Sigitas Birgelis Historia bez zakończenia Miting Zimny i srogi poranek 15 listopada 1918 r., na placu kościelnym w Puńsku czeka tłum. Wiele znajomych twarzy ze wsi Puńsk, Wojciuliszki, Romaniuki, Krejwiany, Trakiszki, Oszkinie, Wojtokiemie, Wołyńce, Przystawańce, Szlinokiemie. Stoją młodzi i starsi, głównie mężczyźni. Tłoczą się przy białym murowanym domu zbudowanym przez księdza Simonasa Norkusa. W tłumie rozlega się donośny głos Kostasa Cibulskasa: – Dziś rano ktoś puka do naszych drzwi. Podchodzę, a tam, bracia, Jonas Bansevičius z Wołyniec. Mówi: „Nie bójcie się, wstawajcie. Idźcie na zebranie do Puńska. Będziemy tworzyć Litwę”. – No, Jonas i nas obudził – odzywa się, pociągając nosem, Juozas Agurkis z Oszkiń. – Nie ominął żadnej zagrody, idąc. – Budził, ruszał, jakby wieprza opalał – szelmowsko cedzi przez zęby parobek ze wsi Wojtokiemie, przez wszystkich nazywany Juze. – Cicho, dziecko – przerywa mu Cibulskas. – Kiedy przyszedłem, już świtało. Ludzi zebrało się ze dwieście. Niemieccy żandarmi, dopóki nie rozjaśniło się, nie pokazywali się. Nie budziliśmy ich. Czekaliśmy, czy będą rozmawiać grzecznie, czy pokażą baty. Po świcie wyszli wszyscy trzej. Z karabinami na ramionach! „Po co się zebraliście?” „Chcemy wybrać komitet”. Oni naradzili się i mówią: „Będziecie mogli wybrać”. Ucieszyło nas, że tak ważna sprawa tak łatwo się załatwiła. – Cisza tam! Sza! – rozlega się z tłumu. Tłum milknie. Do ludzi zwraca się niskiego wzrostu, o pięknej twarzy, w sutannie, dziekan 12 parafii powiatu suwalskiego, proboszcz parafii Puńsk, ks. Motiejus Simonaitis: – Drodzy bracia i siostry w Chrystusie, ten plac kościelny przed dwoma laty był jak bagniste błoto, teraz jest wybrukowany kamieniami i obsadzony drzewami. Tak samo Litwa: była zniewolona, teraz wolna. Musimy bronić tego, co dla nas ważne i potrzebne. W Puńsku mamy nowy dom Boży, postawiliśmy wielki ołtarz, zgodnie z zaleceniem biskupa Baranowskiego. Kościół nasz jest litewski. Polakom oddzieliliśmy krańce. W Becejłach założyliśmy dla nich parafię. Teraz w Puńsku są głoszone litewskie kazania, śpiewamy tylko po litewsku. Towarzystwo „Žiburys”, któremu przewodniczę, dba o to, żebyście kochali język ojczysty, żebyście byli dobrymi katolikami. Towarzystwo organizuje litewskie szkoły, księgarnie, wieczorowe kursy dla dorosłych, czyta wykłady, uczy ludzi gospodarowania, wspiera talenty i rodziny w potrzebie. Ksiądz przypomina wszystkim o spółdzielni konsumenckiej „Dzūkas”, która została założona w Puńsku w 1907 r. jego staraniami oraz księży S. Garmausa i J. Vyšniauskasa. – Dużo u nas żydowskich sklepów i karczm – kontynuuje. – Żydzi chcą, żeby ludzie się rozpijali, żeby nie kupowali w litewskim sklepie. Obniżyli ceny, straszą, że rzekomo znikną wasze depozyty, a oni nie pożyczą wam pieniędzy. Wy okazaliście jedność. Dzięki wam „Dzūkas” się utrzymał i istnieje. W lokalu „Dzūkas” działa herbaciarnia Towarzystwa „Blaivybė”, w której można nie tylko wypić gorącą herbatę, coś zjeść i ogrzać się, ale także kupić świeży chleb, ciasto. Ks. Motiejus Simonaitis podniesionym głosem mówi o Towarzystwie „Blaivybė”, które zostało założone w Puńsku w 1909 r.: – Do abstynentów zapisało się już 100 parafian. Drugiego dnia Wielkanocy nasz przewodniczący Towarzystwa „Blaivybė” Petras Pacenka zorganizował zebranie abstynentów. Przyjechał V. Kudirka i redaktor „Šaltinis” ks. A. Civinskas. Znacie Petrasa Pacenkę. Tyle razy opowiadał wam o szkodliwości alkoholu dla zdrowia. Nasz wikariusz J. Vyšniauskas niedawno wrócił ze zjazdu abstynentów. Opowie wam o ruchu abstynenckim na Litwie. W naszej parafii działa partia Litewskich Chrześcijańskich Demokratów. Jest ponad 30 oddziałów. Należy do nich 2000 członków. Ufamy partii Litewskich Chrześcijańskich Demokratów, popieramy jej idee narodowe. Kończąc swoje przemówienie, krzyczy: – Dziś razem z całą Litwą tworzymy historię. Będzie ona towarzyszyć nam i naszym dzieciom! Niech Bóg nas błogosławi. Słowo dziekana jest ważne. Jest członkiem Komitetu Organizacyjnego Konferencji Litewskiej, która wybrała Radę Litwy. Razem z ks. J. Katiliusem ze Smolan brał udział w przygotowaniu Konferencji. Po księdzu M. Simonaitisie do tłumu przemawia inny uczestnik Konferencji Litewskiej, sołtys wsi Wojtokiemie, Kazimieras Mielkus: – Drodzy rodacy, drodzy ludzie. Kto nie pamięta nagajek rosyjskich kozaków, żandarmów, urzędników, strażników? Rosjanie trzymali nie tylko nasze ciało w najcięższej niewoli, ale i naszą duszę, zakazując nam prasy, chcąc nas zamienić w zwierzęta, w swoich wiecznych niewolników. Kto nie zna czasów pańszczyzny? Oni i teraz będą się starać nas zniewolić i mieć jako swoich poddanych. – Ładnie mówi – rozlegają się głosy z tłumu. Mielkusów wszyscy tu dobrze znają. Jego ród pochodzi z Olksnian Starych. Dziadek Kazimierasa, Antanas, w 1843 r. przybył do wsi Wojtokiemie, do rodziny Itatus jako zięć. W 1847 r. Kristina i Antanas Mielkusowie doczekali się jedynego syna Adomasa. Ten w 1877 r. poślubił Marijonę Zuikytė ze wsi Zawady i doczekali się sześciorga dzieci. Troje dzieci zmarło w dzieciństwie, inni dorośli. Ojciec Kazimierasa zmarł młodo, w 1890 r. Zostawił 35-letnią żonę, 5-letnią Onutė i 3-letniego Kaziukasa. Kazys uczył się u gospodarza Jonasa Valinčiusa ze wsi Wojtokiemie, a w 1898 r. w szkole początkowej w Puńsku, gdzie nauczycielem był Baltrukonis. Nauka odbywała się w języku rosyjskim, dwie godziny uczono języka polskiego, a po litewsku uczono tylko religii. Po dwóch oddziałach ojczym zażądał powrotu do domu. Kazys wszelkimi sposobami rwał się do nauki, ale różne przeszkody stawały mu na drodze. Uczył się samodzielnie, uczęszczał na kursy organizowane przez ks. M. Simonaitisa, czytał gazety i książki. W 1907 r. Mielkus zaczął śpiewać w chórze kościelnym w Puńsku. W 1911 r. za namową dziekana wyjechał do szkoły rolniczej w Pszczelinie koło Warszawy. Niestety, po roku ciężko zachorował i musiał wrócić do domu. Później przez pięć lat uczył dzieci wiejskie w tajnej szkole, przez kilka lat pracował w szkole początkowej