Bronius Makauskas Wysiedlenia Litwinów z Suwalszczyzny i Okręgu Kłajpedy w 1941 r. na tle przesiedleń niemieckich z Estonii, Łotwy i Litwy Z perspektywy 80. rocznicy Pamiętając o wysiedleniach etnicznych Litwinów z ziem suwalskich i kłajpedzkich oraz przymusowej konfiskacie (wywłaszczeniu) ich mienia, musimy podkreślić, że było to preludium do nieporównywalnie bardziej makabrycznych wydarzeń – wynikających z porozumień między ZSRR a III Rzeszą – okupacji. W miarę możliwości artykułu postaramy się spojrzeć na te wydarzenia szerzej, porównując wysiedlenia Niemców z terenów okupowanych z warunkami wysiedlenia własnych rodaków. Chociaż to drapieżne porozumienie między dwoma państwami było również nazywane „wymianą ludności”, nie możemy tego postrzegać w ten sposób. Dla nas ta „wymiana” jest bolesną, ale zapadającą w pamięć i pouczającą historią kryminalną. Kruchy pokój w Europie w okresie międzywojennym został zasadniczo zmieniony przez zbliżenie między imperialnymi interesami przywódców reżimów bolszewickiego i narodowosocjalistycznego Józefa W. Stalina i Adolfa Hitlera oraz niezdolność zachodnich demokracji do podjęcia na czas odpowiednich środków zaradczych. Ta rozbieżność w metodach działania pozwoliła Związkowi Radzieckiemu i III Rzeszy na doraźne dokonywanie trudnych do zrozumienia aktów destrukcji cywilizacji łacińskiej. Myślimy nie tylko o handlu terytoriami niepodległych państw, ale także o rozmiarach zniewolenia i zniszczenia ich ludów i mieszkańców. Do tych zjawisk zaliczamy przymusowe wysiedlenia Litwinów Suwalszczyzny i Okręgu Kłajpedy (wysiedleni byli także mieszkańcy innych narodowości) z ich terytorium etnicznego za zgodą dwóch okupantów. Zainicjowane władzą A. Hitlera i J. W. Stalina wysiedlenia poszczególnych narodowości i mieszkańców okupowanych krajów, w tym Niemców, spowodowały długofalowe i nieprzewidziane konsekwencje ze strony inicjatorów, które są odczuwalne do dziś. Podczas formalizacji pierwszego porozumienia między A. Hitlerem a J. W. Stalinem 23 sierpnia 1939 r. Wyjaśniono przedstawicielom Niemiec, że w jego realizacji Związek Radziecki nie podejmie się okupacji i bolszewizmu państw „w swojej strefie wpływów”. Fakty okazały się jednak bardziej skomplikowane. Dlatego w tajnych aneksach do Traktatu o przyjaźni i granicach podpisanego 28 września między ZSRR a III Rzeszą po zajęciu Polski, „uszczegóławiających” nowe podziały państw okupowanych, pojawił się specjalny tajny protokół, którego domagały się Niemcy, w którym rząd sowiecki zobowiązał się nie przeszkadzać Niemcom mieszkającym w „jego strefie interesów” oraz osobom pochodzenia niemieckiego w przedostaniu się do Niemiec, jeśli sobie tego życzą. Protokół ten był wynikiem paniki wywołanej przez niemieckich działaczy w Estonii i na Łotwie, a także przez szefów niemieckich misji w Tallinie i Rydze, w związku z agresywnymi działaniami Związku Radzieckiego wobec tych państw (ostateczny warunek utworzenia baz wojskowych) i możliwymi konsekwencjami dla miejscowych Niemców. 6 października 1939 w przemówieniu do Reichstagu „w sprawie pokoju” Hitler wspomniał także o „powrocie” Niemców z Europy Wschodniej i Południowo-Wschodniej do Rzeszy za rzekome unikanie nieporozumień i konfliktów. Należy zauważyć, że oprócz tzw. repatriacji (większość Niemców mieszkała na tych terenach od dawna i uważała się za etnicznych mieszkańców), kierownictwo III Rzeszy było zainteresowane wykorzystaniem tego procesu do celów wywiadowczych, ale przede wszystkim – do wykorzystania repatriantów do rozbudowy planowanej przez Niemcy „przestrzeni życiowej na Wschodzie”. W tym czasie publicznie deklarowana motywacja Hitlera była wykorzystywana w decydowaniu o losie ludności nie tylko niemieckiej po II wojnie światowej. Po przemówieniu Führera sekretarz stanu niemieckiego MSZ Ernst H. von Weizsäcker wskazał posłom na Łotwie (U. von Kotze) i Estonii (H. Frohwein) (pomimo ich stanowiska, że natychmiastowa organizacja wysiedlenia Niemców wywoła wielkie zamieszanie), że Rzesza pragnie przesiedlenia Niemców z tych krajów, aby te pełnoprawne siły niemieckie mogły zostać użyte na korzyść Niemiec. W związku z tym kampania relokacyjna musi być prowadzona z najwyższą intensywnością. Nieco później, gdy E. H. von Weizsäcker dowiedział się o pewnych wątpliwościach miejscowych Niemców co do wysiedlenia, namawiał posłów, mimo ich dobrowolności w tej sprawie, aby przekonali tych, którzy mieli wątpliwości. Nie było to łatwe, ponieważ cała kampania do ostatniej chwili była ukrywana przed władzami Estonii i Łotwy. Dopiero w dniach 7-8 października o celach Niemiec poinformowano estońskiego ministra spraw zagranicznych Karla Seltera i prezydenta Konstantina Pätsa, tłumacząc, że nie można pozostawić nieuzbrojonych Niemców na pastwę bolszewików. W podobnym tonie uspokajano również Łotyszów. Takie zachowanie Niemców – utrzymywanie w tajemnicy i nagłe przyspieszenie akcji przesiedleńczej – nie zostało zrozumiane przez władze łotewskie i estońskie. Moskwie zależało na utrzymaniu wszystkiego w tajemnicy. Panika mogła pogwałcić i podważyć jej propagandę o rzekomo życzliwym podpisaniu traktatów o współpracy między tymi krajami a ZSRR. Jego wysłannicy monitorowali sytuację i ostrzegali, że niemieccy urzędnicy podsycają panikę, mówiąc, że wyjadą nie tylko Niemcy, ale także ci, którzy są zagrożeni z powodu bolszewików, dyskredytując umowy o „wzajemnej współpracy” podpisane między państwami bałtyckimi a Moskwą. Samo wysiedlenie Niemców, zdaniem