Polska w Unii Europejskiej: ukraińskie spojrzenie W maju 2004 roku akurat planowałam wyjazd do Polski. Najbardziej bałam się wiz, które Polska zaczęła wydawać pół roku przed przyłączeniem do UE. Moja pierwsza długotrwała wizyta do Polski odbyła się w 2004 roku. Od tej pory obserwuję zmiany, które zachodzą w Polsce. Nie będę analizować plusów i minusów. Zdania na ten temat mogą Państwo poznać, czytając odpowiedzi rozmówców – moich oraz Agnieszki Bąder z Lublina («Dekada historii», 2 strona). Powiem jednak, że gdyby mnie zapytano o plusy i minusy przystąpienia Polski do UE, jako pierwsze przyszłyby mi na myśl Krakowskie Przedmieście w Warszawie i ogórki. Krakowskie Przedmieście, dlatego że w ciągu tych dziesięciu lat ta ulica i jej spacerowicze bardzo się zmienili, w pozytywnym znaczeniu. Zmiany obserwuję podczas każdej wizyty w Warszawie. Dla mnie to jest przykładem tego, jak można zrobić porządek na ulicach miast. Ogórki to osobny temat. Jesienią 2004 roku pewien polski profesor opowiedział o tym, że jeżeli chce się sprzedawać ogórki na terenie UE, to powinny one mieć standardowy rozmiar. Od tej pory rozumiem plusy wejścia Polski do Unii, ale zarazem nie rozumiem absurdów, które czasem można zauważyć w unijnych decyzjach. Jednak rozważając plusy, minusy i absurdy jestem raczej za ukraińskimi standaryzowanymi ukraińskimi ogórkami na europejskim stole, czyli uważam, że Ukraina powinna zostać członkiem Unii Europejskiej. Chociaż oczywiście takie perspektywy dla nas są obecnie jeszcze zbyt odległe. Natalia DENYSIUK