KOZAK SYSTEM: „Mieszkać należy tutaj, na Ukrainie” W ramach koncertu w Łucku ukraiński zespół „Kozak System” zawitał do miejscowej szkoły rockowej i opowiedział przyszłym muzykom, dlaczego trzeba uczyć się grać na instrumentach i jak zarabiać pieniądze muzyką. Zespół „Kozak System” przedstawia syntezę muzyki ukraińskiej i bałkańskiej, rocka, punku i ska, energii słowa oraz siły wybuchowej każdego instrumentu. Zespół był znany na Ukrainie i poza jej granicami, w ciągu ostatnich 15 lat, jako „ Hajdamaki”. Jednak w 2012 r. uczestnicy zespołu zaprzestali współpracy z wokalistą „Hajdamaków” Aleksandrem Jarmołą i zmienili nazwę na „Kozak System”. Formacja muzyczna w starym składzie, podróżowała kiedyś i mieszkała w wielu państwach świata, jednak wszyscy wrócili do Ojczyzny. Iwan Łenio, wokalista i akordeonista zespołu, na spotkaniu Garage Rock School, mówił, że jest tutaj jeszcze dużo pracy. - Czy Pana zdaniem, trzeba się uczyć muzyki czy wystarczy po prostu mieć talent? - Przede wszystkim trzeba dążyć do tego, co potrafisz zrobić jak najlepiej. I, wiadomo, wzmocnić swój talent wykształceniem. Wszyscy uczestnicy naszego zespołu ukończyli konserwatorium. Na mnie tam często krzyczeli, bo nie chciałem grać utworów klasycznych. Kiedy kończyłem konserwatorium, zaprosiłem na drugą część swojego występu muzyków ludowych (cymbały, klarnet, fujarka, skrzypce). Wtedy zagraliśmy piosenkę z repertuaru zespołu mołdawskiego. To było niewiarogodne, bo w szkole klasycznej prawie nie klaszczą, a koncert akademicki zazwyczaj przebiega cicho. Trzeba uczyć się. Czasami żałuję, że nie mam nauczyciela, który może dać po palcach i nakrzyczeć. - Jak często spotykacie się na próbach? - Codziennie. Gramy 3-4 godziny dziennie. Jest to nasza praca i nasze hobby już od 15 lat. - Wśród początkujących muzyków rozpowszechniona jest opinia, że niby po co mi w zespole imagemaker, manager. Najważniejsze – robić dobrą muzykę i staniesz się popularnym. Czy tak jest w rzeczywistości? - Takie podejście to największy błąd. Też tak robiliśmy. Mamy teraz XXI wiek – czas technologii PR i jeżeli towar jest odpowiednio podany, niezależnie od jego jakości, może zostać sprzedany w milionowych nakładach. Natomiast produkt dobrej jakości może leżeć na półce, dlatego że nad nim nie popracowali marketingowcy i managerowie. Główną osobą w zespole jest manager, który lubi zespół, wzrastał razem z nim, gotów jest dzielić się wszystkim, być w podróży 24 godziny, który gotów jest dogadać się niezależnie od sytuacji. Są tu jednak niuanse – managerowie dochodzą do pewnej granicy, a potem zaczynają myśleć, że mogą rządzić zespołem. - A jakie jest Pana zdanie na temat roli wydawnictw muzycznych (record label), które promują zespół? - Kiedyś, kiedy zawieraliśmy kontrakt, było to bardzo ważne. Było to jednak wczesne stadium kapitalizmu na Ukrainie i znane record label mogły dużo zrobić dla muzyków. Główne ich sprzedaże odbywały się w Europie i nawet w państwach trzeciego świata. Była to możliwość zahaczenia się o kluby, koncerty w Europie. Niestety ta maszyna zrujnowała się, płyty CD teraz nie są aktualne. Pojawił się internet, gdzie każdy bezpłatnie może ściągnąć muzykę. I