Iwana Zotowa (sowieckiego wysłannika na Łotwę), było samo w sobie „antysowieckim aktem” Hitlera. Tak energiczna i upolityczniona organizacja niemieckiej operacji wysiedlenia „Niemców bałtyckich” spotkała się z krytyką zastępcy komisarza spraw zagranicznych ZSRR Władimira Potiomkina, który skierował do Moskwy niemieckiego posła Friedricha-Wernera von der Schulenburga. Określił to działanie, a zwłaszcza jego publiczne reperkusje jako pogwałcenie „ducha traktatu” obu stron. Niemcy odrzucili oskarżenia Moskwy, aby na razie utrzymać dobre stosunki ze Związkiem Radzieckim. Winą za zamieszanie obarczono brytyjską propagandę, rzekomo zainteresowaną nastawianiem dwóch przyjaznych krajów przeciwko sobie. Zdaniem prof. Piotra Łossowskiego rosnąca presja Berlina na działaczy „bałtyckich Niemiec” w celu przyspieszenia relokacji wynikała z niepewności co do kolejnych kroków Moskwy. Chodziło jednak również o to, by zastraszyć Niemców i skłonić ich do ucieczki. Wyeliminowałoby to opóźnienia, a nawet opór przed przeniesieniem. Niemieccy działacze zostali wezwani przez Berlin do wywarcia nacisku na swoje społeczności, aby podjęły decyzję wcześniej, ponieważ statki relokacyjne już płynęły, aby ich odebrać. Przeniesienie to było honorowym planem Rzeszy, aby wykorzystać dalszą misję dla dobra narodu niemieckiego. W żadnym wypadku nie jest to ucieczka przed bolszewikami. Mieliby się oni osiedlić „znowu na odbitych przez Rzeszę niemieckich terenach wschodnich” (mowa o zachodnich ziemiach Polski) [fn: Sobczak, J. 1966. Hitlerowskie przesiedlenia ludności niemieckiej w dobie II wojny światowej. Poznań, s. 157.]. W prasie i społecznościach wybuchła intensywna agitacja na rzecz przesiedlenia. Użyto dwóch argumentów: warunków spodziewanej wyłącznej relokacji oraz przyszłej prosperity. Zażądano jednak również kategorycznej decyzji – wyjaśniono, że ktokolwiek pozostanie, zostanie definitywnie wygnany z narodu niemieckiego. Co więcej, ci, którzy pozostaną, zostaną nazwani wrogami Niemiec. Hans Jochen Kubitz, komisarz ds. przesiedleń, wyjaśnił w imieniu Führera cel tej akcji – przerzucenie Niemców bałtyckich z pozycji awangardowych w państwach bałtyckich na główne niemieckie pole bitwy narodowej. Wskazał także na miejsce koncentracji przesiedleńców – Gotenhafen (Gdynia), gdzie stworzono warunki do przesiedlenia 120 tys. osób. Przesiedleńcy dalej mieli być wysyłani do miejsc zakwaterowania. Dla przesiedleńców nie było jasne, co to za tereny, co tam zastaną. Lokalna prasa niemiecka, odpowiadając na obawy przesiedleńców, drukowała piękne zdjęcia przyrody kraju docelowego, atrakcyjne domy, które mówiły o pięknie przyszłej „ojczyzny”. Szczególnej agitacji poddawani byli ludzie z różnych klas i zawodów, a na nich czekał atrakcyjny awans zawodowy i ekonomiczny. Ogólnie rzecz biorąc, imponująca perspektywa nowego życia była kusząca. Wyjaśniano, że zamiast pozostawać w statusie mniejszości narodowej, rozsądniej jest udać się do rządzenia nieniemieckimi poddanymi na nowych („odzyskanych”) ziemiach niemieckich. Jednak po uspokojeniu się sytuacji rozlokowano bazy inwazyjne ZSRR, odizolowano je od miejscowej ludności, a panika ustąpiła. Ponad 4 tys. łotewskich i 3 tys. estońskich Niemców nie zdecydowało się na wyjazd w nieznane, mimo wspomnianego wezwania. Niektórzy z tych, którzy pozostali, otrzymali od niemieckich urzędników „pozwolenia” na czasowe pozostanie. Jednak ci, którzy pozostali samowolnie, byli skazani na stanie się dla Niemiec osobami drugiej kategorii i politycznie niewiarygodnymi. Te osoby, które pozostały po pierwszym przesiedleniu, Niemcy z pewnym niezadowoleniem przesiedliły wiosną 1941 r., przenosząc Niemców z Litwy zgodnie z tajnym protokołem do umowy z 10 stycznia tegoż roku. Pod pozorem przesiedlania Niemców, do 7 tys. Niemców z Estonii i Łotwy dołączyło, ratując się przed bolszewickimi represjami, niemało Łotyszy, Estończyków, a nawet Szwedów. Zatem w drugim etapie przesiedlenia z okupowanych już przez ZSRR Estonii i Łotwy, od 11 lutego do 7 kwietnia 1941 r., wyjechało ponad 18 tys. (z Estonii 7101, z Łotwy – 10954) osób. Zostali oni wykorzystani głównie do kolonizacji na obszarach okupowanej Polski. Należy podkreślić, że ci koloniści podnieśli swój standard życia dzięki wywłaszczonemu majątkowi wysiedlonych Polaków. Bardziej skomplikowane niż Niemcy się spodziewały, okazało się dla ich rządu uregulowanie z rządami Estonii i Łotwy spraw majątkowych przesiedlanych Niemców (byłych obywateli) oraz wszystkich innych kwestii związanych z opuszczeniem kraju. Gdy Berlin narzucał bardzo trudne warunki wykupu (odszkodowań) ruchomości, Tallinn, a jeszcze bardziej Ryga, sprzeciwiały się temu, gdyż stanowiło to niespodziewane i znaczne obciążenie dla gospodarek tych państw w bardzo trudnym okresie zmierzchu ich niepodległości. Niemcy, które dysponowały istotnymi dźwigniami wpływu na wspomniane rządy, zdołały wynegocjować z Estonią umowę rozliczeniową, ograniczającą się do podpisanego 15 października 1939 r. „Protokołu o przeniesieniu niemieckiej grupy narodowej z Estonii do Niemiec”. Cała umowa regulująca zasadnicze kwestie związane z przesiedleniem została odłożona w czasie. Znając dalsze plany Hitlera, kompromis ten był korzystny dla Niemiec. Łotwa odmówiła pozostawienia nierozwiązanych kwestii przesiedleń Niemców, podkreślając, że nie podpisze traktatu, dopóki Rzesza będzie stosować „ekonomiczne rabowanie Łotwy”. Pod auspicjami rządu łotewskiego Berlin pod presją czasu (statki wysłane z Rzeszy czekały od trzech tygodni w Rydze i Lipawie) i w obawie przed możliwą reakcją Moskwy, zgodził się 30 października 1939 r. podpisać kompromisowy traktat międzynarodowy o przesiedleniu Niemców. Niemcom zapewniono dobre warunki (w porównaniu z tymi, jakie zapewniono przesiedleńcom z Suwalszczyzny i Okręgu Kłajpedy) do wywiezienia nieruchomości mieszkających w Estonii – do 500 koron i 50 koron (60 RM) w walucie. Z Łotwy nieruchomość o nieco niższej wartości i 50 łatów (40 RM) w walucie. Obowiązywał zakaz wywożenia dzieł sztuki, samochodów i sprzętu medycznego. Sprawy dotyczące nieruchomości i innych dóbr pozostawionych zarówno w Estonii, jak i na Łotwie powierzono niemieckim przedstawicielstwom i specjalnie powołanym instytucjom. Łotewskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych podniosło również kwestię przesiedleń żydowskich mieszkańców z obywatelstwem niemieckim. Poseł niemiecki U. von Kotze zapewnił, że Niemcy rozwiążą sprawę w przyszłym roku, przewidując przekazanie ich do „Rezerwatu Lubelskiego”. Wszystkie prace przygotowawcze były wspomagane przez specjalną niemiecką służbę ochotniczą, która została utworzona do działania w okresie przesiedleń, który rozpoczął się w połowie października i trwał dwa miesiące. Na Łotwę i Estonię skierowano najlepsze statki turystyczne. Jeden z nich nie był statkiem „ekskluzywnym”, ale wojskowym statkiem transportowym, mniej nadającym się do takich celów. Kobiety w ciąży i kobiety z małymi dziećmi transportowano osobnym statkiem. Prasa prezentująca niemieckie przesiedlenia informowała, że przesiedleńcy byli bardzo dobrze karmieni cztery razy dziennie, mieli zapewnioną opiekę lekarską, a nawet usługi kulturalne (koncerty, wykłady). Po nagłym wypędzeniu Niemców z Estonii i Łotwy niepokój Stalina co do intencji Niemiec wobec ZSRR został dodatkowo spotęgowany przez przystąpienie Rumunii i Węgier do Osi (sojuszu Niemiec, Włoch i Japonii). W listopadzie 1940 r. komisarz spraw zagranicznych Wiaczesław Mołotow został wysłany w celu wyjaśnienia sytuacji w Berlinie. Zdecydowanie wyjaśnił Hitlerowi stanowisko Kremla w sprawie pogwałcenia ducha traktatu i zapytał bez dyplomatycznych niuansów, czy ubiegłoroczny traktat nadal obowiązuje. Ten fałszywie zapewniał komisarza, że trójstronne porozumienie między Niemcami, Włochami i Japonią (Oś) było skierowane wyłącznie przeciwko Stanom Zjednoczonym i Wielkiej Brytanii. Ale Rosja nie była przekonana do tego wyjaśnienia. Wizyta Mołotowa w Berlinie uznawana jest przez historyków za początek katastrofy w relacjach między dwoma spiskowcami. Tylko doraźne interesy zmuszały obie strony do trzymania się razem, więc opinia publiczna musiała być karmiona przez obie strony optymistyczną plotką co do trwałości stosunków dwustronnych. Tymczasem planowanie ofensywy na Rosję, Operacji „Otto”, przemianowanej później na „Barbarossa” (Oberkommando der Wehrmacht, OKW – Naczelne Dowództwo Wehrmachtu i Oberkommando des Heeres, OKH – Naczelne Dowództwo Armii Lądowej) trwało od pewnego czasu na rozkaz Hitlera, mimo zbrodniczych traktatów wiążących Berlin i Moskwę. Choć do dziś większość rosyjskich historyków i polityków wypowiada się w opinii publicznej na temat pokojowego stanowiska ZSRR wobec Niemiec, na rozkaz Stalina potajemnie mobilizowano siły wojskowe w kierunku „linii demarkacyjnej” z Niemcami. Eksperci wojskowi twierdzą, że nagły atak III Rzeszy na ZSRR dowiódł, że armia radziecka została rozmieszczona na granicy nie w celu obrony, ale w celu ataku. Tylko Stalin został wyprzedzony przez Hitlera o rok lub dwa O rosyjski mitologizowany dyktator J.W. Stalin, przykrywając tajne przygotowania do ataku, gorliwie realizował warunki umowy, eksportując do Niemiec ogromne ilości surowców przemysłowych i produktów rolnych (zbóż, produktów naftowych, fosforanów, bawełny, drewna, lnu, rudy manganu, platyny itp.). Związek Radziecki był uprzywilejowanym krajem tranzytowym dla niemieckiego importu z Indii. Trwało to do pierwszych dni wojny. Ta sztuczka J. W. Stalina drogo kosztowała Związek Radziecki i Europę. Tylko dzięki pomocy sojuszu państw zachodnich, w połączeniu z surowymi warunkami naturalnymi i lekceważeniem zasobów ludzkich kraju, J. W. Stalinowi udało się pogrzebać ambicje „rasy nadludzi” A. Hitlera. Natomiast walka o wolność dla trzech państw bałtyckich trwała jeszcze przez pół wieku. Niemcy musiały uspokajać swoich partnerów umownych, ale nastroje samych przesiedleńców były trudne do opanowania nawet przy użyciu specjalnych środków propagandowych, mówili o oczekujących dobrych perspektywach ekonomicznych i ekskluzywnych warunkach podróży statkiem wycieczkowym. Specjalna służba ochotnicza zadbała o pakowanie i transport mienia przesiedleńców. Oczywiście, w dążeniu do celu wszystko się zdarzało, między innymi groźby, jednak odmienne niż wobec wysiedlanych Litwinów. Odmawiającym wyjazdu Niemcom przypominano o konsekwencjach zerwania więzi ze swoim narodem. W ciągu dwóch miesięcy z Estonii wyjechało 13,5 tys., z Łotwy 52,5 tys. osób pochodzenia niemieckiego, czyli zdecydowana większość. Niemcy byli najsilniej zakorzenioną społecznością etniczną w Estonii i na Łotwie. Jej znaczenie gospodarcze, kulturalne i polityczne było nieporównywalnie większe niż Niemców na Litwie. Estończycy i Łotysze, zwłaszcza intelektualiści, cieszyli się ich wysiedlenia. Na Łotwie zaraz po wysiedleniu Niemców zaczęto wymazywać z pamięci narodu znienawidzone ślady działalności dawnego „kulturträgera”, a zgermanizowane nazwiska zastąpiono łotewskimi. Większość Niemców została przerzucona na polskie wybrzeże i w tzw. rejon Warty. Przesiedleńcy otrzymywali nieruchomości i ruchomości przesiedlonych Polaków (otrzymywali ich więcej, niż pozostawili w swoich dawnych krajach). Szybko rozwiązano kwestię jego przyznawania przesiedleńcom, którzy nie posiadają obywatelstwa niemieckiego. Jednak około 3 000 Niemców pozostało w Estonii, a 4 000 na Łotwie. Zostali upomniani przez Hitlera, a niektórzy zostali później przeniesieni do Niemiec, co nadało im status drugiej kategorii. Stalin wysłał część pozostałych Niemców na „darmową wycieczkę” na archipelag Gułag. Jednak tą pierwszą akcję wysiedlenia Niemców z Estonii i Łotwy, przeprowadzona jesienią 1939 r., w porównaniu z przesiedleniem Niemców z Litwy już okupowanej przez ZSRR na początku 1941 r., można określić jako zachęcającą i szczególną, przypisującą wysiedleniom „zaszczytną” misję kolonizacyjną, służącą III Rzeszy w okupowanej Polsce. „Metodyka” wysiedleń Litwinów, a także Rosjan (staroobrzędowców) z Suwalskiego i Kłajpedy kraju miała charakter represyjny, ekspropriacyjny, kryminalny. Jeszcze bardziej surowo potraktowano jesienią 1939 roku mieszkańców narodowości żydowskiej, stosując wobec nich metodę bezwarunkowej ekspulsji. 10 stycznia 1941 roku III Rzesza i Związek Radziecki zawarły w Moskwie nowy „Traktat o przyjaźni i granicach”. Tym razem, podobnie jak jesienią 1939 r. w przypadku Łotwy i Estonii, III Rzesza rozpoczęła na Litwie ściąganie („repatriację”) Niemców. Gdy Niemcy zostali do nich przerzuceni, podobnie jak w Związku Radzieckim, pojawiła się możliwość wyeliminowania niechcianych elementów na granicy radziecko-niemieckiej. Z powodu trwającej wojny nie stosowano już tak atrakcyjnych metod do przesiedlania samych Niemców, jak to miało miejsce w przypadku Estonii i Łotwy. Ich transfer był kluczowy. Warunki przesiedlenia Niemców z Litwy oraz wysiedlenia mieszkańców Suwalszczyzny i Okręgu Kłajpedy były jednak tak różne jak niebo i ziemia. Po utracie przez Litwę niepodległości w połowie czerwca 1940 r., w związku z bezwarunkowym ultimatum ZSRR, zmieniło się również stanowisko Führera w sprawie wysiedlenia Niemców z Litwy. 25 czerwca Joachim von Ribbentrop wydał instrukcję w tej sprawie. 11 lipca niemiecki poseł w Kownie Erich von Zechlin otrzymał wiadomość, że ambasador niemiecki w Moskwie poinformował W. Mołotowa o planowanym wysiedleniu Niemców z Litwy i konieczności opuszczenia przez Litwinów okolic Kłajpedy i Suwalszczyzny. Podkreślano, że nie dotyczy to Niemców z południowo-zachodniej części Litwy, którą dla Niemiec przewidywał traktat z ZSRR z 28 września 1939 r. Tymczasem Niemcy okupowanej Litwy byli zaniepokojeni pogarszającą się sytuacją, przypadkami konfiskaty mienia, likwidacji prasy itp. Wreszcie 22 września w Kownie rozpoczęły się negocjacje między delegacjami Niemiec i ZSRR, podczas których uzgodniono procedury relokacji do 10 października. Niemcy wycenili majątek swoich rodaków na Litwie na ogromną sumę – 200 mln euro RM. ZSRR też nie był skromny – domagał się odszkodowania za mienie Litwinów pozostawione w Kłajpedzie. Z tego powodu negocjacje w sprawie ustanowienia granicy wzajemnej okupacji utknęły w martwym punkcie w połowie listopada. Późniejsza repatriacja Niemców na Litwę związana była z odmiennym statusem Litwy w podziałach „strefy interesów” Stalina i Hitlera oraz nierozstrzygniętymi losami Litwy Południowo-Zachodniej, liczącej 184 tys. mieszkańców. ludności, gdzie skoncentrowana była dokładnie 1/3 Niemców (z 30 000 – ich ogólna liczba). Przesiedlenie osób narodowości niemieckich na Zachód, do obozów przejściowych, wiązało się ze sprawdzeniem ich przydatności do późniejszej akcji kolonizacyjnej, która rozciągała się od Prus Wschodnich w kierunku Rygi, a więc miało charakter czysto instrumentalny. Z akcji przesiedleńczej („zamiany mieszkańców”) skorzystała także znaczna część Litwinów, którym groziły prześladowania ze strony sowieckich struktur okupacyjnych, członkowie rodzin mieszanych lub osoby byłe zwerbowane przez wywiad niemiecki. Pierwsze informacje o przesiedleniu Niemców (choć przygotowania miały miejsce znacznie wcześniej) J. von Ribbentrop przekazał ambasadzie niemieckiej w Kownie i ambasadzie w Moskwie 25 czerwca 1940 r., a więc wkrótce po zajęciu Litwy przez ZSRR. Na początku lipca Niemcy poinformowały Moskwę o „repatriacji” Niemców z Litwy i wypędzeniu Litwinów z okręgu Kłajpedy i Suwalszczyzny. J. von Ribbentrop, minister spraw zagranicznych III Rzeszy i Fritz von Twardowski, szef niemieckiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych i Departamentu Polityki Kulturalnej, udali się do Moskwy, aby przygotować traktat o przesiedleniu Niemców z Litwy. Choć ZSRR był zainteresowany przede wszystkim negocjacjami z III Rzeszą, to w tym przypadku przeszkodą był terytorialny aspekt „podziałów” okupowanej Litwy, gdyż formalnie Litwa nie została jeszcze „przyjęta” do ZSRR według interpretacji Moskwy. Podkreślmy: okupowana, ale jeszcze nie „zaakceptowana” (sic!). Tym samym z propagandowego punktu widzenia mogła powstać bardzo niekorzystna sytuacja dla wizerunku Kremla, w której okupowana przez Związek Radziecki Litwa, zgodnie z tajnym protokołem z 28 września 1939 r., musiała utracić na rzecz Niemiec część swojego terytorium, południowo-zachodnią część Suwalszczyzny. Moskwa musiała wymyślić, jak rozwiązać tę sprawę, nie niszcząc przy tym stosunków z Niemcami i utrzymać pozycji „obrońców pokoju” w oczach Litwinów i świata (sic!). Nastąpiło więc opóźnienie. 