Gintaras Lučinskas Obóz internowania w Olicie latem 1941 r. 22 czerwca 1941 r. wczesnym rankiem rozpoczęła się wojna między Niemcami a Związkiem Radzieckim. Olita była ciężko bombardowana, ponieważ stacjonowały tu: 5 Dywizja Pancerna 3 Korpusu Zmechanizowanego Armii Czerwonej, co najmniej pułk lotnictwa myśliwskiego, dywizjon artylerii przeciwlotniczej przeznaczony do osłony lotniska i innych obiektów. W Olicie znajdowało się około 20 tysięcy wojskowych. Sztab garnizonu radzieckiego mieścił się w centrum – w Domu Strzelców (Šaulių namai). Wielu oficerów mieszkało w zarekwirowanych mieszkaniach w mieście. Rankiem 22 czerwca Olita przeżyła co najmniej trzy duże naloty niemieckiego lotnictwa. Pierwsza fala od razu uderzyła w wojskowe lotnisko na prawym brzegu Niemna, rejon koszar saratowskich oraz obiekty w rejonie ulic A. Juozapavičiaus i Merkinės, a także w rejon koncentracji radzieckiego sprzętu pancernego w zachodniej części wsi Koniuchy w pobliżu mostu oraz w centrum II Olity, gdzie dążono do zniszczenia sztabu garnizonu Armii Czerwonej w Domu Strzelców. Prawdopodobnie przez pomyłkę uderzono w murowane budynki we wschodniej części rynku. Głównym celem drugiej fali nalotu był rejon koncentracji radzieckiego sprzętu w Koniuchach, ale intensywnie bombardowano także centrum II Olity, niszczono pojedyncze cele w rejonie lotniska. Podczas trzeciej fali nalotów lotnictwa ponownie intensywnie bombardowano zgrupowanie czołgów i pojazdów opancerzonych w Koniuchach oraz pozostałe większe budynki w mieście po obu stronach Niemna. Po rozpoczęciu bombardowania większość mieszkańców uciekła z miasta. Większość schroniła się na zboczach nad Niemnem, ponieważ obawiała się nowych nalotów. Całe miasto, z wyjątkiem obrzeży, płonęło. 22 czerwca oddziały niemieckiego 39 Korpusu Zmotoryzowanego Wehrmachtu, atakujące trasą Kalwaria – Simno – Olita, około godziny 13.30 w rejonie wzgórz Likiškių dotarły do obrzeży Olity i ostrożnie przedzierając się przez wciąż płonące miasto, około godziny 14 zajęły nietknięty most A. Juozapavičiaus i wkroczyły do Olity na prawym brzegu. W II Olicie atakujący nie napotkali oporu. Zginął tylko kapral Karl Himsolt przy tartaku „Žemaitija”. Z nieuporządkowanym oporem spotkali się tylko w I Olicie. Nie wiadomo, kto strzelał – pozostali szeregowi czerwonoarmiści czy uzbrojeni lokalni aktywiści radzieccy. Pod wieczór pierwszego dnia wojny w II Olicie zginęło co najmniej 7 żołnierzy niemieckich. Starszy kapral Josef Petry został pochowany na działce plebanii, na końcu dębowego lasku, prawdopodobnie w miejscu swojej śmierci, a pozostali, którzy zginęli w strefie ruin miasta – na cmentarzu parafialnym (gefrajterzy Johann Meijer, Krippner, Fischer, Ziegler, strzelcy Koeberich, Koser i jeszcze jeden). Tego samego dnia około godziny 18.00 inne oddziały 39 Korpusu Zmotoryzowanego, dość ciężko przedzierając się naprzód, dotarły do mostu w Koniuchach, znajdującego się w pobliżu Olity. Na przedpolu mostu, po ostrzelaniu atakujących przez pojedynczych czerwonoarmistów, zginęło 3 żołnierzy niemieckich (podoficer Spah, starszy porucznik Werner Reschard i inni). Most w Koniuchach również był nieuszkodzony. Mówiono, że most przed wysadzeniem uratował jakiś strzelec ze wsi Koniuchy lub Użupie. Zawczasu zauważył idące pod most przewody. Rankiem pierwszego dnia wojny, nieco dalej od mostu, przeciął te przewody. W nieodległych podejściach do Olity pierwszego dnia wojny zginęło chyba tylko 6 żołnierzy niemieckich. Kolejnych 5 zginęło drugiego dnia wojny, w przypadkowych starciach z pojedynczymi czerwonoarmistami lub niewielkimi ich grupami. W samym mieście, w obu jego częściach, zginęło