Praca w Polsce Jak nie trafić na haczyk oszustów Dziś dużo Ukraińców marzy o pracy za granicą. Zwłaszcza mieszkańcy Wołynia najczęściej jadą do sąsiedniej Polski, która potrzebuje ukraińskich pracowników. Jednak często zamiast wymarzonego zarobku ukraiński pracownik otrzymuje psychologiczną, a nawet fizyczną traumę. Kiedy na Ukrainie zaczął się kryzys finansowy, jej mieszkańcy zaczęli szukać ratunku w innych krajach. W celu zarobku albo po prostu przeżycia w ciężkich warunkach, Ukraińcy zaczęli masowo szukać pracy za granicą. Jednym udało się znaleźć pracę i do tej pory zarabiają pieniądze, utrzymując rodzinę na Ukrainie, inni wrócili z niczym, są też niestety tacy, którzy muszą spłacać długi i leczyć się. Dzisiaj często można zobaczyć ogłoszenie z propozycją pracy w Polsce, w którym obiecują bezpłatne zakwaterowanie, wyżywienie i przejazd. Przeważnie proponują prace sezonowe – zbiór jagód czy warzyw, przy czym obiecują dobre wynagrodzenie. – Zanim zdecydujemy się na taką propozycję, trzeba dobrze przeczytać umowę o pracę, którą będziemy podpisywać z pracodawcą, – zastrzega Nina Pachomiuk, kierownik organizacji pozarządowej «Wołyńskie Perspektywy», która jest przedstawicielem Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji w obwodzie wołyńskim. – Obowiązkowo trzeba skonsultować to z prawnikiem lub przedstawicielem wymiaru sprawiedliwości, który zajmuje się tym problemem. I w żadnym wypadku nie można podpisywać dokumentów sporządzonych w języku, którego państwo nie rozumieją, lub w których są luki – ominięte słowa czy rzędy, które ktoś może później wypełnić. Pani Nina zwraca uwagę również na to, że trzeba czytać punkty umowy informujące o tym, jak wykonywać pracę. W umowie muszą być wyraźnie określone obowiązki pracownika. Jeżeli sytuacja jest inna, może to świadczyć o późniejszym niewolnictwie. Kierownik Działu ds. Walki z Handlem Ludźmi Zarządu MSW Ukrainy w obwodzie wołyńskim Piotr Szmyha też uprzedza o podejrzanych firmach i agencjach, zajmujących się zatrudnieniem obywateli Ukrainy za granicą. Często ludzie sami nie wiedzą, gdzie jadą i czym będą się zajmować. – Od początku pracy naszego działu (od 2005 roku – red.) ujawniono siedem zorganizowanych grup przestępczych, łącznie 40 osób, które wywoziły młode kobiety do krajów zachodnich, wykorzystując je później jako niewolnice seksualne. Wypadki wykorzystywania mieszkańców Wołynia jako niewolników w pracy za granicą również się zdarzały, ale było ich mniej. Zdaniem Piotra Szmyhy jest to związane z tym, że ludzie boją się przyznawać, że trafili do handlarzy ludźmi albo jeździli pracować nielegalnie. Dzisiaj można legalnie i całkiem bezpiecznie pojechać pracować za granicę. Przekonuje o tym Ludmiła Buchowcewa, dyrektor agencji pracy «Garant» funkcjonującej od marca 2007 roku. – Nasz partner po polskiej stronie to agencja pracy dla cudzoziemców «Bug», na czele której stoi Natalia Kiwszyk z Lublina. Zgodnie z podpisaną umową o współpracy właśnie ta agencja zajmuje się poszukiwaniem pracodawców, którzy zatrudniają Ukraińców w Polsce, – powiedziała Ludmiła Buchowcewa. – Po podpisaniu umowy między agencją i pracodawcą, dostajemy kopię dokumentów, w których znajdują się informacje, jakich pracowników potrzebują, jest też projekt umowy o pracę, który będzie podpisywany na miejscu pracy. W tych