W Łucku odbył się polsko-ukraiński festiwal filmowy 23-25 w Łucku trwał Pierwszy Polsko-Ukraiński Wędrujący Festiwal Filmowy „Bo!” Takiego w Łucku jeszcze nie było Festiwal powstał dzięki inicjatywie przedstawicieli polskiej i ukraińskiej sztuki filmowej. Głównym jego zadaniem jest rozwój współpracy w zakresie sztuki filmowej. Organizatorami festiwalu byli polski reżyser filmowy Andrzej Kępiński i „Studio Bo”!, kijowska wytwórnia filmowa „Batyskaf ” (w osobie jej dyrektora Włady Korolkowej i wykonawczego dyrektora festiwalu, kreatywnego producenta wytwórni filmowej „Batyskaf ” Dmytra Iwanowa). Festiwal dostał wsparcie ze strony Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej oraz Łuckiej Rady Miejskiej. Otwarcie festiwalu odbyło się 23 września w Pałacu Kultury m. Łucka. Z powitalnym słowem do gości festiwalu zwrócili się mer m. Łucka Mykoła Romaniuk, Andrzej Kępiński, Włada Korolkowa i Dmytro Iwanow. „Otrzymaliśmy tu wsparcie Rady Miejskiej, dzięki temu wszystko było możliwe”, – zaznaczyła Włada Korolkowa, przemawiając do publiczności. Program festiwalu składał się z produkcji filmowej obu krajów. Przedstawione zostały zwłaszcza polskie filmy pełnometrażowe, ukraińskie i polskie krótkometrażowe, filmy dokumentalne i amatorskie. Podczas festiwalu w Łucku odbywały się spotkania z reżyserami. Można było na przykład wziąć udział w spotkaniu z Andrzejem Kępińskim, Grzegorzem Braunem, Piotrem i Dominikiem Matwiejczykami, Ołesem Saninym. W ramach festiwalu pokazano pełnometrażowe polskie filmy, wśród nich: „Różyczka” (reż. Jan Kidawa-Błoński), „Operacja Dunaj” (reż. Jacek Głąb), „Kariera Nikosia Dyzmy” (reż. Jacek Bromski), „Hel” (reż. Kinga Dębska), „Kup teraz” (reż. Piotr Matwiejczyk), „Piotrek, trzynastego” (reż. Piotr Matwiejczyk), „Czarny” (reż. Dominik Matwiejczyk) i inne. Tylko dwa filmy („Różyczka” i „Hel”) były wcześniej wyświetlane na Ukrainie. Polskie filmy przedstawione zostały widzom z napisami w języku ukraińskim. Oprócz tego, na festiwalu pokazano filmy z kolekcji Łuckiego Festiwalu Filmowego „Moje miasto – moje życie”. W ramach festiwalu zaplanowany był również pokaz filmów braci Illenków, zwłaszcza „Fuzhou”, ”Pieśń lasu. Mawka”, „Wieczór Iwana Kupała” i retrospektywa filmów kijowskiego festiwalu filmowego ”Otwarta Noc”. Główne imprezy festiwalu odbywały się w kinach „Adrenalin” i „Promiń” oraz w Pałacu Kultury m. Łucka. Zrobiono pierwszy krok Zdaniem organizatorów festiwalu Łuck to miasto, które łączy Ukrainę i Polskę, położone niedaleko granicy i ma swoje tradycje i osiągnięcia, w tym w sztuce filmowej. Miasto aktywnie współpracuje z Polską w wielu branżach, jednak w zakresie sztuki filmowej ciężko coś podobnego zauważyć. – Współpracujemy w różnych dziedzinach kultury, ale sztuka filmowa pozostaje poza zakresem współpracy, – zaznaczył Dmytro Iwanow, – dlatego postanowiliśmy zrobić krok naprzód, żeby nie tylko dać artystom współpracować. To również pierwszy krok do tego, żeby polscy widzowie zobaczyli ukraińskie kino, a ukraińscy – polskie. Organizatorzy festiwalu mianują go takim, co pokazuje ukraińskie filmy w Polsce i polskie na Ukrainie. Według ich planów Łuck powinien stać się bazą festiwalową, od której festiwal będzie wędrował do innych ukraińskich i polskich miast. Jak powiedział Dmytro Iwanow, w przyszłości planuje się zrobić również osobne spotkanie polskich i ukraińskich producentów filmowych. – Wszystko