teraz nie ma potrzeby zwracać się do managera, a jeżeli już jest taka konieczność, to trzeba uważnie czytać kontrakt. - Jak wygląda kontrakt z record label? Czy rzeczywiście ktoś wskazuje, co powinien grać i jak powinien wyglądać muzyk? - Warto wiedzieć, że tobie od razu podsuwają „kozę”, że tak powiem. Jest to napisany zawczasu kontrakt z wieloma nurtami podwodnymi. Jeden z takich nurtów – każdy record label jest zainteresowany w tym, żeby wziąć cię na dłuższy termin i żebyś wydał właśnie u niego jak najwięcej albumów. Ale nie warto zgadzać się ze wszystkimi ich wymaganiami, dlatego że staniesz się niewolnikiem. A jeszcze, żeby w kontrakcie nie było zaznaczone, że prawa autorskie record label rozpowszechniają się na cały świat. Bo jeżeli ciebie będzie chciał kupić inny record label np. zagraniczny, to decyzję podejmuje twój record label i zaczynają targować się bez ciebie. Mieliśmy taką sytuację, że nie mogliśmy zawrzeć kontraktu z Polakami przez to, że ukraiński record label, wystawił dużą kwotę pieniężną za nas. I tyle. Dlatego niech record label ma prawa autorskie tylko na Ukrainie, bo jutro pojedziesz na festiwal do Polski, Polacy będą chcieli wyprodukować twoją płytę, a ty masz kontrakt… - Czy doradziłby Pan swojemu dziecku, aby zajmowało się i zarabiało pieniądze uprawiając muzykę w realiach ukraińskich? - Nie ma takiego zawodu na Ukrainie, do którego można by było oddać dziecko i wiedzieć, że po ukończeniu uczelni znajdzie ono pracę i będzie pracowało. Trzeba pokierować dziecko tam, gdzie ono chce. Nie możesz przewidzieć jego przyszłości. Ja np. chciałem grać w piłkę, skończyłem jednak konserwatorium w klasie akordeonu. Chociaż, gdybym grał w piłkę, to sądzę, że rezultat byłby nie mniej skuteczny. - Ale na początku ciężko zarabiać muzyką. I musisz zajmować się w międzyczasie czymś innym, co przynosi dochód. Na ile muzykę łatwo czy ciężko łączyć z pracą? - Nic nie jest natychmiast. Kiedy zebraliśmy się wszyscy razem, rozumieliśmy tak: jeżeli teraz zaczniemy grać muzykę rockową, dużo nie osiągniemy, o ile nic nie umiemy jeszcze. I wtedy nie istniały jeszcze takie sceny muzyczne. Zaczęliśmy od tego, że graliśmy muzykę irlandzką w wersji elektronicznej. Przez 5 lat mieszkaliśmy w Hamburgu, potem w Berlinie, Warszawie i graliśmy w irlandzkich pubach. Co to nam dawało? Kromkę chleba i niewielkie pieniądze, żeby iść do klubów i patrzeć, jak grają inni muzycy. - Pan dużo podróżuje, mieszkał Pan w innych krajach, a jednak wrócił na Ukrainę. Dlaczego? - Każdy człowiek w swojej naturze ewoluuje, a nie degraduje. Ulegam ewolucji sam i swoim przykładem pokazuję, jak to się robi. Przyjemnie jest wiedzieć i odczuwać, że ludzie otrzymują zadowolenie z twojej pracy. Podchodzą i po prostu dziękują za to, co ty robisz. I wtedy rozumiesz, że komuś jesteś potrzebny. Chcesz zrobić tak, żeby twoja droga była przykładem dla innych. Gdzie ci może udać się lepiej, jak nie na swojej ziemi? Jedź do Polski, ale tam swoja ziemia, swoi ludzie i swoja karma. Urodziłeś się tutaj i tutaj jest twój los. Nie wybiera się i nie krytykuje Ojczyzny. Jeździć można po całym świecie, mieszkać należy tutaj, na Ukrainie. Zapisała Tetiana ZUBRYK