około 20 Niemców, ale tylko 8 pierwszego dnia wojny (niektórzy z tych 20 mogli umrzeć od ran w szpitalu wojskowym). W pierwszym tygodniu wojny na terenie powiatu olickiego zginęło 271 żołnierzy Wehrmachtu i około 3 000 czerwonoarmistów. W pierwszych dniach wojny w Olicie ofiarami egzekucji dokonanych przez niemieckich okupantów padło około 300 mieszkańców Olity, a kilkudziesięciu kolejnych zginęło podczas bombardowań. Historyk dr Sigitas Jegelevičius (1938–2014) w swoim artykule „Alytus pirmosiomis Vokietijos ir Sovietų Sąjungos karo dienomis” o tymczasowym obozie w Olicie pisze: […] W dniach 23–24 czerwca w mieście rzeczywiście odbywały się łapanki. Wówczas żołnierze niemieccy, prawdopodobnie żandarmi, łapali rabujących w mieście ludzi, którzy kradli towary ze sklepów, magazynów, rabowali pozostawione bez opieki, nierzadko nawet nie zamknięte, domy i mieszkania swoich sąsiadów, których właściciele uciekli z miasta, chroniąc się przed nalotami lotniczymi. Najwięcej rabowały kobiety i starsi mężczyźni. Później tacy amatorzy przychodzili nawet ze wsi. Wówczas Niemcy złapali chyba ponad 100 osób. Zebrali ich w improwizowanym obozie przy kościele garnizonowym (pw. Świętego Kazimierza). Młodsze złapane kobiety nie zabawiły długo w tym obozie i po dniu lub dwóch pojawiły się w domach. Starsze kobiety również zostały zwolnione do domów nie dłużej niż po tygodniu. Dłużej pozostali mężczyźni. W tym obozie, działającym do połowy lipca, z różnych powodów (głównie z przyczyn kryminalnych lub po prostu po aresztowaniu ludzi podejrzanych o cokolwiek w mieście) przetrzymywano około 180 osób. Aresztowani z wyraźnych powodów politycznych byli przetrzymywani w olickim areszcie. Brak informacji o tym obozie internowania (tymczasowym lagrze). Jednak o jego istnieniu wspominało kilku świadków historii. Łącznik partyzantów Stasys Lisauskas-Šviedrys (1927–2009), opowiadając 5 czerwca 2006 r. o antyradzieckiej działalności uczestnika walk o wolność Vincasa Stanišauskasa (1918–1978) przed wojną, wspomniał również obóz internowanych w Olicie: Po rozpoczęciu wojny, 23 czerwca, drugiego dnia wojny (poniedziałek) Vincas Stanišauskas i Bronius Truncė, obaj ze wsi Boguszyszki, Petras Šarkus i Juozas Rėklaitis, ci dwaj ze wsi Pavartėnai, poszli do Oławy przejąć władzę w gminie od działaczy komunistycznych, ponieważ kierowali się instrukcją podziemia. Na pewno wiem, że Vincas Stanišauskas i Bronius Truncė mieli broń – pistolety Browning. W Oławie, w pomieszczeniach gminy, znaleźli mianowanego przez byłą władzę radziecką pisarza Kostasa Aukštuolisa, kazali mu oddać wszystkie dokumenty, klucze i opuścić pomieszczenia. Kostas Aukštuolis dobrze znał język niemiecki i spotkawszy przechodzących Niemców, z zemsty poskarżył się im, że jacyś rabusie napadli na instytucję państwową, której on strzegł. Oficer niemiecki zawołał dwóch żołnierzy i kazał aresztować wszystkich czterech Litwinów. Zostali aresztowani, rozbrojeni i wsadzeni do samochodu zawiezieni do Olity. Tam, przy byłym kościele garnizonowym (obecnie kościół pw. Šw. Kazimierza), gdzie Rosjanie przed wojną remontowali czołgi, znajdował się w tym czasie rodzaj poligonu i Niemcy trzymali tam już złapanych jeńców rosyjskich, trochę Żydów i komunistów, więc i ich czterech naszych zostawili razem z tymi jeńcami. Dookoła ogrodzonego placu strzegli Niemcy. Tych jeńców było kilkuset, ponieważ gdy Niemcy szybko zajęli Olitę, wzięli do niewoli wielu czerwonoarmistów. Tam prawie nie dawali im jeść, wszyscy nocowali na ziemi, ponieważ nie było żadnych pomieszczeń. Tych, którzy mieli cywilne ubrania, prowadzono do pracy przy zakopywaniu zwłok żołnierzy rosyjskich poległych