12 lipca 1940 r. ambasador niemiecki w Moskwie F. W. von der Schulenburg przekazał W. Mołotowowi notę (nie pierwszą) w sprawie rokowań dotyczących przyspieszenia przerzutu Niemców z Litwy i ostatecznie doczekał się reakcji. Odpowiadając pozytywnie na tę notę niemiecką, W. Mołotow z kolei przedstawił Niemcom prośbę, aby „w imię dobrych stosunków” pozostawili Związkowi Radzieckiemu część terytorium południowo-zachodniej Litwy w trójkącie: Władysławów, Szeszupa, Pilwiszki, Mariampol, Ludwinów, Krosna, Kopciowo (z 184 tys. mieszkańców), „na stałe do Litwy”. Przypomnijmy, że teren ten był faktycznie okupowany przez ZSRR pomimo wcześniejszego porozumienia. Berlin wykorzystał kłopotliwe położenie „sojusznika” i zażądał od Moskwy ogromnej sumy 13 mln dolarów za „przekazanie” tej okupowanej części Litwy. Ostatecznie Moskwa, nie mogąc znaleźć lepszego wyjścia, ale poprzez uporczywe negocjacje (w tym wysiedlenie Niemców do Niemiec), zgodziła się zapłacić ogromną sumę 7,5 miliona dolarów tylko po to, by uniknąć publicznego skandalu i zdyskredytowania swojej drapieżnej polityki w oczach świata. Tymczasem, gdy toczyły się trudne „pertraktacje” między Berlinem a Moskwą w sprawie wyceny części terytorium okupowanego państwa i majątku Niemców na Litwie, 22 lipca komisarz III Rzeszy ds. umacniania niemieckości Heinrich Himmler wydał rozkaz do Biura Pośredników Etnicznych Niemiec Volksdeutsche Mittelstelle (VoMi) dotyczący policzenia Niemców na Litwie (w rzeczywistości odbywało się to potajemnie od jesieni 1939 r.) oraz Litwinów mieszkających na terenach okupowanych przez III Rzeszę (w Okręgu Kłajpedy i na Suwalszczyźnie). Organizacja ta była zobowiązana do zapewnienia transportu dla przesiedlonych Niemców i przeprowadzenia całej kampanii aż do zimy 1940/41 roku. Jednak Moskwa, starając się o obniżkę ceny za część terytorium Litwy, nie spieszyła się. Dopiero 22 września delegacje Niemiec i Związku Radzieckiego spotkały się w Kownie na rokowaniach. W licznych delegacjach dominowali oficerowie SS i NKWD. Według specjalnie przygotowanego cennika Niemcy łapczywie wyceniali majątek swoich rodaków (ziemie, łąki, uprawy, lasy, ogrody, zbiorniki wodne, chaty, inwentarz ruchomy) na Litwie. Wszystko szacowano do 15 sierpnia 1940 r. na zaokrągloną kwotę 200 mln RM. Została ona zmniejszona o 50 mln RM za rzekome mienie Litwinów przeniesione z okręgu kłajpedzkiego i powiatu suwalskiego. Delegacja sowiecka z kolei wyceniła litewskie mienie pozostawione w Okręgu Kłajpedy. Ponieważ żadna ze stron nie ustępowała, w listopadzie negocjacje utknęły w martwym punkcie. Profesor Arūnė Arbušauskaitė ujawniła, że podczas negocjacji radziecki wywiad bardzo skutecznie zorientował się w planach i nastrojach delegacji niemieckiej w Kownie, nie tylko w kwestiach przesiedleń. Opóźnianie negocjacji pomogło radzieckiemu wywiadowi zgromadzić więcej materiałów korzystnych dla siebie, między innymi na temat metod wykorzystywanych przez Niemców do transportu kosztowności z Litwy. Jednak trzeba było rozwiązać nie tylko kwestie przesiedleń z Litwy i do Litwy, ale także kwestie granic, współpracy gospodarczej, finansów oraz ostatecznie uporządkować sprawę przesiedleń niemieckich w Estonii i na Łotwie (pozostałych po pierwszej fazie przesiedleń). Zatem trzeba było ułożyć całe spektrum „wzajemnych roszczeń” obu stron i je „uregulować”. Po długich pertraktacjach w Moskwie 10 stycznia 1941 r. podpisano „Traktat o granicach i przyjaźni”, a w tym samym czasie przedstawiciel rządu niemieckiego dr Wilhelm Neldeke i przedstawiciel rządu ZSRR Nikołaj G. Pozdniakow podpisali w Kownie umowę o przeniesieniu obywateli niemieckich i osób narodowości niemieckiej z okupowanej przez Sowietów Litwy do Niemiec, a także „obywateli Litewskiej SRR” (osób narodowości litewskiej, rosyjskiej i białoruskiej) z Niemiec (dawny okręg kłajpedzki i powiat suwalski). Trzeba zwrócić uwagę na ten „legalny” nihilizm okupantów – przesiedleńcy nie byli „obywatelami LSRR”. Niemcy na Litwie w pośpiechu rejestrowali się do wyjazdu. „Dobrowolność” Litwinów wysiedlonych z terenów okupowanych przez Rzeszę wyglądała zupełnie inaczej. Proklamowana w traktacie „zasada dobrowolności” była jedynie dyplomatyczną grą okupantów dla złagodzenia opinii publicznej lokalnej i międzynarodowej. Formalnie chęć przesiedlenia można było wyrazić pisemnie lub ustnie. Na składających wnioski nie powinna być wywierana żadna presja. W rzeczywistości tej dobrowolności było bardzo mało, a jeśli już wystąpiła – to była wynikiem represji i zastraszania wobec osób niechcących wyjechać. Przesiedleniec miał prawo zabrać rodzinę i wszystkie osoby wspólnie pracujące w gospodarstwie. Dzieci właściciela lub głowy rodziny, które ukończyły 16 lat, „otrzymały prawo” do samodzielnej decyzji o chęci przesiedlenia się. Obie „strony umowy” postanowiły, że umowę można rozpocząć realizować od momentu jej podpisania i zakończyć po dwóch miesiącach. Na czele niemieckiego personelu realizującego traktat na terytorium okupowanej Litwy stał wysoki komisarz z dwoma zastępcami i komisarzami powiatowymi, a także z deputowanymi. Na terenach anektowanych i okupowanych przez Niemcy na czele sztabu roboczego komisji ZSRR stał wysoki komisarz oraz przedstawiciele powiatów w takiej samej liczbie deputowanych jak w zespole niemieckim. Ich zadaniem było ustalenie liczby osób przeniesionych i