w Puńsku. Wojna rosyjsko-niemiecka, która rozpoczęła się 1 sierpnia 1914 r., mogła nie budzić wielkiego strachu u 26-letniego Kazimierasa Mielkusa. Ze względu na słabe zdrowie był zwolniony ze służby wojskowej, a w ostatnich latach otrzymał kartę zwalniającą. Trzeciego dnia wojny, kiedy Mielkus wiózł owies, po zachodniej stronie rozległo się głuche, ale potężne dudnienie armat. Było to echo pierwszego starcia Rosjan z Niemcami nad jeziorem Wisztynieckim. Przez ziemię puńską ciągnęły kolumny rosyjskiej piechoty, kawalerii i artylerii. Na początku sierpnia władze nakazały Mielkusowi przybyć z podstacją do Puńska i przewieźć z Wiżajn do Prus Wschodnich chleb, kasze i inne produkty spożywcze. Po przekroczeniu granicy Mielkus poczuł się, jakby z ubogiego kraju trafił do raju. Wszędzie było tu tak pięknie, tak schludnie, że pozostało tylko podziwiać. Jedynie nieprzyjemnie było patrzeć na puste osiedla (miejscowi mieszkańcy uciekli wraz z cofającym się frontem), na opuszczone domy z całym dobytkiem i zwierzętami. Po raz drugi wezwany do Prus Wschodnich Mielkus był po tygodniu. Zaprzęgnął parę koni i udał się do Suwałk. W Suwałkach załadowano mu pełny wóz żywności i, utworzywszy całą kolumnę, kazano jechać do Prus Wschodnich, bliżej frontu. Jechał przez Filipów, Gołdap, Darkiejmy. Podobnie jak poprzednio, nie wpadł w niebezpieczeństwo, trudu było mało, pogoda była ciepła. 6 września Mielkus wraz z sąsiadami A. Kuosą, P. Pečiuliusiem i Motiejusem Menkevičiusem ponownie są wezwani do Suwałk. Zanim kolumna ruszyła, rozeszła się wieść: Niemcy przełamali front, Rosjanie się wycofują. Kolumna nie pojechała do Prus Wschodnich, ale w kierunku Mariampola. Do Mariampola napłynęły tysiące żołnierzy rosyjskich. Miasto i okolice były ostrzeliwane przez lekką artylerię niemiecką. Następnego dnia kolumna ruszyła do Pren. Przekroczywszy Niemen, zatrzymała się w Jeznie. Po kilku tygodniach, gdy pozycje wojenne się ustabilizowały, Mielkusowi i innym mieszkańcom ziemi puńskiej pozwolono wrócić do domu. Kiedy na początku października Rosjanie, wzmocniwszy swoje siły, odzyskali utracone pozycje, w Puńsku zrobiło się spokojniej. Pod koniec lutego 1915 r. Niemcy ponownie przełamali front. Wśród mieszkańców Puńska wybuchła panika. Ludzie, bojąc się żołnierzy cesarza, wycofywali się na wschód. Wśród uciekinierów byli K. Mielkus, A. Kuosa, P. Šliaužys, P. Slivauskas, obaj bracia Agurkisowie z Oszkiń i in. Dominykas Kuosa zawiózł wszystkich do Sejn, a stamtąd przez Druskienniki udali się do Wilna. Front zatrzymał się nad Niemnem. W kwietniu Rosjanie po raz kolejny „wyzwolili” Puńsk i uciekinierzy mogli wrócić do domu. Burza wojenna zmiotła zwierzęta, narzędzia, ubrania i żywność. Zostało tylko to, co było dobrze ukryte. Na początku sierpnia 1915 r. Niemcy ostatecznie przełamali front, a Rosjanie zaczęli wycofywać się po raz ostatni. 10 sierpnia ostatni rosyjski żołnierz opuścił Puńsk. Rosjanie, zanim się wycofali, nakazali zniszczyć wszystkie uprawy na froncie, a ludzi wywieźć w głąb Rosji. Mieszkańcy ziemi puńskiej zniszczyli zboże, ale nie chcieli jechać do Rosji. Z Wojtokiemi wyjechał tylko Kraužlys. Wyjechały rodziny Mielkusów i inne, ale po dojechaniu do wysadzonych mostów wróciły do domu. Po wycofaniu się wojsk rosyjskich, tego samego dnia wieczorem do Puńska wkroczyły wojska niemieckie. W czasie ciężkiej okupacji niemieckiej (1916 r.) mieszkańcy Wojtokiemi wybrali Kazimierasa Mielkusa na sołtysa swojej wsi. Obowiązki te były niezwykle trudne, ponieważ jeśli będziesz dobry dla sąsiada, okupant powiesi, jeśli będziesz służył okupantowi, będziesz wrogiem dla swoich sąsiadów. Po roku Kazimieras poślubił Julię, córkę Vincasa Markevičiusa, nielegalną kolporterkę książek ze wsi Giłujsze. Okoliczności rodzinne zmusiły go do pozostania rolnikiem w swojej ojczyźnie. Choć do tego zajęcia miał wystarczającą wiedzę, nie miał zamiłowania do gospodarowania. Czuł powołanie do wyższych, szlachetniejszych rzeczy, ale zbyt niskie wykształcenie nie pozwalało mu zajmować się ważniejszymi dla społeczeństwa działaniami. W 1917 r. został wybrany delegatem powiatu suwalskiego na Wileńską Konferencję Litewską, która odbyła się w dniach 18–22 września tego roku. K. Mielkus uczestniczył w Konferencji w wyborze Rady Litwy. Po ogłoszeniu niepodległości Litwy Kazimieras wraz z innymi światłymi ludźmi z tej ziemi organizował zebrania w wioskach, zachęcał młodzież do zostawania litewskimi ochotnikami i członkami Litewskiej Organizacji Strzelców. Sam był aktywnym członkiem Organizacji Strzelców. Niedawno powierzono mu zwoływanie sołtysów i lokalnej milicji litewskiej. – Nadeszła godzina, na którą czekaliśmy! – wykrzyknął Kazimieras Mielkus. – Wszyscy bez wyjątku synowie i córki ziemi puńskiej: Niech żyje Niepodległa Litwa! – Niech żyje! Hura! Hura! Hura! – skanduje tłum. W przedsionku stoi już jeden z najaktywniejszych działaczy społecznych ziemi puńskiej i jeden z organizatorów tego mitingu, Petras Pacenka. Petras Pacenka urodził się w 1885 r. w rodzinie gospodarzy Rožė i Jonasa Pacenków, posiadających 12 ha ziemi. Jego matka była córką pobożnej rodziny Tumelių, nadzorców porządku w kościele w Puńsku. Petras od najmłodszych lat był pobożny i uczciwy. Mieszkał niedaleko miasteczka Puńsk, gdzie było sporo rozwydrzonej młodzieży. Pacenka nie przyłączał się do nich, a czasem niejednego z młodych ludzi pociągał na dobrą stronę. Czytał litewskie gazety i książki wydawane w sejneńskiej drukarni „Šaltinis” i w innych. Był niezwykle bystrym i inteligentnym człowiekiem. Znał wszelkie rzemiosła: z blachy wykonywał wiadra, naczynia, pudełka, oprawiał książki. W 1910 r. za namową ks. M. Simonaitisa podjął pracę w księgarni „Žiburys”, gdzie znajdowało się ponad 1000 różnych książek. Trzeba je było uporządkować, oprawić, szukać nowych. Po krótkiej nauce u puńskiego introligatora Slabašauskasa przejął od niego warsztat i narzędzia pracy. Prawie każda książka została przez Petrasa uporządkowana i na nowo oprawiona. Księgarzem był przez kilka lat, dopóki z Ameryki