i tych, którzy zginęli od bomb w mieście; Żydom nie pozwalano grzebać swoich. W Oławie był już wyznaczony komendant. Proszony przez krewnych zatrzymanych, zwrócił się do dowództwa niemieckiej jednostki wojskowej w Olicie o uwolnienie niewinnie zatrzymanych mężczyzn. Dzięki jego staraniom, mniej więcej po dwóch tygodniach zostali zwolnieni z tego obozu. Wrócili bardzo osłabieni, głodni, obdarci, pracowali od świtu do zmierzchu, kopali doły, zakopywali zwłoki. […] Genovaitė Petraškevičiūtė-Kinderienė (ur. 1925), mieszkająca w Olicie, 20 września 2007 r. opowiedziała: […] Gdy w Olicie ucichły strzały, przy kościele garnizonowym był ogrodzony obszar drutem kolczastym, w którym przetrzymywano nie tylko jeńców rosyjskich, ale także mieszkańców Olity: osoby bez dokumentów, podejrzanych o rabunek. Obóz ten działał krótko, około 3 tygodni: żołnierzy-jeńców wywieziono gdzie indziej, zatrzymanych Litwinów zwolniono lub rozstrzelano, jeśli byli komunistami lub komsomolcami. Regina Abramavičiūtė-Lukaševičienė (ur. 1925), mieszkająca w rejonie olickim, 4 lipca 2008 r. opowiadała: […] Na ulicy Pulko ktoś zastrzelił Niemca. W zemście zebrano i przygotowano do rozstrzelania mężczyzn z ulic Pulko, Vidzgirio, Ulonų. Leśniczy z miejscowości Niemonajcie wyjaśnił Niemcom, że są niewinni. Ale mężczyzn nie zwolniono, a zaprowadzono do ogrodzonego drutem kolczastym terenu – przy kościele garnizonowym urządzono obóz dla zatrzymanych. Mój brat Vincas Abramavičius (ur. 1918) służył w wojsku i gdy wybuchła wojna, był na poligonie w Oranach. Do tego obozu brat trafił razem z żołnierzami rosyjskimi, ponieważ wojsko litewskie już nie istniało – Litwini służyli w Armii Czerwonej. Wzięłam chleb i chusteczki i zaniosłam bratu. Wśród Niemców był tłumacz Valteris Urmanavičius z ziemi kłajpedzkiej (spod Kretyngi). Pozwolił spotkać się z bratem. Było tam wielu żołnierzy i oficerów litewskich. Tylko piasek, żadnego cienia, prażące słońce. Kilkuset mężczyzn trzymano tam zamkniętych. Codziennie tam chodziłam, zanosiłam jedzenie. Na poczcie kupowałam gazety, ponieważ Litwini bardzo interesowali się wiadomościami. Na początku lipca brata i innych żołnierzy litewskich wywieziono do Niemiec, do obozu jenieckiego, z którego brat wrócił dopiero jesienią. Alfonsas Vyšniauskas (ur. 1926), mieszkający w Olicie, 28 listopada 2008 r. zeznawał: […] Na ulicy Ulonų, przy kościele garnizonowym, urządzono obóz, który ogrodzono drutem kolczastym. Przed wojną Rosjanie na tym ogrodzonym placu remontowali swoje czołgi. W tym obozie Niemcy trzymali wielu jeńców rosyjskich, nawet nie dawali im jeść – jedli trawę. Mieszkańcy Olity przynosili i przekazywali jedzenie zamkniętym tam Litwinom. Szybko ten obóz zlikwidowano – jeńców wywieziono do Polski. Obóz jeńców rosyjskich w Olicie był i później, ale w innym miejscu. Zimą 1942 r. w tym obozie bardzo wielu jeńców zmarło z głodu, zimna i chorób. Antanas Kudzys (ur. 1925), mieszkający w Wilnie, 5 maja 2011 r. opowiadał: […] W pierwszych dniach wojny na placu przy kościele garnizonowym Niemcy urządzili tymczasowy obóz, ogrodzony drutem kolczastym, który działał mniej niż miesiąc. Przetrzymywano w nim podejrzanych o rabunek mieszkańców Olity, osoby bez dokumentów, czerwonoarmistów. W połowie lipca obóz ten zlikwidowano: jednych zwolniono, innych rozstrzelano (komunistów, politruków), jeńców wojennych wywieziono do Niemiec. Mieszkaniec Olity, Vincas Abramavičius (1918–1992), służący przed wojną w 29 Korpusie Strzeleckim Armii Czerwonej, w letnim obozie wojskowym w Oranach, tak opisał obóz internowanych w Olicie w swoim pamiętniku: […] 25 [czerwca] Oto zbliżyliśmy się do Olity. Całe miasto