dokumentach podane są wszystkie informacje o firmie czy przedsiębiorcy, wymagane kwalifikacje i doświadczenie kandydatów, warunki pracy i odpoczynku, informacja o wynagrodzeniu, termin wypłaty wynagrodzenia, informacja o zakwaterowaniu, roboczym ubraniu, dojeździe do miejsca pracy. W projekcie umowy podane są prawa i obowiązki pracownika i pracodawcy. Nasi polscy partnerzy starają się pojechać na miejsce, żeby zobaczyć warunki pracy i zakwaterowania Ukraińca. Zazwyczaj, gdy jest to firma, z którą nie współpracowaliśmy wcześniej, jadą tam nasi przedstawiciele z przyszłymi pracownikami. Na pytanie czy mieszkańcy Wołynia mogą być na 100 % pewni, że trafią w dobre ręce, czyli do uczciwego pracodawcy, pani Ludmiła odpowiedziała, że tego nikt nie może gwarantować. Natomiast co gwarantują na pewno – pomoc partnerów z «Bugu» na terenie Polski. – Przy wyjeździe do pracy każdemu dajemy zestaw startowy polskiego operatora komórkowego, każdy ma kontakt z agencją «Bug». Z kolei agencji przekazujemy listę ludzi, którzy tam jadą, numery ich telefonów. Jesteśmy zawsze w kontakcie z ludźmi, którzy pojechali pracować do Polski, – zapewnia dyrektor «Garantu». Ludmiła Buchowcewa nie ukrywa tego faktu, że w jej praktyce byli nieuczciwi pracodawcy, którzy wykorzystywali pracę mieszkańców Wołynia: – Przykro mi, ale mieliśmy do czynienia z takimi pracodawcami. Staraliśmy się te problemy rozwiązywać przy pomocy polskich partnerów. Znajdowaliśmy inne miejsce pracy, zwracaliśmy się do inspekcji pracy, nawet do policji. Dzisiaj w Polsce najbardziej potrzebni są pracownicy w branży budowlanej, w przedsiębiorstwach przetwarzania, pracownicy sezonowi dla pracy w gospodarce rolnej, piekarni itd. Jednym z wymagań stawianych przez pracodawców ukraińskiemu pracownikowi jest to, musi chcieć pracować. Jednocześnie żądają cierpliwości, opanowania i sił fizycznych. Do pracy w kawiarniach, barach, hotelach, sklepach, domach dla samotnych starszych osób, w domu, preferowani są pracownicy, którzy znają język polski. Oczywiście znajomość języka stwarza więcej możliwości. Znając język polski Ukrainiec może nie tylko pracować, ale też studiować w sąsiednim państwie. Ludmiła Buchowcewa opowiada, że agencja dostawała dużo propozycji dla wykwalifikowanych specjalistów, zwłaszcza programistów, pracowników biurowych, specjalistów ds. sprzedaży, inżynierów. W związku z tym «Garant» podpisał umowę o współpracy z Wyższą Szkołą Informatyki, Zarządzania i Administracji w Warszawie, w ramach której agencja pracy będzie przygotować uczniów do wstąpienia na tę uczelnię. – Nie zachęcamy do wyjeżdżania do pracy za granicę. Oczywiście, jeżeli jest praca na Ukrainie, trzeba pracować tu, doceniać to, co masz. Gdy pracy nie ma, człowiek powinien samodzielnie podjąć decyzję: jechać czy nie, – podsumowała pani Ludmiła. P.S.: W ramach kulturalno-edukacyjnej akcji «Zjednoczmy siły w sprawie przeciwdziałania handlowi ludźmi!», która odbyła się w Łucku 17 września, przedstawiciele wołyńskich mediów i inni uczestnicy akcji podpisali list otwarty do przedstawicieli władz miejskich i obwodowych, wymagając uwzględnienia w budżecie miasta i obwodu na 2011 rok środków dla przeciwdziałania handlowi ludźmi na Wołyniu. W zeszłym roku takie środki nie były przewidziane. Na razie dziennikarze czekają na odpowiedź. Ania Tet