ich danych osobowych oraz kontrola przebiegu rejestracji. Komisarze i przedstawiciele monitorowali całą kampanię i jej wyposażenie techniczne. Personel niemiecki nadzorujący przesiedlenia z Litwy nie mógł liczyć więcej niż 214 osób, podczas gdy personel sowiecki w powiecie suwalskim i kłajpedzkim nie mógł liczyć więcej niż 159 osób. Komisarze i przedstawiciele ds. eksmisji pełnili swoje funkcje w Suwałkach i Kłajpedzie. Z kolei pełnomocnicy i przedstawiciele terytorialni rezydowali w Suwałkach, Wiżajnach, Puńsku, Sejnach i Nowince (choć brak jest danych o pracy tej ostatniej). Punkty kontrolne dla przesiedleńców z rejonu Suwalskiego został wyznaczone w Wisztyńcu, Kalwarii i Serejach. W rejonie Kłajpedy punktami eksmisji były: miasto Kłajpeda, rejon Kłajpedy, Prekule, Szyłokarczma, Wieszwile, Wiżajny. Ale w rzeczywistości zmieniały się one w zależności od potrzeb. Do 18 marca 1941 r. przesiedleńcy musieli przedłożyć w przedstawicielstwach terytorialnych dokumenty potwierdzające ich narodowość i obywatelstwo. Listy osób przeniesionych sporządzane są w dwóch językach – rosyjskim i niemieckim. Zawierały one podstawowe dane: miejsce i datę urodzenia, narodowość, obywatelstwo, stan cywilny, zawód, poprzednie miejsce zamieszkania. Relokacja była możliwa dopiero po zatwierdzeniu list przez przedstawicieli terytorialnych i komisarzy obu państw. Warto zwrócić uwagę na „pozbawienie obywatelstwa” wysiedlanych z okupowanych przez Niemcy terenów, które w rzeczywistości oznaczało dehumanizację osób poprzez przypisanie im zamiast jakiegokolwiek dokumentu – numeru, który był „tymczasowym dokumentem podróży”. Tylko grupy mogły być przenoszone. Indywidualne eksmisje miały być możliwe po obu stronach po wcześniejszym uzgodnieniu. Plany transportu w przypadku eksmisji powierza się wysokiemu komisarzowi kraju przyjmującego, pod warunkiem, że są one zgodne z planami wysokiego komisarza kraju wysyłającego. Wysoki komisarz był zobowiązany powiadomić Wysokiego komisarza o korzystaniu z transportu kolejowego na 5 dni przed datą eksmisji. Przy transporcie przesiedleńców teoretycznie potrzebna była pomoc medyczna, a przy dłuższym oczekiwaniu – gorący posiłek, dzieci musiały otrzymać gorące mleko. Oczywiście takie zasady zostały spisane ze względu na chęć Niemców do zapewnienia odpowiednich warunków dla rodaków przesiedlonych z Litwy. W przypadku osób wywiezionych do okupowanej Litwy był to jedynie propagandowy trik „kraju przyjmującego”, który później zostanie wykorzystany przez okupanta (jeszcze bardziej dehumanizując warunki) podczas deportacji litewskich mieszkańców z ojczyzny na archipelag Gułagu. Jeśli eksmisja miała być przeprowadzona pociągiem, istniało prawo do zabrania do 50 kg bagażu dla głowy rodziny i po 25 kg dla pozostałych członków rodziny. Przesiedleńcy korzystający z własnego transportu mieli prawo zabrać jeden wóz ciągnięty przez konie, parę koni, jedną krowę, dwie świnie, trzy owce lub kozy, dziesięć sztuk ptactwa domowego. Oczywiście było to jedynie teoria, a nie praktyka. Właściciele gospodarstw rolnych „mieli możliwość” zabrać tym samym transportem 250 kg produktów, między innymi po 2 kg tłuszczu na osobę. Koszty transportu ponosili przesiedleńcy. Pozostawione przez przesiedleńców gospodarstwo automatycznie przechodziło w ręce Niemców – od momentu inwentaryzacji i spisu majątku właściciel mógł z niego korzystać jedynie na wyżywienie rodziny i prowadzenie gospodarstwa. Majątek, który miał zostać pozostawiony, musiał zostać przekazany komisarzowi terytorialnemu na 5 dni przed nabyciem majątku rolnego. Zgodnie z traktatem osoby wysiedlone zostały pozbawione wszelkich dotychczasowych zobowiązań wobec swojego państwa. Lista rzeczy do wywiezienia była znacznie krótsza od listy zakazów. Nie wolno było wywozić: gotówki, złotych i srebrnych monet, złota, platyny, srebra (powyżej 500 gramów) i wyrobów ze złota, kamieni szlachetnych, broni, produktów przemysłowych (więcej niż norma dozwolona dla rodziny), gołębi pocztowych (!), publikacji, klisz fotograficznych, dokumentów, maszyn do szycia (więcej niż jedna na rodzinę), papierów wartościowych, dokumentów ubezpieczeniowych, samochodów, motocykli, silników i innych maszyn, nasion, zbóż (powyżej normy) itp. Zakaz wywożenia sprzętu technicznego i komunikacyjnego przede wszystkim zależał ZSRR. W przypadku wysiedlanych Litewskich Niemców urzędnicy Rzeszy nie tylko zapewnili bezpłatny transport, ale także pomogli w wywiezieniu jak największej ilości kosztowności, stosując nawet metody kontrabandowe. Obie „strony” zgodziły się, że wysiedlenie zostanie ukończone do 18 marca 1941 roku. Oznaczało to, że na przeprowadzenie tej skomplikowanej operacji pozostały faktycznie dwa miesiące, a dodatkowo w trudnych warunkach zimowych. Tak brzmiały postanowienia traktatowe z 10 stycznia 1941 roku. Ich formalny język był dyplomatyczny. Nie chodziło o eksmisję czy wysiedlenie, ale o relokację („pereselenije”, „umsiedlung”), o jej dobrowolność, wysoki standard jej realizacji. Było to typowe oszustwo, które w obu przypadkach oznaczało inną rzeczywistość. W związku z wysiedleniami na Suwalszczyźnie stosowano metody zastraszania i przemocy fizycznej, które były równoznaczne z czystkami etnicznymi. W obwodzie kłajpedzkim starano się zatrzymać część wykwalifikowanych litewskich robotników potrzebnych na niemieckim rynku pracy, zwabiając ich lepszymi warunkami socjalnymi niż miałyby miejsce w kraju przesiedlenia. Wkrótce bardziej aktywni