nie wrócił Povilas Kupstas. Jako przewodniczący oddziału stowarzyszenia „Blaivybė” organizował zebrania, wygłaszał płomienne przemówienia, namawiał młodzież do niepicia, uczył patriotyzmu, miłości do języka ojczystego i ojczyzny. P. Pacenka śpiewał w chórze parafialnym w Puńsku. Mimo że nie miał dobrego głosu, był potrzebny chórowi jako sprawny organizator. Później pracował jako księgowy w spółdzielni „Dzūkas”, organizował działalność tego przedsiębiorstwa, prowadził rachunki i dokumenty. Pomagał mu Jonas Slovikas z Kalinowa i Juozas Tumelis, syn byłego przewodniczącego rady kościelnej, światły i bystry gospodarz ze wsi Puńsk. – Chcę wszystkim oznajmić – zwraca się do tłumu Petras Pacenka – że wszystkie, powtarzam, wszystkie, bez wyjątku, 49 wsi parafii Puńsk, za pośrednictwem swoich sołtysów, opowiedziały się za litewską gminą w składzie Litwy. Wyjaśnia zebranym, jak wybierać organy wykonawcze: wójtów, ich zastępców, sekretarzy, jak dzielić powiaty na gminy itd. Zaznacza, że „polskie rady obywatelskie” są mianowane przez organizacje władzy, a litewskie rady powiatowe i samorządowe są wybierane przez społeczeństwo. – Zaczynamy wybierać władze gminne – ogłasza P. Pacenka. Rozpala się dyskusja, gdy trzeba zdecydować o nazwie zarządu. Jedni proponują nazywać „komitetem”, inni „radą”, w końcu wszyscy głosują za „zarządem gminy Puńsk”. – Wybieramy wójta gminy – proponuje Pacenka. – Pacenka. Petras Pacenka. Pacenka ze wsi Puńsk – słychać głosy z tłumu. – Czy są inne propozycje? – pyta Pacenka. – Nie ma. Dobrze. Głosujemy. Petras Pacenka zostaje wybrany absolutną większością głosów tłumu. Następnie wybierany jest zarząd gminy. – Sekretarzem wybrany został Vitlipaitis ze wsi Kompocie – ogłasza przewodniczący zebrania. Po wyborach zarządu tworzona jest litewska milicja. Na czele milicji zatwierdzony zostaje Paulauskas. Chętnie do pomocy zgłaszają się Antanas i Vincas Sadauskai z Kompoci, Juozas Butkus ze wsi Zawady i inni. – A teraz wybieramy 12-osobową radę gminy – zwraca się przewodniczący do tłumu. Jednych ludzie wybierają, inni wchodzą w skład rady jako ochotnicy. W nowo wybranej radzie jest kilku rolników, kilku milicjantów, jeden Żyd. Nastrój ludzi jeszcze bardziej się podnosi. Wokół wiele rozjaśnionych twarzy. Od tej chwili litewska gmina Puńsk rozpoczyna pracę. Wszyscy mieszkańcy okolic Puńska, Litwini, cieszą się, widząc litewską Pogoń, której wcześniej nikt w Puńsku wiszącej nie widział. Trudny początek Pod koniec 1918 r. urząd gminy Puńsk lokuje się w murowanym domu poprzedniego proboszcza S. Norkusa, przy którym wisi Pogoń i powiewa trójkolorowa flaga. Wkrótce potem trzeba przeżyć stratę. Sekretarz gminy Vitlipaitis wpada w ręce polskich żołnierzy. Jest przewożony do Kaletnika i okrutnie bity, aż podpisze, że wyprowadzi się z Puńska. Zostaje zwolniony tylko w samej bieliźnie. Sekretarzować zgadza się Lapinskas. Chociaż wszystkie wsie parafii opowiedziały się za gminą Puńsk, granice gminy nie zostały ustalone. Wójt Petras Pacenka, jak umie, zarządza sprawami gminy, spisuje straty wojenne, planuje, jak parcelować majątki dworskie. Puńsk nawiedza „hiszpanka” (epidemia grypy). Wielu ludzi choruje, ale umiera najwięcej młodych. Na początku następnego roku choroba powraca ze wszystkimi swoimi strasznymi konsekwencjami. W kościele w Puńsku codziennie wystawia się 18 ciał. Nie ma kto odprawiać mszy św., bo księża rozeszli się po wsiach ze świętym sakramentem. Dziekan ks. Motiejus Simonaitis, strasznie zasmucony, wzywa ludzi do modlitwy, aby odsunąć karę Bożą. Przez 2 miesiące Puńsk traci ponad 360 osób. Wymierają całe rodziny parafialne. Nie ma kto robić trumien i kopać grobów na cmentarzu. W parafii Smolany ksiądz zaraża się chorobą od chorego i umiera. Na „hiszpankę” chorują również Kazimieras Mielkus z żoną. Po półtora miesiąca walki, pod opieką Opatrzności, wraca do zdrowia. 1 stycznia 1919 r. w gminie Puńsk odbywa się zebranie członków partii Chrześcijańskich Demokratów. Puńszczanie upoważniają Antanasa Sendę ze wsi Olksniany Stare do wyjazdu do Mariampola. Następnego dnia o 5 rano wyrusza wozem w sprawach gminnych do centrum powiatu. Droga saniami jest dobra… Szczęśliwie wraca o 7 wieczorem. W domu zastaje nieszczęście. Ojciec, próbując strzelić z rewolweru, strasznie zranił się w oko. Lekarz, przywieziony z Puńska, opatruje, radzi zawieźć do Mariampola do doktora Mickusa na operację. Okręgowy komitet Mariampolski wzywa na następny dzień wszystkich pełnomocników gmin. 3 stycznia, po przybyciu Pacenki, Tadaravičiusa i Žukauskasa, Antanas Senda ubiera ojca, sadza do wozu i wiezie. Szczęśliwie dociera do Mariampola. Ojca zostawia u doktora Mickusa i spieszy na posiedzenie partii Chrześcijańskich Demokratów. Wróciwszy na Trzech Króli, organizują w Puńsku zebranie partii Chrześcijańskich Demokratów. 8 stycznia brat Antanasa Sendy, Augustas, idzie pieszo do Mariampola, żeby zobaczyć ojca. Wieczorem przychodzi list z Mariampola: „Ojciec umiera”… Tego samego dnia zbiera się tymczasowa rada gminy Puńsk. Ludzie wyrażają niezadowolenie z pracy nauczyciela Andriejusa Baltrukonisa i proszą o przeniesienie go do szkoły w Giłujszach. 