Polski ślad w historii Wołynia W historii mojej rodzinnej wsi Chopnów był stosunkowo krótki, ale niezapomniany okres (maj-lipiec 1944 roku), gdy formowało i uzupełniało się tu Wojsko Polskie. Chcę wrócić do wydarzeń sprzed 60 lat i odświeżyć je na podstawie faktów ustalonych z literatury, dokumentów i wspomnień (własnych lub usłyszanych od rodaków z Chopnowa). Wiadomo, że Wojsko Polskie składało się z tych Polaków, którzy jeszcze przed wojną mieszkali na terenie Związku Radzieckiego. W ten sposób w Moskwie postanowiono stworzyć poważne siły wojskowe w przeciwieństwie do Wojska Polskiego Andersa, które działało na Zachodzie pod dowództwem polskiego rządu na uchodźstwie z siedzibą w Londynie. I Armia Wojska Polskiego pod dowództwem generała Zygmunta Berlinga została w tym czasie włączona do І Frontu Białoruskiego i skierowane na Wołyń, żeby później uczestniczyć w operacji Brest – Lublin, przekroczyć Bug i dojść do Wisły. Przejście do rejonu Kiwerce, według rozkazu dowódcy frontu Konstantego Rokosowskiego, z rejonu Berdyczów – Żytomierz rozpoczęła się 29 kwietnia i dobiegła końca 15 maja na tyłach od Armii Radzieckiej. Tak więc I Dywizja Piechoty została ulokowana w lasach na północ od Suska i Słowatycz - w kierunku Czetwertni; ІІ – na południe od Suska; ІІІ Dywizja – na wschód po drodze Jezioro – Trostianiec. Te dywizje wspólnie z VIII Korpusem Pancernym i І Brygadą Pancerną były pierwszą linią obrony terenu przyległego do wschodniej części Styru. Komenda Wojska znajdowała się na wschodnim obrzeżu wsi Chopnów w domu braci Tynczuków. Po nowym ulokowaniu Wojsko zabrało się do pracy: oprócz budowy umocnień stwarzało normalne warunki bytowe, poprawiało je. Do Chopnowa ze strony Trostiańca z przeciwpożarowej cegły został ułożony około kilometr drogi. W lesie Obirek działał tartak, gdzie drewnem służył wieczny las, wyniszczony do końca w czasie powojennym… Na naszym dziedzińcu wybudowano łaźnię, dwa schroniska od bomb na głębokości około trzech metrów. Jedno z nich jeszcze pięć lat po wojnie funkcjonowało jako spiżarnia. Chyba po raz pierwszy mieszkańcy Chopnowa oglądali wtedy na rozpiętym pomiędzy sosnami białym ekranie filmy. Ponoć w naszej wsi nawet kręcono film «Zygmunt Kołosowski» - między innymi fragmenty o próbach zatrzymania przez niemieckich nazistów samochodu patrioty. Pamiętam, że w przededniu święta Trójcy żołnierze wzdłuż ścieżki prowadzącej do komendy sadzili brzózki. Przypominam sobie też czarnego ogiera, który stał w jednym z kątów stodoły (w drugim stłoczyliśmy się my – ludzie, których wyrzucono z domów). Stary żołnierz w konfederatce przez las jeździł do sąsiedniego Ostrowa kosić koniczynę i jednego razu zabrał mnie, małego, ze sobą, być może dla większego bezpieczeństwa w razie ataku powstańców, o czym Polaków ostrzegano. Później dowiedziałem się od brata, że czarny ogier, na którym jeździłem z żołnierzem, to był dar dla Zygmunta Berlinga z rąk samej angielskiej Królowej… Dobrze pamiętam generała w czasie jego spaceru z owczarkiem. W Chopnowie dotychczas można wskazać te domy, w których mieszkało dowództwo Wojska Polskiego: Aleksander