to ruiny. Domy zburzone, płoną. Wszędzie zwłoki i zgliszcza. Życia nigdzie nie widać spod tych „ulic śmierci”. Nie wiem, co się ze mną dzieje. Zdaje się, widzę moich rodziców, jak spod zgliszcz, spod zburzonych domów, chcą mnie jeszcze zobaczyć, ale nie doczekują, a nie doczekując już umierają. Oni nie wiedzą, że jestem już blisko, że idę, śpieszę się. Chcę tylko ich zobaczyć. Nie udała mi się ta podróż. Marzyłem o powrocie do domu, ale dotarłszy do Olity wpadliśmy do niewoli. Ledwo podeszliśmy do Olity, Niemcy nas otoczyli i ostrzegli, że jesteśmy internowani. A kto spróbuje uciec – zostanie zastrzelony. A kto chce umrzeć? Zrozumiałem, że Niemcy nas aresztowali i jesteśmy jeńcami. I już nie będę mógł odwiedzić domu. Tak ciężko się zrobiło, że trudno opisać. A prowadzono nas właśnie tą ulicą, obok domu. Oto, na ulicy Ulonų jest mój dom – cały, tylko okna wybite. Nigdzie ani żywej duszy. Boże! Czyżby moich rodziców nie ma? Czyżby zostali zabici? Jak ciężko!… Idę obok domu, a wejść nie pozwalają. Płacze moje serce! Nic nie mogę zrobić. Tak zaprowadzono nas do obozu przy kościele garnizonowym – na byłym placu Ulonų. Nic się nie dowiedziałem o moich. Przybywszy tutaj, w obozie znaleźliśmy wielu Rosjan, Litwinów i osób innych narodowości. Znalazłem tu również, aresztowanych i spędzonych, moich gospodarzy z mieszkania i sąsiadów. Od razu dowiedziałem się od nich o moich. Uspokoili, że wszyscy moi żywi i zdrowi uciekli na wieś. Ja, nie widząc nawet swoich, stałem się prawdziwym jeńcem wojennym. A wszystko to wydarzyło się z winy naszych oficerów. Nie pozwolili nam uciec. Wciąż domagali się dyscypliny, cierpliwości. A znaleźliśmy się oto gdzie… Nigdy nie zdarzyło mi się błąkać po więzieniach, ani być na wygnaniu, a teraz Niemcy zabrali mi tak drogą mi wolność! Tutaj poczułem też głód. Zrozumiałem, że jeniec za kawałek chleba może oddać wszystko, co ma. Całe szczęście tylko, że nie tracimy nadziei, która nas uspokaja. Zbliżał się wieczór. Musiałem położyć się na wydeptanej ziemi byłego placu Ulonų, tuż przy moim domu. Tak rozpoczęły się trudności, i co będzie dalej, nie wiadomo. Wiadomo, że nic dobrego. Mówiliśmy, że najbardziej winny jest pułkownik Aleksandras Dobrovolskis, który mówił, że się nami zajmie. Wciąż mówił, że dostaniemy dokumenty i wszyscy wrócimy do domów. Jaki był jego cel w tym, nie było jasne. Czy sprzedał się Niemcom, czy wymyślił coś nowego? Jemu podlegało około 200 będących tu żołnierzy, jeśli nie więcej. Tak rozpoczęło się nasze nowe życie. Takie, jakiego nikomu bym nie życzył. 26 czerwca Pierwszy dzień niewoli. O, Boże! Dlaczego nas tak karzesz?! Dlaczego jestem tak nieszczęśliwy, że będąc tuż przy moim domu, nie mogę do niego wrócić? Nie mogę swobodnie cieszyć się ze wszystkimi, że ocaleliśmy, jesteśmy żywi. Leżę w piasku, jak jakiś pies, i czekam, aż ktoś przyjdzie zobaczyć, za co ten biedny Litwin tak cierpi! Żeby ktoś wyzwolił! Ale nikogo nie ma. Tylko słońce tak niemiłosiernie praży. Nie ma żadnego krzaka, żadnego cienia, żeby się schować. Tylko wokół silna niemiecka straż nas pilnuje. Ledwo poczuli niewolę, ludzie zaczynają dziczeć. Pojawia się różna nienawiść, zazdrość i zemsta. Znaleźli się tacy, którzy wydali Niemcom komsomolców, Żydów i innych aktywistów. A Niemcy prowadzą ich do lasku i tam strzelają. Pewnego dnia zginęło około 30 osób. Jakie to okrutne, przecież wszyscy pragną wolności, życia. Oto, człowieku, gdzie śmierć cię dopadła… Tak rozpoczęło się nasze nędzne życie. Życie jak dzikich, głodnych, zezwierzęconych. Trudno o tym myśleć i wszystko opisać. I oto o godzinie 11.00 rozebrałem się do majtek. Ponieważ bardzo gorąco i ogarnia mnie słabość. A