7 lutego 1919 r. rada gminy (już nie tymczasowa) podejmuje decyzję o sprowadzeniu do Puńska nauczyciela Simonasa Vaznelisa. Tego samego roku 20 lutego podczas uchwały rada informuje społeczeństwo, że w Puńsku niepożądani są nauczyciele Baltrukonis, Markevičius i wszyscy ich zwolennicy. Stwierdza się, że uczniów jest tu wielu, ale byłoby ich jeszcze więcej, dlatego potrzebni są odpowiedzialni nauczyciele, tacy jak Simonas Vaznelis. Wójt zwraca się do rolników z prośbą o rejestrację „nadmiarowych” zwierząt, aby w razie potrzeby można było wysłać transport z powiatu. (Nie było to przymusem. Litwa płaciła za zwierzęta, ale zaraz po wojnie pieniądze nie miały dużej wartości.) P. Pacence nie udaje się znaleźć wielu „nadmiarowych” zwierząt. Wsie po I wojnie światowej są wyniszczone, a chłopi sami cierpią na niedostatek. Mieszkańcy ziemi puńskiej i administracja gminy wiedzą, że w dworku Mackiewicza (lit. Mackevičius) we wsi Oszkinie znajduje się duży byk. Gmina wysyła dwóch upoważnionych ludzi, żeby go kupić, ale Mania (lit. Manė), która tam gospodaruje, go nie sprzedaje. Z rozkazu zarządu gminy (z upoważnienia wójta) kilku ludzi z policją idzie tam i zabiera byka. Nie konfiskują – płacą za niego pieniądze. Dowiedziawszy się o tym, bracia Mani, wysokiej rangi polscy urzędnicy i oficerowie, bardzo się na Litwinów złoszczą. (Ludzie później żartowali, że gdyby wtedy Litwini nie zabrali byka Mackiewiczów, ziemia puńska być może i dziś byłaby na Litwie.) W 1919 r. rząd litewski ogłasza mobilizację młodych mężczyzn. Powołuje się do wojska litewskiego młodzież urodzoną w 1897 i 1898 roku. Inni mężczyźni, którzy zostali w domu, wstępują do Związku Strzelców, który również jest organizowany na ziemi puńskiej i sejneńskiej. Wójt gminy zachęca Litwinów do wstępowania w szeregi ochotników, do obrony ojczyzny. Ponad 150 mężczyzn zapisuje się na litewskich ochotników. Idą walczyć mężczyźni z Wojciuliszek, brat wójta Juozas, Vincas Burbulis z Trakiszek, Kastantas Vaičiulis i Petras Didžiulis z Oszkiń, Jonas Komičius z Puńska, Dominykas Kuosa, Jurgis Staskevičius i Juozas Stanelis z Wojtokiemi, Petras Lukaševičius i Petras Rabikauskas z Šilainė, Murinas ze wsi Ogórki, Pauliukonis z Wojciuliszek, Žilinskas z Puńska, trzej bracia Griškevičiusowie, Jonas Varaška, Slovikas, Žemaitis i inni. Wyraźne opowiedzenie się Puńszczan po stronie Litwy nie podoba się polskim właścicielom dworów z Szołtan, Zaboryszek, Sejw, Pełel, Oszkiń, Sadzawek i innych dworków. Ich właściciele lub krewni to wysokiej rangi polscy urzędnicy lub oficerowie, jak wspomniany właściciel dworu w Oszkiniach, sygnatariusz traktatu suwalskiego, pułkownik Mackiewicz. Puńszczanie, nie zdążywszy dobrze nacieszyć się niepodległością, przeżywają cios. Latem 1919 r. Polacy zajmują Sejny. Duża część parafii Puńsk pozostaje po drugiej stronie Litwy. Na krótko. Około połowy sierpnia wojsko litewskie odbija Puńsk. Radości ludzi nie ma końca. W miasteczku zwoływany jest miting, na który przybywa również prezes Rady Ministrów Rządu Litewskiego, Mykolas Sleževičius. (19 sierpnia 1919 r. odwiedził Sejny.) Premier, stojąc na ganku domu zbudowanego przez ks. Simona Norkusa, przemawia do tłumu: – Drodzy Dzukowie, córki i siostry Litwy! W zakątku Dzukii mieszkają najdzielniejsi Litwini i są gotowi poświęcić wszystko dla swojego kraju. Nie ma tu różnic między partiami, nie ma tych, którzy widzą różnicę między swoimi braćmi Litwinami. Tutaj wszyscy, w których bije litewskie serce, są jednym ciałem i jedną duszą, trudno tu będzie przetrwać przeciwnikowi. Dziś przyszliśmy powiedzieć całemu światu, że Puńsk to naprawdę Litwa, że władza litewska to wasza władza, że szanujecie jej przedstawicieli i nie uznajecie żadnej innej władzy. Kilka dni po wizycie premiera Litwy wójt gminy Puńsk, Petras Pacenka, przegląda strony gazety. Zwraca się do sekretarza i mówi: – Posłuchaj, co pisze „Lietuva”: „Przygotowywano 24 sierpnia 1919 r. miting w Sejnach. Wszedłszy do sztabu, dowiedzieliśmy się, że w Sejnach Polacy od dawna się organizowali i wspierali powstanie, ale nasze władze nie podjęły żadnych działań. W nocy 22 sierpnia nasz zwiad został zaatakowany przez powstańców polskich. Nasz zwiad powstrzymał atak i zażądał pomocy z Sejn. Ogółem w Sejnach było około 25 żołnierzy i 15 urzędników; do walki stanęło około 40 osób. Powstańców było 4 czy 5 setek, byli dobrze uzbrojeni, mieli wystarczająco karabinów, amunicji i granatów. Nasi, walcząc w porządku, wycofywali się do Sejn. W Sejnach również była walka, ale i stamtąd musieliśmy się wycofać. Ostatni wycofał się starosta Antanas Kubilius, który również brał udział w walkach. Doświadczywszy tego, nasi myśleli, żeby iść do Łoździej, ale dowiedzieli się, że one również są zajęte przez Polaków, ruszyli do Urdomina. W Sejnach zginęło 4 naszych, powstańców około 60 osób. Nasi, wycofując się z Sejn do Urdomina, otrzymali pomoc od miejscowych partyzantów i zaatakowali Łoździeje. W walce pierwsi szli miejscowi ludzie – partyzanci. Walka trwała jedną godzinę i Łoździeje zostały zajęte. Z naszych nikt nie zginął, strat również nie było, zginął jeden powstaniec. Polacy rządzili Łoździejami 12 godzin. Powstańcy, po zajęciu przez nas Łoździej, wycofywali się z rodzinami, ojcami, matkami do Sejn. Wycofujących się powstańców atakowali miejscowi ludzie kamieniami, kijami itp., musieli, wycofując się, omijać wsie”… – Ciekawe – przeglądając strony kolejnego numeru „Lietuva” odzywa się sekretarz gminy Lapinskas. – A tu pisze o wizycie premiera Litwy M. Sleževičiusa w Sejnach. Posłuchaj: „Podjechawszy pod bramę, samochód zatrzymał się i przeszedłszy przez naszych bohaterów żołnierzy szanowny nasz gość wraz z całym tłumem pieszo szedł przez cały plac w kierunku budynku rady, gdzie uroczystą i gorącą przemową powitał zebranych, a tysiące ludzi podziękowało mu potężnym „hura”. Nieopisana radość wypełniła serca wszystkich. Zarówno młodym, jak i starym łzy płynęły z oczu. Jedna staruszka około 80 lat, otarłszy łzy, odezwała się: „Tak się cieszę, że i mnie Bóg dał zobaczyć króla własnego kraju”. I napłynęli ze wszystkich zakątków naszego powiatu, miast, miasteczek, wsi, instytucji naukowych, różnych organizacji i stowarzyszeń przedstawiciele – nie tylko Litwini, ale i Żydzi. I składali prośby, żeby nie odłączać miasta i powiatu sejneńskiego od ojczyzny Litwy, żeby nie oddawać kraju w niewolę Polakom <…>. Szanowny gość witał przemową każdy protest i wystąpienie przedstawiciela. A jakże mocne i potężne są protesty, kiedy widzisz, że to jest prawdziwy głos ludzi, mieszkańców tego kraju, tej Świętej Ziemi, gdzie od wieków ich ojcowie swoją krwią i potem ją nawadniali. <…> Głośnym „hura” tłum witał szanownego gościa, prezesa ministrów, prezydenta państwa litewskiego i cały nasz rząd, naszą dzielną armię, która tak odważnie broni naszej matki, ojca <…>. Wieczorem przewodniczący i urzędnicy różnych stowarzyszeń miasta i powiatu sejneńskiego