rozpoczęło się dwa lata temu we Lwowie na festiwalu ”KinoLew”, gdzie poznałem Mychajła Illenkę, – opowiada Andrzej Kępiński. – doszliśmy do wspólnych wniosków: my, Polacy, chcemy znać, co tu się odbywa, jaka jest ukraińska kultura, Ukraińcy też chcieliby się dowiedzieć, co odbywa się u nas. Postanowiliśmy, że spróbujemy zrobić taki wspólny festiwal, który będzie przyjeżdżać z ukraińskimi filmami z wizytą do nas, a my z polskimi filmami – do was. Na festiwalu w Rzeszowie poznałem Dmytra Iwanowa. Dziś jesteśmy tu i chciałbym, żeby Łuck stał się stolicą polskiej i ukraińskiej sztuki filmowej. Tu dla takiego przedsięwzięcia spełnione są wszystkie warunki - jest kultura i infrastruktura, czyli to co potrzebne. … nie bez problemów Dziś możemy z pewnością powiedzieć, że festiwal odbył się. Jednak nie bez problemów. Na początek powiem, że część z tych imprez, które były zapowiedziane, zmieniła czas czy miejsce przeprowadzenia, co oczywiście miało swój wpływ na liczbę widzów na festiwalowych pokazach. „Monitor Wołyński” w nr 17 z 15 września 2011 roku też podawał informację, którą dostał właśnie z rąk organizatorów, o tym, że otwarcie festiwalu odbędzie się 23 września o 19.00 w Zamku Lubarta, podczas gdy otwarcie pomyślnie odbyło się o 18.00 w Pałacu Kultury m. Łucka. Musimy też przyznać się, że część imprez nie odbyła się. Zwłaszcza na prośbę reżysera Mychajła Illenki film „Ten Który Przeszedł Przez Ogień”, mający się stać największą premierą ukraińską na festiwalu, z powodów technicznych został zdjęty z programu festiwalu. Widzowie dowiedzieli się o tym dopiero podczas uroczystości otwarcia festiwalu. Tym, którzy przyszli do kina, został pokazany inny film reżysera – „Fuzhou”. Ten pokaz zaplanowany był na 24 września. Sam Illenko na spotkanie z widzami, które zaplanowane było 24 września, nie przyjechał. Niektóre pokazy nie odbyły się z powodu nieobecności widzów albo też dlatego, że część widzów wyraźnie się zdziwiła, gdy się dowiedziała, że musi zapłacić za bilet (wejście na wszystkie imprezy festiwalu było oczywiście bezpłatne, ale żeby wejść na filmy pełnometrażowe, które pokazywane były w kinach „Adrenalin” i „Promiń”, trzeba było kupić bilet, cenę którego wyznaczało kino). O przeanalizowanie festiwalu poprosiliśmy jego organizatora z polskiej strony – Andrzeja Kępińskiego, wykonawczego dyrektora festiwalu Dmytra Iwanowa i kierownika Działu Kultury Łuckiej Rady Miejskiej Tetianę Hnatiw. Krótkie wywiady z nimi można przeczytać w dzisiejszym numerze ”MW”. Od siebie dodamy: znaleźć minusy można zawsze i w każdej sprawie. Zrobić to najłatwiej. Trudno zauważyć to, co najważniejsze – festiwal mimo wszystko odbył się. Odbyły się bardzo ciekawe imprezy, organizatorzy wykonali kolosalną pracę, ponieważ przywieźli do Łucka filmy z najwyższych półek, organizowali spotkania ze znanymi polskimi dokumentalistami. Zrobiono bardzo ważny pierwszy krok w organizacji takiego festiwalu w dodatku w organizacji go na Wołyniu, który zawsze był wielokulturowy, co właśnie mogliśmy zobaczyć na wystawie fotografii Jolanty Stopki (”MW” podaje o tym informację w tekście „I co dalej?”). Kultura zawsze służyła sprawie poznawania prawdy i zniesienia granic, chyba dlatego na pytanie zadane dyrektorowi kijowskiej wytwórni filmowej „Batyskaf ” Włady Korolkowej „Czy będzie ciąg dalszy festiwalu?” usłyszeliśmy optymistyczną odpowiedź: „Obowiązkowo”! Natalia DENYSIUK