te dni były szczególnie upalne, pogoda bardzo się poprawiła. I… No, patrzę, moja Mama przy bramie. Chociaż straż nie pozwala mówić, ale pokazuję, że jestem zdrowy, żywy. Ze ściśniętym sercem, ze łzami w oczach odprowadzam wzrokiem ją oddalającą się od bramy. Chociaż oczy łzawią, ale w sercu cieszę się, że zobaczyłem ukochaną Mamę. I tak spędzam dzień po dniu, będąc jeńcem wojennym. Odwiedza mnie siostra, a także dawne przyjaciółki Marytė i Stasė Mackevičiūtės, Janulevičiūtė i inne. Przynoszą mi jedzenie, papierosy i wciąż czekają, może będę wolny, szybko wrócę. Czekali i rodzice, czekali wszyscy. Czekała i cała Litwa na swoich synów! Tak dni mijały jednakowo, że nie było co nawet zapisać do tego mojego pamiętnika. Każdego dnia wciąż przyprowadzano złapanych Żydów, jeńców rosyjskich. Każdego dnia kogoś w lasku, za obozem, rozstrzeliwano. Tak przebywaliśmy tutaj od 27 czerwca do 8 lipca. Chociaż wielu obiecywało nam pomóc, żebyśmy byli wolni, ale wszystko na próżno. Nikt nam nie pomógł. Zatem wszystkie dni spędziliśmy w Olicie, leżąc w piasku. Ta niedola nie jest taka straszna, gdy jeszcze ma się co zjeść i można spać pod czystym niebem. Bóg sprawił, że deszczu w te dni nie było. Co będzie dalej, nie wiemy. Uspokajamy się, czekamy, ale na co? – Ach, wy Litwini, bracia, dlaczego nie wyzwolicie, dlaczego nie dacie nam wolności? Jakaż droga jest ta Wolność! 7 lipca, godz. 13.00 Ten moment jest jak ten ptak wyrwany z gniazda od matki. Tak mnie oderwali od domu i rodziców. Od tej godziny rozpoczęły się prawdziwe trudy, głód. Teraz już zrozumiałem, co to wolność, co to wojna… Cichy wieczór, zegar wybija dokładnie godzinę 17.00. Przyjeżdżają wielkie niemieckie ciężarówki. Od razu wszystkich żołnierzy litewskich, tj. nas, sadzają do nich i oznajmiają, że wiozą nas do Wilna. Wilno jest już wolne i tam załatwią nasze dokumenty. Ale i tak jesteśmy niespokojni. Nie wiemy, gdzie naprawdę nas zawiozą? Przestaliśmy ufać Niemcom. Czujemy, że i oni są dla nas wrogami. A my jesteśmy ich niewolnikami. Jedziemy obok okien mojego domu. Macham po raz ostatni moim rodzicom. Mówię „Żegnajcie!” Oni nie wiedzą, dokąd nas wiozą, ja też nie wiem, ale serce mówi, że będzie źle. Rodzice pytają, dokąd jedziemy, a ja nie mogę wymówić słowa. Serce ściśnięte, ból w piersiach. Ale łzy nie płyną, cierpię… Macham jeszcze raz i koniec. Zniknęła z oczu Olita, jej ruiny i moi drodzy rodzice! […] W 1978 r. wspomnienia o obozie internowanych (jenieckim) w Olicie opisał w liście do krajoznawców z Olity również były szeregowiec 212 Samodzielnego Batalionu Łączności Armii Czerwonej Grigorij Zabarnij (ur. 1919) (tłumaczone z języka rosyjskiego – G. L.): […] Czerwonoarmiści nie mieli amunicji, głodni, obdarci, bez dowodzącego dowódcy, sami jak mogli przedzierali się „na wschód”. Ostrzeliwali ostatnimi nabojami i amunicją. Nie wiem, gdzie to się wydarzyło, jakby nad Niemnem, w czasie pokoju nigdy tam nie byłem. 28 czerwca 1941 r. fala uderzeniowa bomby (siedziałem w okopie) spowodowała u mnie kontuzję. Gdy odzyskałem przytomność, byłem głuchy, nie słyszałem na oba uszy, z gazy sączyła się krew. 29 czerwca 1941 r. na przedmieściach Olity dostałem się do niewoli. Było nas jedenastu. Starszy sierżant czołgista, nie znam nazwiska, rzucił się do ucieczki przed Niemcami i na miejscu został rozstrzelany. W drodze do obozu zatrzymywano nas dwukrotnie w krzakach i w polu pszenicy. Wciąż przeszukiwano. Po raz trzeci zaprowadzono nas do jamy, widocznie była tam cegielnia. W tej jamie położone były szyny. Na szynach stał wózek załadowany gliną. Obok na ziemi leżały lejce, do których, widocznie, zaprzęgano konia. Ustawiono nas