zostali zaproszeni wraz z premierem do miejscowej komendantury, gdzie komendant i starosta urządzili uroczysty wieczór.” – A o Puńsku nie ma? – pyta Pacenka. – Nie. – Słyszałem, że angielskie władze są co do Sejn i Puńska nastawione na korzyść Litwy. Szef misji francuskiej, Rebou, po twardej rozmowie zgodził się i obiecał natychmiast powiadomić swoje władze, że obecna linia demarkacyjna na żądanie Litwinów zostanie przesunięta na Kanał Augustowski i w ten sposób skończą się kłopoty. Pacenka zdaje sobie sprawę, jak niestabilna jest sytuacja międzynarodowa. Komisja Ligi Narodów, której przewodniczył angielski lord Curzon, wytycza między Litwą a Polską tak zwaną linię Curzona, według której Suwalszczyzna pozostaje przy Litwie. Polacy, niezadowoleni z takiej sytuacji, żądają innej komisji. Drugiej przewodniczy francuski generał Foch. W skład komisji wchodzą delegat włoski, delegat litewski i polski pułkownik Mackiewicz. (Jego ojciec kupił we wsi Oszkinie od Oržakauskasa i Šimanskisa mały dworek o powierzchni około 300 mórg. Wszyscy trzej jego synowie byli wysokimi urzędnikami państwa polskiego. Najstarszy syn był krajowym lekarzem weterynarii, drugi – wspomnianym oficerem wojska polskiego, a najmłodszy – krajowym nadzorcą jezior i ryb. Kiedy Puńsk ogłosił swoją przynależność do Litwy, synowie Mackiewicza już nie jeździli do Oszkiń. W dworku mieszkała tylko ich siostra Mania, bo ojciec już zmarł.) Foch był przychylny Polakom. 27 lipca 1919 r. granica zostaje ustalona tam, gdzie życzy sobie polski pułkownik Mackiewicz, 3–4 km od Puńska. Przebiega przez czysto litewskie wsie – Wołyńce, Buraki, Olszyniany, Giłujsze i inne. Przecina niejedno podwórze gospodarskie. Jedne zabudowania pozostają na Litwie, inne – w Polsce. 7 września 1919 r. Petras Pacenka uczestniczy w zjeździe pełnomocników powiatu sejneńskiego w Łoździejach. Wszyscy delegaci, przybyli z terenów zajętych i niezajętych, są niezwykle poruszeni. Wczoraj na „froncie południowym” wytyczono linię demarkacyjną, która odłączyła od Litwy litewskie wsie Suwalszczyzny, a dziś o 6 rano z rozkazu naczelnego wodza wojsk polskich obszar został zajęty przez Polaków. Wojsko litewskie wycofało się bez walki. Do zebranych zwraca się przewodniczący zjazdu S. Tijūnaitis: – Sejny to centrum kultury i gospodarki Dzukii, ognisko odrodzenia, bez którego Litwa nie może żyć. Okolice Sejn są zamieszkane przez czystych Litwinów, gdzie rzadko kto zna język polski. I oni, mieszkańcy tej ziemi, są stanowczo nastawieni przeciwko Polakom, którzy bez ostrych represji, mordów, deportacji i prześladowań w żaden sposób nie będą mogli rządzić tą ziemią. W Sejnach Polacy zamknęli gimnazja dla chłopców i dziewcząt, w których uczyło się 223 uczniów, rozpędzili sierociniec, zabrali i zniszczyli jego mienie. Seminarium duchowne, w którym zawsze była mała część Polaków (w ostatnich latach był zaledwie jeden Polak), również będą chcieli zamknąć. Przestaną działać litewskie szkoły podstawowe w miejscowościach: Sejny, Żegary, Radziucie, Łumbie, Bubele, Klejwy, Romanowce, Dusznica, Burbiszki, Widugiery, Ogrodniki, Puńsk, Giłujsze, Wołyńce, Wojtokiemie, Romaniuki i innych. Po jego przemowie o głos prosi wójt gminy Puńsk Petras Pacenka. Wzruszającymi słowami wyraża, jak Puńszczan zasmuciła utrata czysto litewskiej gminy, wyraża wielką determinację mieszkańców do niepoddawania się, żałuje, że władze litewskie przymykają oko na sprawę obrony Puńska. Sejmik, po rozważeniu konsekwencji linii demarkacyjnej, przyjmuje rezolucję, w której wyraża protest wobec władz litewskich z powodu oddania Polakom połowy obecnego powiatu sejneńskiego wraz z Sejnami i Puńskiem bez walki. Żąda, aby dopóki ziemia nie zostanie odzyskana, zawrzeć traktat pokojowy z bolszewikami, wszystkie siły przerzucić na „front polski” i natychmiast ogłosić powszechną mobilizację w całej Litwie. Ostatnie walki Polacy, chcąc zająć ziemie zamieszkane przez Litwinów, podjęli represje przeciwko aktywnym Litwinom, grozili karami. Litewscy inteligenci, zastraszeni rozstrzelaniem przez polskich partyzantów, na początku sierpnia 1919 r. wycofali się na Litwę. Nieco później linię demarkacyjną przekroczyła również administracja gminy Puńsk. Zlokalizowano ją w budynku państwowym stacji kolejowej w Radiškė. Po trzech latach staraniem wójta dla urzędu gminy zbudowano dom w Sangrudzie. (Petras Pacenka pełnił funkcję wójta w Sangrudzie przez kolejne trzy lata, wiernie bronił spraw ludności, pisał petycje do władz litewskich, aby nie porzuciły ziemi puńskiej. Gmina Puńsk z centrum w Sangrudzie istniała do wybuchu II wojny światowej.) 14 listopada 1919 r. na zjazd pełnomocników powiatu sejneńskiego przybywają trzej przedstawiciele gminy Puńsk: Pacenka, Tadaravičius i Markevičius. Jonas Tadaravičius i S. Tijūnaitis opowiadają o swojej wizycie u szefa misji angielskiej Warda, który obiecał wysłać mieszaną komisję w sprawie Sejn, składającą się z przedstawicieli francuskich, angielskich, litewskich i polskich. Sejmik podejmuje decyzję o ponownym wysłaniu delegacji do Rządu Litewskiego oraz do misji angielskiej i francuskiej, a w razie potrzeby także na Paryską Konferencję Pokojową. W półtajnym głosowaniu na członków tej delegacji wybrani zostają S. Tijūnaitis, P. Pacenka, L. Leipuneris i J. Vailionis. Wójt Puńska Petras Pacenka, jedyny ze wszystkich przedstawicieli gmin, przywozi na posiedzenie podatki od ludzi mieszkających po tej i po drugiej stronie linii demarkacyjnej. – Puńszczanie, na ile mogą, starają się nie zrywać kontaktów z Litwinami mieszkającymi po drugiej stronie granicy – zapewnia wójt gminy Puńsk Petras Pacenka. – Mieszkańcy płacą Litwie podatki, chociaż Polakom muszą płacić drugi raz, przymusowo. W 1920 r., gdy bolszewicy zbliżają się do Warszawy, Polacy, wycofując się, niszczą ziemię. Wójt gminy spisuje poniesione przez ludzi straty. 18 lipca 1920 r. żołnierze straży granicznej 10 pułku polskiego zabrali: 1. Vincasowi Valinčiusowi ze wsi Wojtokiemi 10-letnią klacz gniadą, 3-letnią klacz kasztanowatą, wóz z uprzężą. Wartość zabranych rzeczy 14 500. Świadkowie: Juozas Kraužlys i Antanas Aleksa. 