Zawadzki i Karol Świerczewski – zastępcy dowódcy, dziekan Wojska, porucznik Franciszek Kubsz, przedstawiciele dowództwa Armii Czerwonej (o ile dobrze pamiętam) A. Jewsiejew i M. Mołotkow. Gościła tu również Wanda Wasilewska, Edward Osóbka-Morawski – przedstawiciel Krajowej Rady Narodowej (KRN), przyszły działacz społeczny PRL Piotr Jaroszewicz, na ten czas szef działu polityki i edukacji II Dywizji. Wojsko Polskie było wtedy zaangażowane w przygotowanie do wspólnej z Wojskiem Radzieckim operacji Brest – Lublin, obronę wzdłuż rzeki Styr, w przypadku, jeśli przeciwnik nagle wyprzedzi operację kontratakiem. Byli gotowi też na taki scenariusz, gdyby podstawowe siły wojskowe poszły w kierunku Białorusi, żeby wzmocnić lewą linię frontu. Pozycję wejściową I Dywizji zajmowały Hodomicze – Borowicze (Pułk I), Borowicze – Śmierdzin (Pułk III). Pułk II, który był ulokowany w rejonie Krynycznego, łączył І i ІІ Dywizje, był zapasowym, przygotowanym do poruszania się w kierunku Hodomicze, Borowicze czy Sokal. V i VI Pułki Piechoty znajdowały się poza rejonem Kiwerce, IV – bronił Suska, Oliszkowicz, Uroczyszcza. Czuwali również saperzy, aby przewozić ludzi przez Styr. W jednym tylko rejonie Pułku ІІ zostało wybudowanych 78 okopów. Niektóre z nich dotychczas przypominają o przeszłości w okolicznych lasach. Właśnie w Chopnowie zastępca dowódcy, pułkownik Aleksander Zawadzki, który mieszkał w domu czy to Aleksandra Oniszczuka, czy Daniły Łukaszuka, gromadził partyzantów dla ich przedostania się przez Białoruś do Polski. Tutaj 30 maja Rada Wojskowa założyła ramy prawne przyszłych sił zbrojnych Polski. Chociaż na naszych terenach liczba żołnierzy wzrosła do 22 380 osób, to jednak nie była wystarczającą dla pełnego zestawu. W naszym rejonie z brygady pancernej utworzono korpus, a zmechanizowane bataliony piechoty urosły do rangi brygady. Wzmocniono system naprawy, służby sanitarną, weterynaryjną, zakwaterowania. W Wojsku wydawano gazety «Nowe horyzonty», «Na Zachód», «Do walki», «Głos żołnierza» i inne. Rozwiązano też problem rekrutacji Polaków do Wojska. W szeregach armii stanęło dużo radzieckich obywateli, którzy w pewnym stopniu posługiwali się językiem polskim, na przykład: Kropotow, dowódca działu łączności, porucznik; Jakub Prawin, zastępca dowódcy w sprawach wychowania politycznego, porucznik; Ustym Lowoczkin, dowódca służb medycznych dywizji, major i inni. Tak z 54,6 tysięcy żołnierzy 46,4 tysięcy było Polakami. Również naliczono 2,8 tysięcy Rosjan, 2,7 tysięcy Żydów, 1,6 tysięcy Ukraińców, 900 Białorusinów. Analiza wydarzeń 1944 roku związanych z formacją Wojska Polskiego wykazuje, że Stalin i jego otoczenie przygotowywali sobie powojenną Polskę jako oddanego pośrednika w Europie, placówkę dla rozwoju w niej idei socjalistycznych, a Układ Warszawski jako podstawę dla przyszłych zbrojnych działań w Europie. Dzięki Bogu te wszystkie plany komunistycznego zniewolenia w końcu stały się utopią, chociaż przyniosły dużo kłopotów zarówno dla narodu polskiego jak też dla ukraińskiego. Jednak historii 1944 roku na Wołyniu nie należy zapominać. Walerian TYNCZUK