dziesięciu ludzi twarzą do jamy (głębokość około 6–8 metrów). Wśród nas był jakiś major piechoty. Dookoła jamy wystawiono wartę. Ustawiono karabin maszynowy i zaczęto celować. Myśleliśmy tylko o śmierci. I oto zagrzmiały strzały, trzy serie z karabinu maszynowego nad głowami. Nikt nie upadł. Po tym, jak było, tak było, a mnie wsadzono do motocykla z koszem i przywieziono do obozu w Olicie. Obóz był otoczony 3–4 rzędami drutu. Później mówiono, że było to park czołgów, stały tam ciężkie czołgi. Wieczorem 21 czerwca z samochodów odciągnięto całe paliwo. Żaden samochód nie ruszył, lotnictwo wroga zbombardowało je. Będąc w obozie, nie widziałem żadnych czołgów. Pamiętam, bardzo blisko obozu znajdowała się niewielka cerkiew. W cerkwi przetrzymywano oficerów, a pozostałych wojskowych i cywilów razem w ogólnym obozie. Przez drut zobaczyłem jeńców oficerów, wśród nich komisarza mojej kompanii sztabowej, porucznika Seriogina. Pamiętam nazwiska towarzyszy: Tarasenko, Pavel Andrejewicz; Dudka, Mitrofan Grigorjewicz; Kłoczko, Aleksandr Wasiljewicz; Lisogor, Iwan Nikołajewicz. W pierwszych dniach wojny w tym obozie, że tak powiem, panował nieład. Byli tu jeńcy wojenni, ludność cywilna, wielu Żydów. Za ogrodzeniem z drutu znajdowali się wojskowi z armii litewskiej, nastawieni wrogo wobec nas, wyrzucając nam, nazywali nas „komunistami”, „bolszewikami”, „politrukami” itp. Wierzyli, że Niemcy ich oszczędzą. Leżeli na piasku, tak jak my. Tylko ich porządek był wojskowy i dyscyplina zgodna ze statutem. Przechodząc obok nich, obrzucali nas piaskiem i kamieniami. W tym obozie nie było żadnych budowli. Ogrodzenie z drutu (jedna linia) i 4 wieże, na których stały karabiny maszynowe. Obok stała cerkiew, w której przetrzymywano jeńców oficerów Armii Czerwonej. Przez ogrodzenie z drutu widziałem wielu znajomych oficerów, którzy byli obok cerkwi. Ich nazwiska zapomniałem. Dobrze tylko pamiętam, że stał tam również komisarz sztabowej kompanii 212 (Samodzielnego Oddziału Łączności) starszy porucznik towarzysz Seriogin. Wielu oficerów, bojąc się o swoje stopnie, wyrywając się z okrążenia, ścięło włosy, przebrało się w podarte cywilne ubrania, gromadziło się w jedną „kupę”. Prawda, dowódców w szyku nie rozstrzeliwano, ale działaczy politycznych, którzy wpadli w łapy faszystów, od razu rozstrzeliwano. Ziemia w obozie była samym piaskiem. I tak w ciągu dnia 3–4 razy zmuszano tych, których „należało” rozstrzelać, do kopania sobie rowu. Stawiano ich przy rowie i rozstrzeliwano. Pewnego razu tłumacz obozowy, stary z wyglądu Litwin, chodząc po obozie, wciąż krzyczał: „Politruk Derewienko do wyjścia” (po rosyjsku). Nikt się nie odezwał. I tak trzy razy. A potem na odwrót: „Politruk Derewienko, wyjdź”. Po kilku minutach z tłumu w obozie wyszedł radziecki działacz polityczny w nowym mundurze piechoty, dystynkcji nie można było rozróżnić z powodu odległości. Podszedł, widocznie, powiedział: „Ja”. „Gdzie ty, bolszewicka mordo, byłeś? Szukam cię pół dnia.” Konsekwencje: Derewienko wykopał sobie dół i został rozstrzelany. Wszystko to odbywało się 3–4 razy dziennie. Kiedy przywieziono mnie do tego obozu, cztery dni nie jadłem. I tutaj drugiego dnia dano mi pół suchara. Brakowało sił, zaczęły się zgony. W dzień świeciło słońce, a w nocy – chłodno. Wciskaliśmy się w piasek, który w dzień nagrzewał się i spaliśmy. Będąc za drutem, zobaczyłem starszą kobietę, którą dwaj niemieccy żołnierze prowadzili do obozu. Kobieta była ubrana w waciak, spódnicę i wysokie buty. Gdy szła asfaltową drogą obok ogrodzenia, słychać było, jak kłóciła się po rosyjsku, krzyczała: „Faszyści, łajdacy! Przyjdzie i na was śmierć!” Odwróciwszy się, opluła