2. Simonasowi Pauliukonisowi ze wsi Wojciuliszki – konia o wartości 12 000. Świadkowie: Petras Kupčinskas, Vincas Žilinskas. 3. Dominykasowi Valinčiusowi z Kalinowa – nowy wóz z uprzężą, o wartości 4 000. Świadkowie: Dominykas Slovikas i Adomas Nevulis. 4. Juozasowi Steponauskasowi z Kalinowa – 2-letnią klacz dereszowatą, o wartości 5 600. Świadkowie: Dominykas Novikas i Adomas Nevulis. 5. Jonasowi Novikasowi – 4-letniego ogiera bułanego, o wartości 6 000. Świadkowie: Dominykas Slovikas i Adomas Nevulis. 6. Karoliusowi Niečmanasowi – 4-letnią klacz o żółtej sierści, o wartości 7 000. Świadkowie: Gerškė Kušelis, Šteikertas Karalius. 7. Gerškė Aberšmitasowi z Puńska – 5-letniego konia (kasztana), o wartości 5 000. Świadkowie: Arikas Likšteinas i Mauša Levitanas. 8. Juozasowi Marcinkevičiusowi z Poluniec – 4-letnią klacz (kasztanowatą), 3-letniego ogiera kasztanowatego, 3-miesięczną klacz oraz wóz z uprzężą. Wartość zabranych rzeczy 17 400. Świadkowie: Vincas Pečiulis, Baltramiejus Češkevičius. 9. Jonasowi Žiedaitisowi z Poluniec – 16-letnią czarną klacz oraz wóz z uprzężą. Wartość 11 000. Świadkowie: Vincas Pečiulis i Kazys Ališauskas. 10. Juozasowi Marcinkevičiusowi z Poluniec – 9-letnią czarną klacz, o wartości 6 000. Świadkowie: Vincas Pečiulis i Kazys Ališauskas. 11. Kazysowi Kavaliauskasowi z Oszkiń – 4-letniego ogiera śniadego, dwie pary zimowej bielizny, jedną letnią, o wartości 6 400. Świadkowie: Juozas Staškevičius i Kazys Budzeika. Listę podpisuje wójt gminy Puńsk Pacenka. 12 sierpnia 1920 r. 28 sierpnia 1920 r. powstaje front litewsko-polski na linii Sztabin–Augustów–Grabowo. Tego dnia Polacy zajmują Augustów. Kilka dni wcześniej, na spotkaniu przedstawicieli Polski i Litwy w Kownie, Polacy domagali się pozwolenia na ruch ich wojsk przez terytorium zajęte przez Litwinów i dotarcie do tyłów Armii Czerwonej. Litwini nie zgodzili się i proponowali najpierw uzgodnić granice. 31 sierpnia Polacy domagają się wycofania wojsk litewskich na Suwalszczyźnie do linii Curzona. Litwini zgadzają się pod warunkiem, że Polacy uszanują wschodnią część linii Curzona. Polacy nie zgadzają się i jeszcze tego samego dnia zajmują Sejny i Suwałki. Kilka dni później, 2 września, Litwini odbijają Sejny, a po dwóch dniach – Augustów. 5 września Polacy wysyłają do Ligi Narodów notę, w której oskarżają Litwę o działania wojenne i nieprzestrzeganie neutralności, żądając wycofania sił litewskich za linię Curzona. Tego samego dnia dwie zaprawione w boju, dobrze uzbrojone dywizje polskie i dwie brygady kawalerii atakują 7 tysięcy żołnierzy litewskich. Przez pięć dni toczą się zacięte bitwy, w których Litwini tracą 400 żołnierzy. Do 10 września Polacy zajmują południową Sudowię, docierając do linii Focha. 13 września w Kalwarii rozpoczynają się negocjacje w sprawie rozejmu. Litwini, chcąc mieć lepszą pozycję, ponownie zajmują Sejny, Giby, zbliżają się do Kanału Augustowskiego. Negocjacje rozpoczynają się dopiero 16 września. Polacy żądają wycofania sił litewskich za linię Curzona. Litwini skłaniają się do zgody, pod warunkiem, że Polacy pozostaną na obecnej pozycji. Strefa neutralna między armiami byłaby przedmiotem późniejszych negocjacji. Litwa w ten sposób dąży do odzyskania Puńska i Sejn. Litewska propozycja jest dla Polaków nie do przyjęcia i po trzech dniach negocjacje zostają zerwane. Polska, mając większe siły, chce zająć sporne terytoria i zmusić Litwę do negocjacji w sprawie federacji. 22 września 1920 r. Polacy rozpoczynają operację „Niemen”, zajmują Giby, Sejny, Kopciowo, Druskienniki i kierują się w stronę Lidy. 30 września rozpoczynają się negocjacje w Suwałkach. 7 października podpisana zostaje Umowa Suwalska. Linia demarkacyjna między walczącymi stronami zostaje ustalona według linii z 8 grudnia 1919 r. Jesienią 1920 r. Traktatem w Lozannie zostaje ustanowiona 8-kilometrowa strefa neutralna, do której wchodzi gęsto zamieszkana przez Litwinów ziemia puńska i sejneńska. Strefa neutralna istnieje do marca 1923 r. W tym pasie ani Litwini, ani Polacy nie mają prawa ingerować w sprawy mieszkańców, pobierać podatków itp. Niestety, władze polskie nie przestrzegają Traktatu w Lozannie. Policja żąda od mieszkańców podatków, młodzież bierze do swojego wojska. W Puńsku aresztowanych zostaje 28 sołtysów wsi, którzy nie wycofali się na Litwę, oraz proboszcz parafii Puńsk, dziekan Motiejus Simonaitis. Sąd Osiem lat upłynęło w Puńsku bez większych wstrząsów. W październiku 1927 r. puńska policja otrzymała z Suwałk rozkaz aresztowania 22 mężczyzn i doprowadzenia ich do Suwałk (w sumie zamierzano aresztować ponad 100 Litwinów z tego regionu). Po dwóch tygodniach mężczyźni ze wsi Trakiszki, Wojtokiemie, Šilainė i Szlinokiemie otrzymują wezwania na policję w Puńsku. Wśród wezwanych są Kostas Cibulskas, Jonas Staskevičius i Antanas Kraužlys z Trakiszek, Vincas Vaznelis, Jonas Ivoška i Juozas Valinčius z Wołyniec i inni. Stawiają się na czas w komisariacie policji w Puńsku. Policja ich już nie wypuszcza i następnego dnia wywozi do aresztu w Suwałkach. Wieczorem dwaj policjanci zabierają Kostasa Cibulskasa i Jonasa Staskevičiusa na przesłuchanie. Niskiego wzrostu śledczy Paltožeckis przesłuchuje K. Cibulskasa, bije pięściami po policzkach, próbuje zmusić do przyznania się. Zmusza do klęczenia i rewolwerem grozi: – Przyznaj się, ropucho, że byłeś litewskim partyzantem, że strzelałeś do Polaków. – Nigdzie nie byłem, do nikogo nie strzelałem – nie przyznaje się Kostas Cibulskas. Drugi śledczy „zmiękcza” Jonasa Staskevičiusa. Ten, boleśnie pobity, wyjmuje chusteczkę i wyciera krew. Śledczy kpi: – To gdzie się tak Pan skrwawił? Staskevičius milczy, wbitymi oczami w podłogę. Przesłuchanie zakończone. Przychodzą strażnicy i prowadzą więźniów do celi. Ci sami, którzy wieczorem przesłuchiwali Kostasa Cibulskasa i Jonasa Staskevičiusa, następnego dnia zabierają czterech innych Litwinów. Po kilku godzinach przesłuchiwani wracają do towarzyszy z celi pobici