Litwini z Litwy Mniejszej odczuli „dobrobyt” nazistów w obozach koncentracyjnych. Planując „czystkę” osób niezdolnych do germanizacji z okupowanych terenów, latem 1940 r. niemieckie władze okupacyjne zarządziły rejestrację Litwinów, rosyjskich staroobrzędowców i Białorusinów w powiecie suwalskim i kłajpedzkim. Mieszkańcy nie zostali poinformowani o celach rejestracji. Pod koniec roku 1940 w miejscach publicznych pojawiły się ogłoszenia w językach niemieckim i rosyjskim (ale nie litewskim, którym mówiła większość przesiedlanych): „Rozpoczyna się przesiedlenie ludności do ich ojczyzny. Przesiedlenie odbywa się za zgodą samych mieszkańców. Każdy obywatel powyżej 16 roku życia samodzielnie decyduje, czy wyjedzie sam do swojej ojczyzny, czy z całą rodziną, czy w ogóle nie wyjedzie.” Nie czekając długo, w grudniu 1940 r., a więc jeszcze przed podpisaniem traktatu, pojawili się „przedstawiciele” okupowanej Litwy, agitując do przejścia na LSRR (okupowaną Litwę). Rosjanom i Białorusinom kłamliwie tłumaczono, że zostaną przerzuceni do ZSRR (w rzeczywistości zostali przerzuceni na okupowaną Litwę). Kampania została nazwana „repatriacją” przez działaczy komisji przesiedleńczych, termin ten ma łagodniejsze konotacje. Miejscowi Litwini postrzegali jednak swoją ojczyznę jako rodzinną Suwalszczyznę, w której zamieszkiwali przez wieki. Nie rozumieli, co robią tu przedstawiciele okupowanej Litwy, wabiąc ich lepszymi ziemiami, które mogli zdobyć wszyscy, którzy tego chcą, dobrze płatnymi miejscami pracy i innymi podobnymi „zachętami”, które miały zmniejszyć nieufność i opór wysiedleńców. Ogólnie rzecz biorąc, jak wskazuje badaczka tego tematu Onutė Burauskaitė-Vaznelienė, wśród litewskich rolników dominował niepokój i poczucie krzywdy. Przez wieki wpajane przekonanie, że ziemi ojczystej nie można opuszczać ze względu na niejasny miraż, a tym bardziej że zostawienie rodzinnych stron „doradzali” im każdego dnia coraz bardziej natarczywie i agresywnie również niemieccy okupanci, którzy tutaj porządkowali sprawy kierując się celami rasowymi i zasadami eksploatacji. Większość rolników czuła (a wieści rozprzestrzeniały się szybko wśród okolicznych mieszkańców), że okupantów interesuje jedynie ziemia i majątek, którego miejscowi muszą się zrzec na ich rzecz. O „raju na Litwie”, po nagłym zamknięciu granicy z okupowaną Litwą, krążyły przerażające wiadomości. Wszystko to jeszcze bardziej odstraszało od zamiaru opuszczenia ojczyzny. Wojna, okupacja to czas przełomu i niepewności, który objawił się naturalnym przywiązaniem do małej ojczyzny. Doświadczone fakty i plotki mówiły, że nie warto spieszyć się w nieznane dobrowolnie, a nawet, że jest to zgubne. Może wyróżniali się tylko ci, którzy zapisywali się na wyjazd z powodu braku zrozumienia sytuacji lub nieuniknionej konieczności. Z kolei nawet część osób, które się podpisały, próbowała uniknąć wysiedlenia. Niemcy, obserwując nastroje miejscowych Litwinów, zaczęli zdawać sobie sprawę, że jeśli nie podejmą zdecydowanych działań, przesiedleńcy nie ruszą się stąd i nie opuszczą swoich rodzinnych stron z własnej woli. Tak więc zaczęli stosować znane i praktykowane przez nich metody, aby przyspieszyć „dobrowolną decyzję”. Już na początku okupacji III Rzeszy, 24 października 1939 roku na Suwalszczyźnie zlikwidowano nowo utworzoną litewską sieć oświatową przy pomocy Litwy. Przeciwko katolikom litewskim podjęto akcję niszczenia krzyży na wsi (do której angażowani byli miejscowi mieszkańcy i Niemcy), zastosowano wzmocnioną eksploatację gospodarczą. Na mieszkańców nałożono dodatkowe obowiązki, w tym bardzo ciężkie zbieranie kamieni spod głębokiego śniegu i transportowanie ich w różnych wskazanych kierunkach podczas surowej zimy 1940–1941 roku. Celem było jedno – wyczerpać, przekonać o beznadziejnej sytuacji, stłumić opór wobec przesiedlenia i uzyskać zgodę na „dobrowolne” wysiedlenie. W grudniu 1940 r., aby wykazać nieuchronność wysiedlenia, gestapo aresztowało 53 chłopów i kilkunastu przedstawicieli inteligencji litewskiej. Po osadzeniu w więzieniu w Suwałkach byli poddawani karom fizycznym i wyniszczającej, ciężkiej pracy. Na noc wlewano wodę do ich cel, zwłaszcza w mroźnych, zimowych warunkach i otwierano okna. Na pytania i protesty, że nie postawiono im zarzutów złamania prawa, gestapo odpowiadało: „Podpiszcie kartę dobrowolnego przeniesienia, a wasze kłopoty się skończą”. Deklaracje podpisywali najsłabsi, ci, którzy jako pierwsi się łamali lub chcieli ratować rodziny czy gospodarstwa. To była ich ostatnia nadzieja. Liczba sygnatariuszy nie malała, a liczba prześladowanych stale rosła. Późną jesienią 1939 r., kiedy rozpoczęła się likwidacja litewskiego szkolnictwa i lokalne akcje niemieckie inspirowane antylitewskim gestapo, kierownictwo litewskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych starało się załagodzić sytuację poprzez wysłannika w Berlinie i zachętę Litwinów z Suwalszczyzny (polecenie dyrektora litewskiej Państwowej Służby Bezpieczeństwa Augustinasa Povilaitisa dla Jonasa Pajaujusa i Juozasa Vainy, aby do końca utrzymać to miejsce dla Litwinów i nie opuszczać kraju dobrowolnie). Nie można było wpłynąć na nastroje w Berlinie. Represje wobec Litwinów nieco jednak osłabły. Niestety, na krótko. Po zajęciu Litwy przez ZSRR w rozpaczliwej sytuacji znaleźli się również Litwini z Trójkąta Suwalskiego. Latem 1940 r. szef suwalskiego kreisamtu (starostwa powiatowego) powiedział Juozasowi Vainie, który przyjechał z wizytą