jednego w twarz. Odpowiedzią była krótka seria z automatu. Kobieta upadła na drogę. […] W Litewskim Centralnym Archiwum Państwowym, w zbiorach komendantur powiatu olickiego i powiatu kowieńskiego, przechowywanych jest kilka dokumentów, w których wspomina się także o obozie internowanych w Olicie (język niepoprawiony – G. L.): 1 dokument Obóz jeniecki w Olicie Sierżant Valiušaitis Petras Do Komendanta powiatu olickiego Raport 1941. VII. 09 Olita Po rozpoczęciu wojny byłem na poligonie w Oranach. Tam zlikwidowawszy dowódców rosyjskich, otrzymaliśmy rozkaz od dowództwa niemieckiego, aby udać się do domów. Po dotarciu do Olity zostaliśmy zatrzymani i umieszczeni w obozie. Gdy Rosjanie siali spustoszenie na Litwie, w naszej rodzinie aresztowano dwóch braci urzędników, pracowali w Kownie, ich los jest nieznany. Przed 1 maja wywieziono brata księdza. A 15 czerwca brat pracujący w gospodarstwie również został wywieziony do Rosji. Została w domu stara matka z chorym bratem. O nich też nic nie wiem. Proszę, Panie Komendancie, o pośrednictwo w zwolnieniu mnie z obozu. Stałe miejsce zamieszkania Kowno. Sierżant Valiušaitis 2 dokument Lista dowódców i żołnierzy przebywających w obozie internowanych w Olicie 262 ŠP: podoficer rezerwy – 1, młodsi podoficerowie – 3, żołnierze – 78, podoficerowie – 4. 294 ŠP: młodsi podoficerowie – 4, żołnierze – 78, podoficerowie rezerwy – 2. 297 ŠP: żołnierze – 115, podoficer – 1. 615 KAP: młodsi podoficerowie – 4, żołnierze – 37. 616 LAP: młodsi podoficerowie – 5, żołnierze – 26, podoficerowie rezerwy – 5. 617 GAP: żołnierze – 34. Razem: 399, wszyscy uczestniczyli w powstaniu w 1941 r. przeciwko bolszewikom. 4 lipca 1941 r. Olita Komisarz Obrony miasta Olita kapitan D. Jėčys Na dokumencie widnieje adnotacja: „Zarejestrowano w Komendanturze w Kownie 16 lipca 1941 r. Nr 1066”. 3 dokument Lista litewskich bojowników z obozu w Olicie 1. Sierżant Valiušaitis Petras 2. Szeregowiec Lapinskas Adomas 3. Szeregowiec Petkus Petras 4. Szeregowiec Jurkus Pranas 5. Szeregowiec Razutis Petras 6. Szeregowiec Maurušaitis Antanas 7. Szeregowiec Janickas Povilas 8. Szeregowiec Razgus Petras 9. Szeregowiec Urinavičius Vaclovas 10. Szeregowiec Naujalis Adolfas 11. Szeregowiec Sipavičius Alfonsas 12. Szeregowiec Norvilas Antanas 13. Szeregowiec Kastanauskas Jonas 14. Szeregowiec Gudauskas Vytautas 15. Szeregowiec Andzelis Vincas 1941. VII. 16 Sierżant Valiušaitis Na dokumencie widnieje adnotacja: „Zarejestrowano w Komendanturze w Kownie 16 lipca 1941 r. Nr 1066”. 4 dokument Do Komendantury Polowej Nr 821 (tłumaczone z języka niemieckiego – G. L.) Kowno 16 lipca 1941 r. Dotyczy: Uwolnienia litewskich oficerów i żołnierzy z obozu internowanych w Olicie Otrzymaliśmy wiadomość, że 26 oficerów i 399 żołnierzy byłego wojska litewskiego, którzy 23 dnia uczestniczyli w powstaniu przeciwko czerwonoarmistom, są przetrzymywani w obozie w Olicie jako jeńcy wojenni. Ponieważ mowa tu o czystej krwi Litwinach, którzy zostali przymusowo wcieleni do służby w Armii Czerwonej i którzy w czasie powstania zlikwidowali wszystkich swoich dowódców politycznych, z szacunkiem prosimy o podjęcie niezbędnych kroków, aby jak najszybciej zostali uwolnieni. (Dalej – lista 26 oficerów – G. L.) Mamy nadzieję, że łaskawie rozważą Państwo nasze życzenia. Podpisali: Komendant Litewski Pułkownik Jurgis Bobelis, porucznik adiutant (podpis nieczytelny). 