i USA przypomina raczej deklarację o proteście głodowym własnego narodu, niż przemyślany krok osoby rządzącej, która chce być odbierana przez podległych mu pracowników, jako mądra i patrząca w przyszłość. Zaczęło się od zakazu dostaw do Rosji jabłek z Polski. Wywołało to prawdziwe zainteresowanie tematem przedstawicieli różnych warstw społecznych. Masowe nawoływanie do jedzenia polskich jabłek, zachęciły nawet ukraińskiego prezydenta Petra Poroszenkę do tego, aby poczęstować się jabłkiem zza Bugu. Wkrótce kremlowscy politycy postanowili zakazać dostawy wszystkich produktów z Europy i USA. Belgowie wzięli przykład z Polaków. Aby zrekompensować przewidywane straty z powodu embarga na dostawy gruszek do Rosji, też rozpoczęli kampanię promującą rodzime owoce. Belgowie chętnie częstują się gruszkami, których teraz nie spróbują Rosjanie. Z kolei Francuzi ze swoim poczuciem humoru, pakują koszyczki z szampanem, frutti di mare, warzywami i owocami. Planują wysłanie takich darów na Kreml, aby pokazać swój stosunek do absurdalnego zakazu. Analitycy i ekonomiści już przewidują wzrost cen na artykuły spożywcze w Rosji, ponieważ nie uda się znaleźć rosyjskich odpowiedników wszystkich produktów. Kremlowskim agresorom na razie to nie przeszkadza. Wciąż marzą o podbiciu świata. Lodówki i stoły urzędników najwyższej rangi nigdy nie były puste, jak też ich konta w bankach. A co z wielomilionowym, zawsze głodnym narodem? Putin i jego klika zapominają, że przyczynami największych rewolucji, były nie tylko dążenia wolnościowe, ale potrzeba chleba powszedniego. Jeżeli rosyjskie media dotychczas skutecznie tłumią dążenia wolnościowe, to nikomu nie uda się oszukać żołądków zwykłych rosyjskich ludzi. Wprowadzając embargo na artykuły spożywcze z Zachodu Putin sam sobie kopie dół. Przecież dobrze pamiętamy, jak puste półki w sklepach i kryzys finansowy w Związku Radzieckim doprowadziły do obalenia komunistycznego imperium. Historia się powtarza i Putin czyni wszystko tak, aby Rosyjska Federacja powtórzyła los ZSRR. Dziesiątki narodów w imperium, które na razie pokornie znoszą znęcanie się nad sobą, nie będą wiecznie jagniętami. I zaprotestują nie dla jabłek, gruszek czy szampana, ale po to, aby żyć w końcu w wolnym, bogatym i uczciwym kraju. Wiktor JARUCZYK