i zakrwawieni. Po kilku dniach prowadzą Litwinów do więzienia w Suwałkach i zamykają w małym karcerze. Nie dają ani czegoś do położenia, ani czym się przykryć. Kładą się jeden na drugim. W nocy budzą się. Brakuje powietrza. Zapalają zapałkę, ale cela więzienna tylko pachnie siarką i zapałka gaśnie. Zaczynają głośno krzyczeć: – Ludzie, ratujcie, udusimy się! – Czego potrzeba? – pyta strażnik. – W celi brakuje powietrza, udusimy się – skarżą się uwięzieni. Strażnik otwiera drzwi i przewietrza karcer. Nad ranem więźniowie zasypiają. Następnego dnia prowadzą ich do innej, większej, celi. W korytarzu więziennym jest 21 cel, gdzie aresztowano mężczyzn ze wsi Wojtokiemie i Wołyńce. Dwaj mężczyźni ze wsi Wołyńce, którzy zostali aresztowani wcześniej, widząc, że prowadzą Cibulskasa i Staskevičiusa, proszą naczelnika więzienia, żeby ich do nich przyprowadził. Naczelnik zgadza się. W więzieniu w Suwałkach „osadzono” 28 Litwinów: Kazimieras Mielkus, Jurgis Jurkūnas, Jonas Jurkūnas, Dominykas Kuosa, Juozas Vaznelis, Jurgis Stankevičius, Juozas Kereišis, Motiejus Markevičius, Juozas Kibyšis, Juozas Lukaševičius, Petras Valinčius (Wojtokiemie), Jurgis Savickas, Vincas Vaznelis, Jonas Ivoška, Juozas Valinčius, Antanas Šupšinskas (Wołyńce), Kostas Cibulskas, Jonas Staskevičius, Antanas Križauskas (Trakiszki), Jonas Peičius ze wsi Rejsztokiemie, Pranas Mačiulskas, Jonas Stankevičius, Jonas Danilauskas, Juozas Kasickas z Šilainė, Vincas Paznėkas, J. Grigutis, Petras Tračiokas, Degutis ze wsi Szlinokiemie. Wszyscy zostali objęci jedną sprawą. Po dwóch miesiącach aresztu uwięzieni Litwini otrzymują akt oskarżenia. W akcie spisane są imiona i nazwiska 28 osób oraz przestępstwo, za które wszczęto sprawę. Główny zarzut – „zdrada państwa”. Za to grozi od kilkunastu lat więzienia do kary śmierci. W akcie zaznaczono, że oskarżeni mają prawo zapoznać się ze swoją sprawą. Z tej możliwości korzystają tylko Kostas Cibulskas i Jurgis Savickas. Po otrzymaniu aktu oskarżenia należy zadbać o adwokatów. Władze wyznaczają Litwinom adwokata z urzędu, Żyda Lejbę z Suwałk. Drugi adwokat – Liutestanskis z Suwałk. Komitet Centralny Wileńskiego Towarzystwa św. Kazimierza spieszy z pomocą litewskim więźniom politycznym w Polsce. Zatrudnia adwokatów z Wilna (płaci im 300 dolarów). Mają oni bronić wszystkich 28 osób. Adwokaci z Wilna przyjeżdżają kilka dni wcześniej, aby zapoznać się ze sprawą i oskarżonymi. Sąd rozpoczyna się 16 lutego 1928 r. (tak w swoisty sposób Polacy obchodzą 10-lecie niepodległości Litwy). Rano 8 policjantów doprowadza 28 osób do sądu. Litwinów bronią dwaj adwokaci z Suwałk i dwaj z Wilna (prof. dr Petruškevičius i Sadovskis). Adwokat wyznaczony przez władze, Lejba, pojawia się pierwszego dnia, ale widząc przez drzwi, że siedzi czterech adwokatów, nie wchodzi na salę i więcej się nie pojawia. Petruškevičius to znany adwokat, były prezes Sądu Apelacyjnego Litwy. Na podium – trzech sędziów: przewodniczący Sabaliauskas, asystenci – Rėklaitis (pochodzący z okolic Mariampola) i Ženė. Prokurator – Tornovskis. Pierwszego dnia sąd przesłuchuje świadków. Władze mają ich 20, oskarżonych – 119. Na sali nie ma najważniejszego – Ksemaškasa-Liaudanskisa. Adwokat Petruškevičius żąda przerwania sprawy i dopilnowania, aby Ksemaškas-Liaudanskis był jutro w sądzie. Następnego dnia, o g. 8 rano, Ksemaškas-Liaudanskis już siedzi na sali sądowej. Adwokat Petruškevičius spośród dwudziestu świadków władzy zatrzymuje trzech: Ksemaškasa-Liaudanskisa, Jurgisa Gudeliauskasa i Baliūnaitė. Pozostali są dla niego mniej ważni, dlatego zostawia ich innym adwokatom. Drugiego dnia sąd rozpoczyna od zeznań Ksemaškasa-Liaudanskisa. Kiedy prokurator kończy go przesłuchiwać, do pracy zabiera się adwokat. – Dlaczego tak długo Pan Milczał? Dlaczego dopiero po ośmiu latach zgłosił Pan władzom przestępstwa tych ludzi? – przesłuchuje Petruškevičius. – Służyłem jako porucznik w wojsku polskim, dlatego nie mogłem – tłumaczy Ksemaškas-Liaudanskis. – Skąd dowiedział się Pan, że byli strzelcami? – Mój szwagier mieszkał w mieście Łoździeje, jemu udało się te ich listy zdobyć. Później mi je przekazał. – Co władze obiecały Panu dać za zeznania? – Obiecali dać stanowisko państwowe. – Więc bardziej zależało Panu na stanowisku niż na strzelcach? Ksemaško-Liaudanskis zrozumiał już, że źle powiedział, i wzruszony wycedził: – Chybam ja zgłupiał. Sala sądowa wybuchła śmiechem. Chichotali i sędziowie, tylko prokurator pozostał poważny. A adwokat Petruškevičius oświadczył sądowi: – Więcej pytań nie mam. Innym świadkiem władzy jest Čižas. Sąd pyta: – Co wiesz o Cibulskasie? – Słyszałem, jak ludzie mówili, że Cibulskas chodził z karabinem. – Gdzie ci ludzie rozmawiali? – W biurze gminy Sejwy. – A sam widziałeś, że chodził? – Nie. – Świadka proszę, żeby usiadł. Teraz rozpatrzymy sprawę Jurgisa Savickasa. Oskarżony, proszę wstać. Czy przyznaje się Pan do winy? – Nie – odpowiada Savickas. – Na świadka wzywam Jurgisa Gudeliauskasa – kontynuuje sędzia. Jurgis Gudeliauskas – najważniejszy donosiciel na Savickasa. Staje przed sądem bardzo dobrze nastawiony. Jego zeznania mają ostatecznie „pogrążyć” Savickasa. Jest to najsilniejszy świadek władzy przeciwko Litwinom. Sąd pyta: – Co wiesz o Jurgisie Savickasie? Gudeliauskas mówi tak, jak został nauczony przez głównego „naczelnika” tajnej policji Beleckiego. Wie, że trzeba mówić wyraźnie, nie mylić się, nie zapominać o czymś ważnym i w żaden sposób nie zmieniać zeznań złożonych podczas przesłuchania. – W październiku 1921 r. Savickas przyszedł do nas, do wsi Zawady i zaczął agitować, żeby pomóc odebrać Puńsk Polakom. Wychodząc, wyjął rewolwer, wszystkim go pokazał. Nawet mówił: „Żebyście wszyscy byli tacy jak my, to Puńsk dawno byłby pod Litwą.” Świadka przejmuje adwokat Petruškevičius. – Czy rzeczywiście J. Savickas w październiku 1921 r. był w Zovadzie i tak mówił? – Co powiedziałem sądowi o Savickasie, wszystko jest prawdą. – A może w innym roku albo w innym miesiącu, może nie pamiętasz dobrze? – Ja dobrze pamiętam, że to było