Pawło Wolwacz: «Zachodniacy i Wschodniacy to są synowie jednego narodu» Pawło Wolwacz urodził się w Zaporożu. W literaturze zadebiutował dość późno, jednak w krótkim czasie zasłynął jako oryginalny poeta i prozaik. Odbył służbę w wojsku, pracował w fabrykach, sklepach i różnorodnych firmach. Zdobył wykształcenie dziennikarza. Pracował jako redaktor działu informacji w telewizji, był korespondentem ukraińskiej służby Radia Swoboda. Od 1999 roku mieszka w Kijowie. Dzisiaj Pawło Wolwacz jest gościem «Monitora Wołyńskiego». «Słowo daje możność bycia sobą» – Życie się do Pana nie uśmiechało. Musiał Pan wykonywać różnorodne prace fizyczne, zanim został dziennikarzem i zdobył wyższe wykształcenie. Może właśnie tak ma być, że pisarz musi przejść taką drogę, aby było o czym pisać? – Nie mogę się zgodzić z tym, iż życie się do mnie nie uśmiechało. Bywało różnie. Życie było takie, jakie było. Tego się nie zmieni. I jest to bardzo dobrze. Nie da się wydać recepty, «co musi czynić pisarz». U każdego przebiega to inaczej. Jednak jest absolutnie zrozumiałe, że jakieś doświadczenie – życiowe, psychiczne, estetyczne – co najmniej przeszkadzać nie będzie. Przynajmniej tak mi się wydaje. – Około dziesięciu lat temu, Mykoła Wingranowski proponował, aby nominować Pana do Nagrody Szewczenki. Jakie stosunki łączyły Pana z klasykiem? Stał się Pan jednym z inicjatorów sporządzenia najnowszego wydania o sześćdziesiątniku Wingranowskim, a prezentacja książki odbyła się niedawno w stolicy. – Proponował. Było. Niejednokrotnie już powtarzałem: właśnie zażyłość z Wingranowskim, obcowanie z nim, jest dla mnie ważniejsze od jakiejkolwiek nagrody. I nie tylko z nim, ale również z tym «wingranowskim» środowiskiem, kręgiem – przede wszystkim z niepowtarzalną, promieniującą żoną pana Mykoły, panią Oleksandrą. Jestem wdzięczny losowi, że właśnie tak się stało. Oczywiście, że przygotowanie wspomnień o wielkim poecie (a pomysł ten należał właśnie do świętej pamięci pani Oleksandry) odebrałem jako swój bezpośredni obowiązek. Pamięć o genialnym poecie, a na dodatek dobra wola i wysoka fachowość wydawnictwa «Jarosławów Wał», zaowocowały wydaniem pięknego tomu «Marszałek Wingranowski». Powstał zespołowy portret jednego z największych ukraińskich poetów ХХ wieku. Nawiasem mówiąc, Wingranowski wyraz «sześćdziesiątnik» nie za bardzo uznawał. Niejednokrotnie słyszałem, że nie zaliczał on siebie do tego, nie przez niego wymyślonego «szeregu». Dlaczego? A dlatego, że Wingranowski uważał, że jest odrębnym pisarzem i autorem, a cała reszta… to rozrywkowa gadanina na temat literatury. – Pana powieść «Klasa» chyba najlepiej odzwierciedla życie industrialnego ukraińskiego Wschodu. Dlaczego politycy, do dziś, nie bez powodzenia pragną «zderzyć czołowo» Wschodniaków i Zachodniaków? Czy naprawdę bardziej się różnimy, niż jesteśmy do siebie podobni? – Odpowiedź jest oczywista, Pan ją zna nie gorzej ode mnie. Chodzi o «zderzenie czołowe». W końcu o wiele łatwiej prowadzić rozmowy o «mowie» i «języku», kanoniczności jednych Cerkwi i «braku łask» u innych, i czynić to przez dziesiątki lat, niż stwarzać miejsca pracy, czy na przykład, zająć się kanalizacją albo naprawą zepsutych dróg… Co dotyczy różnic i podobieństw, tu też wszystko jest oczywiste, i też nie od wczoraj. Przykład losowy: teraz czytam «Uwagi generała korneta» Jurka Tiutiunnyka, gdzie między innymi wspomniane są relacje Naddnieprzańców z Wojska URL i Zachodniaków z UGA, z czego da się wywnioskować tylko jedno – oni wszyscy to «synowie jednego narodu». Od tego czasu przeminęło prawie sto lat. Czy z biegiem czasem staliśmy się «kuzynami»? – Mimo tego, że Pan się urodził w dużym rosyjskojęzycznym mieście, trafił Pan właśnie na literaturę ukraińską, a nie rosyjską… – Wszystko jest proste – w moim dowodzie, w tym, jeszcze wzoru radzieckiego, był wpis: «Ukrainiec». Tak się też czułem, pomimo odpowiednich wpisów. Żeby nie przeciągać, zazwyczaj żartuję: «Tak się historycznie złożyło». A dlaczego tak się stało – no, to już różne czynniki wywarły wpływ… W tym też literatura ukraińska. – Zaczął Pan pisać wiersze w wieku, kiedy większość młodych pisarzy rzuca literaturę. Słowo artystyczne wspierało Pana w dniach robotniczej pracy? – Słowo w pewnym stopniu daje możność bycia sobą, uwolnienia i wcielenia energii, o istnieniu której w innych warunkach mógłbym nawet nie podejrzewać. A, jeszcze pomaga ono zatrzymać czas, czyni bardziej aktywnym świadkiem epoki i ludzi. I to wszystko. «Radio Swoboda nie utożsamia się z wolnością» - Pan przez dłuższy czas pracował w kijowskiej redakcji Radia Swoboda. Ukraińcy dotychczas mówią o wolności i niepodległości jako o fakcie nie do końca dokonanym? – Nawet już zapomniałem, kiedy pracowałem w Radiu Swoboda. Jednak dziennikarze uparcie przez tyle lat nadal mi to «przypisują», ta informacja od czasu do czasu pojawia się w sieci Internet itd. Otóż powiem tak: Radia Swoboda nie utożsamia się z wolnością, a kwestia tego, jak tę wolność wraz z niepodległością odbierają Ukraińcy, obecnie zostawmy socjologom. – Czy literatura jest zależna od życia politycznego i tych, którzy rządzą? – Sądzę, że literatura jest zależna od wszystkich kształtów i przejawów życia i tego, co następuje po życiu. Od wirowania wiatru dookoła Góry Czerneczej i kształtu obłoków nad miastem o mile brzmiącej nazwie Dnieprodzierżyńsk. Dlatego byłoby zaskakujące, gdyby ona nie była zależna, powiedzmy, od polityki. – Dziękuję za rozmowę! – Wzajemnie. Rozmawiał Wiktor Jaruczyk