5 dokument Kowno, 16 [lipca] 1941 r. (tłumaczone z języka niemieckiego – G. L.) Do Litewskiego Komendanta Miasta Zawiadamiamy zgodnie z obowiązującymi zarządzeniami (rozkazami), że żołnierze wzięci do niewoli na froncie rosyjskim muszą być najpierw wysłani do Niemiec, tam rozdzieleni według narodowości i tam odbędzie się zwalnianie. Podpisał w imieniu Komendantury Polowej Nr 821: A. B. kapitan i adiutant 6 dokument Do Naczelnika Obrony Powiatu Olickiego Jeńca 294 ŠP Korpusu Litewskiego Sztabowego sierżanta Viliusa Jaunzemasa Prośba 1941. VI. 24 Na poligonie w Oranach wraz z innymi żołnierzami litewskimi poddałem się jako jeniec Niemcom. Do niewoli mnie nie wzięto, ale kazano iść do domu. Moja rodzina mieszka w mieście Wilno (ojczyste miasto Szawle). Pod Wilnem toczyły się wtedy walki, więc do Wilna nie mogłem się dostać. Za radą żołnierzy niemieckich, około 150 żołnierzy litewskich 25 czerwca przyszliśmy do miasta Olita. Tutaj wszystkich nas od razu internowano do obozu jenieckiego przy kościele garnizonowym. Później, po kilku dniach, mnie, jako kogoś, kto potrafi trochę porozumieć się po niemiecku, przydzielono do lazaretu jeńców rosyjskich w Olicie jako tłumacza, gdzie jestem do dzisiaj. Jak dowiedziałem się od innych żołnierzy litewskich, którzy noszą na rękawie białe opaski, że niektórzy żołnierze byłego Korpusu Litewskiego i inni z rezerwy zostali przyjęci do sformowanego batalionu litewskiego, otrzymują dobre jedzenie i dobrą płacę. Natomiast wszyscy pozostali byli żołnierze litewscy zostali zwolnieni na nieograniczone urlopy, w niewoli wśród Litwinów nikogo już się nie przetrzymuje. Więc dlaczego ja jestem jeszcze przetrzymywany jako jeniec – nie mogę zrozumieć. Czyżby dlatego, że przyszedłem do Olity, a nie ukrywałem się przebrany po cywilnemu, jak niektórzy, którzy tak zrobili. Teraz są wolni, zarabiają na chleb powszedni, inni mają już i służby. Takich znam i w mieście Olicie. Ja tymczasem będąc w niewoli nie otrzymuję żadnego wynagrodzenia, oprócz racji żywnościowej jeńca żołnierza. Rodzina znajduje się w trudnej sytuacji, ponieważ nie ma środków do życia. Żona chora – nie może wykonywać pracy fizycznej. Rodzice, którzy mieszkają w mieście Szawle, jeśli jeszcze żyją, również potrzebują mojej pomocy. Oboje mają ponad 70 lat i byli przeze mnie utrzymywani. Mnie podarły się buty i trzeba je naprawić, pieniędzy nie ma, a na naprawę półbutów nikt nie daje. Opierając się na powyższym, proszę Pana Naczelnika o pośrednictwo w zwolnieniu mnie na nieograniczony urlop. Jeśli to nie byłoby możliwe, to proszę o pośrednictwo, aby płacono mi wynagrodzenie jak innym żołnierzom litewskim mojego stopnia, którzy pozostali, aby pełnić przydzielone im obowiązki. W wojsku, wliczając służbę w policji, przesłużyłem 21 lat. Urodziłem się 6 sierpnia 1900 r. w mieście Szawle. 1941. VIII. 6 sztabowy sierżant V. Jaunzemas (podpis) Olita Należy przypuszczać, że w obozie internowanych w Olicie od 23 czerwca do 16 lipca 1941 r. przebywało do tysiąca osób. Po zwolnieniu cywilów na początku lipca, wywiezieniu części żołnierzy litewskich 7 lipca do obozu jenieckiego w Suwałkach (w okupowanej Polsce), a części zwolnieniu do domów, po 17 lipca w Olicie utworzono obóz jeńców Armii Czerwonej, ale nie przy kościele garnizonowym, a bardziej na wschód, w rejonie byłych koszar. Źródła i literatura Lietuvos centrinis valstybės archyvas, f. 745, ap. 2, b. 84, l. 29–29ap., 84–85ap., 189–190ap. Ten pat, f. R-1444, ap. 1, b. 4, l. 104, 106, 140–140ap. Jakunskienė, Audronė (sudarytoja), Alytaus miesto istorijos fragmentai, Alytus, 2001, p. 143–144. Lučinskas, Gintaras, Vermachto nusikaltimai Dzūkijoje 1941 m. birželį, Alytus, 2011, p. 36, 38–40, 56–57, 154, 176, 182–184, 188, 191, 198. Lučinskas, Gintaras, Pogrindinė „Geležinio Vilko” organizacija Alytaus apskrityje (1940–1941), Alytus, 2011, p. 222–223. Abramavičius, Vincas, Gyvenimo užrašai, Kaunas, 2013, p. 29–33.