w październiku 1921 roku. Petruškevičius wstaje, podchodzi do stołu sędziów, podaje im książeczkę wojskową J. Savickasa i mówi: – Wysoki Sądzie, czemu bardziej można wierzyć: temu państwowemu dokumentowi wojskowemu, czy zeznaniom Gudeliauskasa? Sędziowie wstają. Podchodzi również prokurator. Patrzą na książeczkę wojskową Savickasa. Okazuje się, że w październiku 1921 r. J. Savickas służył w wojsku w Grodnie i w tym czasie nie mógł być w Zovadzie. Sąd jeszcze próbuje ratować Gudeliauskasa z trudnej sytuacji, ale ten się nie daje. Udaje, że wszystko rozumie, wszystko wie. Do samego końca trzyma się nauki Beleckiego – nie zmieniać zeznań. Posiedzenie sądu jest jawne, sala wypełniona po brzegi. Sędziom robi się nieswojo, że świadek władzy w ten sposób poniżył władze polskie. Sąd jeszcze raz próbuje pomóc świadkowi. – Może ty, słabo znając polski, powiedziałeś o innym miesiącu? – Ja dobrze znam ten miesiąc. Po litewsku „spalis”, po polsku „październik”. On w żaden sposób nie daje się przekonać. Sąd każe mu usiąść i więcej go nie wzywa. Trzecim i ostatnim świadkiem, z którym adwokat Petruškevičius musi się zmierzyć, jest Baliūnaitė ze wsi Wojtokiemie, służąca Paltožeckisa. Miała zeznawać przeciwko mężczyznom ze wsi Šilainė i Szlinokiemie. Sąd pyta: – Co Pani wie o tych mężczyznach? Baliūnaitė zaczyna oskarżać wszystkich po kolei, ale najwięcej przypada Jonowi Danilauskasowi. Kilka lat temu ona przyjaźniła się z J. Danilauskasem i… „zaprzyjaźniła się” z dzieckiem. Jonas nie chciał poślubić Baliūnaitė, dlatego teraz jej zadaniem było mu się zemścić. Jak Paltožeckis ją nauczył, tak i mówiła w sądzie. Sąd, wysłuchawszy jej i nie pytając o nic więcej, przekazuje ją adwokatowi Petruškevičiusowi. Adwokat, po zapytaniu o wszystkich mężczyzn ze wsi Šilainė i Szlinokiemie, zatrzymał się na Jonasie Danilauskasie. – Ile lat ma świadek? – pyta Petruškevičius. – Osiemnaście. – W którym roku urodziła Pani dziecko z Jonasem Danilauskasem? Baliūnaitė reaguje na to pytanie ostro: – My tu zebraliśmy się nie po to, żeby rozmawiać o czyichś dzieciach, ale o partyzantach. Adwokat nie ustępuje. Żąda odpowiedzi. Baliūnaitė niechętnie cedzi: – W 1922 r. Wtedy Petruškevičius zwraca się do sądu: – Wysoki Sądzie, czy kiedykolwiek ktokolwiek słyszał, żeby dwunastoletnia dziewczynka urodziła dziecko? Na sali rozlega się śmiech. Adwokat Petruškevičius udowadnia sądowi i wszystkim na sali, że świadek jest kłamcą i dąży do zemsty na Danilauskasie i innych siedmiu nieznanych mężczyznach. Zeznania Baliūnaitė okazują się bezsensowne i ani sąd, ani prokurator nie interesują się nimi więcej. Trzeciego dnia rozprawy, 18 lutego, w sobotę, prace sądowe zbliżają się do końca. Sędzia zaczyna odczytywać zarzuty dla każdego oskarżonego, kto i jak przeciwko niemu zeznawał, imiona rodziców itp. Zanim przeczyta akta wszystkich 28 mężczyzn, nadchodzi wieczór. Po nim rozpoczyna się mowa oskarżycielska prokuratora. Jeszcze raz odczytuje „przestępstwa” wszystkich, żądając kary na odpowiednim poziomie. Tylko dla Kazimierasa Mielkusa prosi o wyższą karę niż dla pozostałych. Po prokuratorze przemawia adwokat Petruškevičius. Nie wymienia wszystkich oskarżonych, broni wszystkich 28 osób. Większą część przemowy poświęca Ksemaškasowi-Liaudanskisowi, Jurgisowi Gudeliauskasowi i Baliūnaitė. Petruškevičius w swojej mowie zaznacza, że w 1919 r., gdy Polacy zajęli ziemię sejneńską i puńską, ustanowiono 8-kilometrową strefę neutralną. I ani wojsko litewskie, ani polskie nie miały prawa poruszać się uzbrojone. Dlaczego więc miejscowi Litwini mogli mieć broń do samoobrony? – Absurdalne jest oskarżanie tych ludzi o zdradę stanu, skoro nawet sam Piłsudski – argumentuje adwokat – wtedy nie mógł wiedzieć, komu ta ziemia przypadnie. Kończąc, uderza pięścią w stół i krzyczy: – Jestem pewien, że wszyscy ci 28 ludzie zostaną uniewinnieni! Po zakończeniu swojej mowy adwokat żegna się, kłania się przed sądem i spieszy na pociąg do Wilna. Tak kończy się trzeci dzień rozprawy. Poniedziałek miał być decydujący – dzień ogłoszenia wyroku. Litwini niecierpliwie na niego czekają. Czy będą mogli wrócić do domu, czy będą musieli iść do więzienia, a może – umrzeć? W poniedziałek przemawiają trzej inni adwokaci. Ich przemowy nie są interesujące, ponieważ najważniejszą pracę wykonał Petruškevičius. Adwokaci, kończąc swoje mowy, proszą sąd o uniewinnienie oskarżonych. Po adwokatach przemawia prokurator. Jeszcze raz żąda surowej kary dla wszystkich. Najsurowszej – dla Kazimierasa Mielkusa. Po przemowie prokuratora ogłoszona zostaje przerwa. Po jej zakończeniu sąd odczytuje wyrok. Trwa to długo, ponieważ oskarżonych jest 28, a historię sprawy każdego trzeba rozpatrywać osobno. Dla oskarżonych jeden dzień zamienił się w lata. Wreszcie sąd, po zakończeniu odczytywania akt oskarżonych, ogłasza wyrok: – Wszyscy oskarżeni, 28 osób, zostają uniewinnieni. Prokurator krzyczy: – Najwyższy Sądzie, nie zgadzam się z tym! Radości oskarżonych i ich bliskich, którzy przybyli na rozprawę, nie ma końca. Zbliża się godzina 23. Wróciwszy do więzienia, Litwini proszą naczelnika o wypuszczenie ich do domu. Naczelnik, będąc dobrego serca, choć nie ma prawa, lituje się i wypuszcza ich. Straż przynosi ubrania. Szczęśliwi żegnają się z pozostałymi w celi ludźmi i trzaskają drzwiami więzienia. Wiosna 1929 roku przynosi nieprzyjemną wiadomość: z Warszawy przychodzi informacja, że wkrótce rozpocznie się sprawa apelacyjna, ale, co najważniejsze, obecność oskarżonych nie jest konieczna. Do Warszawy wyjeżdża Ivoška, ale zaraz wraca. Nowy adwokat bez Petruškevičiusa nie zaczyna bronić oskarżonych, a Petruškevičius nie przyjeżdża. Sprawa zostaje odłożona na czas nieokreślony. Drugie zawiadomienie o terminie sprawy apelacyjnej przychodzi po roku. Do Warszawy ponownie wyrusza J. Ivoška. Prokurator na posiedzenie przywozi czterech nowych świadków. W sprawie bierze udział również adwokat Petruškevičius. On z innym adwokatem miesza nowych świadków z błotem. Sąd Apelacyjny po przerwie potwierdza wyrok sądu w Suwałkach.