w celu poprawy sytuacji Litwinów, że sytuacja zmieniła się radykalnie i że został tu powołany nie po to, by dbać o Litwinów, ale by wykonywać rozkazy Rzeszy. Wciąż tolerowany poseł Litwy w Berlinie Kazys Škirpa, zwrócił się do niemieckiego MSZ z zaniepokojeniem sytuacją Litwinów i załączył „Pro Memoria”, gdzie omówił sytuację Litwinów w tym kraju. W liście tym domagał się od władz niemieckich podjęcia działań zmierzających do uchylenia dekretów stosowanych przez administrację niemiecką wobec Litwinów w powiecie suwalskim oraz do zachowania prawa do spokojnego życia na własnej ziemi i w swoich gospodarstwach. Dla upamiętnienia tych wydarzeń sprzed 80 lat oddajmy głos samemu posłowi litewskiemu w Berlinie i przyszłemu organizatorowi powstania przeciwko okupacji ZSRR w czerwcu 1941 r., płk. K. Škirpie: Choć porozumienie rosyjsko-niemieckie przewidywało, że repatriacji mogą podlegać tylko te osoby, które wyrażą taką wolę, Niemcy zaczęli wywierać presję na Litwinów w Trójkącie Suwalskim i na Ziemi Kłajpedzkiej, zmuszając ich do opuszczenia ojczyzny i przeniesienia się na okupowaną przez Rosję Litwę. Tym, którzy nie wykazywali zamiaru wyprowadzki, groziła deportacja do Generalnego Gubernatorstwa. Stwierdzono szereg przypadków, w których litewscy rolnicy zostali wcześniej usunięci ze swoich gospodarstw bez żadnego wynagrodzenia za pozbawione mienia. Miało to na celu wywołanie przez Niemców nastroju paniki wśród ludności litewskiej, tak jakby nie mieli oni innego wyjścia, jak skorzystać z repatriacji i przenieść się na okupowaną przez Sowietów Litwę. Aby nie wyjechać bez reakcji na ten bolesny cios dla Litwy, 5 lutego odwiedziłem Niemieckie MSZ i spotkałem się z dyrektorem departamentu politycznego, podsekretarzem stanu dr. (Ernstem – B. M.) Woermannem i dałem mu „Pro Memoria”, którego tekst podaję tutaj: W związku z trwającą już wymianą przesiedleńców (m.in. – B. M.) z Litwy i Niemiec, wśród Litwinów na Suwalszczyźnie powstało wielkie i głębokie zaniepokojenie oraz lęki, o czym świadczą wiadomości stamtąd. Podstawą do tego była ambicja tamtejszych organów samorządowych, aby jak najszerzej wywieźć stamtąd wszystkich Litwinów. Tamtejsze organy samorządowe już teraz wywierają wpływ, a częściowo nawet presję na miejscowych rolników litewskich i tych, którzy mają majątki, surowo zalecając, aby Litwini udawali się do sowiecko-rosyjskich komisji przesiedleńczych, aby zarejestrowali się do wyjazdu do Rosji Sowieckiej i grożą, że jeśli tego nie zrobią, to i tak nie opuszczą tego miejsca, ale zostaną zepchnięci do Generalnego Gubernatorstwa. Dlatego tamtejsi Litwini czują się kompletnie przygnębieni i zdezorganizowani. Nie wiedzą już, co powinni robić. Są całym sercem przywiązani do swoich domostw i okolic, w których od niepamiętnych czasów mieszkali ich przodkowie, tak że ich usunięcie stamtąd oznaczałoby prawdziwy cios, niszczący człowieka. Oni wcale nie chcą przenosić się do Rosji Sowieckiej, bo już od stu lat cierpią pod jarzmem rosyjskim i w żaden sposób nie chcą pod nie znowu wpaść, zwłaszcza po to, by zapoznać się z nowymi sowieckimi metodami i żyć w takich warunkach… W świetle wszystkiego, co zostało powyżej powiedziane, dostrzegam w tym poważne zagrożenie dla losów moich rodaków i dlatego czuję się zmuszony wyrazić prośbę o podjęcie wszelkich kroków w celu natychmiastowego odwołania działań organów władzy lokalnej wobec Litwinów na terenie Suwalszczyzny oraz o umożliwienie im dalszego spokojnego życia na swojej ziemi i w swoich gospodarstwach. Berlin, 5 lutego 1941 r. Dr Woermann przyjął to „Pro Memoria”, ale jak powiedział „prywatnie”, obiecując zająć się sprawą poruszoną w dokumencie. Jednak po kilku dniach otrzymałem ustną odpowiedź od innego odpowiedzialnego urzędnika Ministerstwa Spraw Zagranicznych – wysłannika (Wernera – B. M.) von Grundherr, kierownika Wydziału Bałtyckiego i Skandynawskiego – że Ministerstwo nic nie może zrobić. Oznaczało to, że decyzja w sprawie poruszanej kwestii nie zależała od niego, ale od kogoś innego, oraz że Ministerstwo było bezsilne wobec polityki eksterminacji litewskości na terenie Suwalszczyzny. [fn: Škirpa, K. 2020. Sukilimas Lietuvos suverenumui atstatyti. Dokumentinė apžvalga. Vilnius: Žara, s. 212–214.] Wówczas K. Škirpa, działając „od dołu”, za pośrednictwem swoich kontaktów doradził, a nawet w imieniu Litwinów z regionu Suwalskiego przygotował sugestywną treść prośby do Führera III Rzeszy i Kanclerza Rzeszy Adolfa Hitlera, którą po otrzymaniu mieli podpisać i przekazać tą samą drogą ambasadorowi Litwy w Berlinie. Warto podkreślić, że K. Škirpa w swoim „Pro Memoria” nie wspominał o problemach Litwinów z Okręgu Kłajpedy, ponieważ tutaj Niemcy stosowali inną taktykę wysiedleń (i to nie tylko dlatego). Działania zniewolonego już wcześniej litewskiego dyplomaty mające na celu rozwiązanie problemu okazały się nieskuteczne. Podobnie jak poprzednie działania mowy litewskiego MSZ, które było jeszcze wolne, ale już z ograniczoną suwerennością, w sprawie wypędzenia Żydów z Suwalszczyzny na Litwę. Proces wysiedlania został „orzeczony” i nie było siły, aby go zatrzymać. Miejscowi Litwini byli osłabiani przez frustrację i apatię, a niemiecka przemoc i groźby przyniosły rezultaty. K. Škirpa tak oceniał te sprawy: Niestety, okazało się, że wysiedlenie Litwinów z Trójkąta Suwalskiego, nawet przy okazji rzekomej repatriacji, nie było przypadkiem, ale realizacją niemieckiej ekspansji zgodnie z brutalną tezą narodowego socjalizmu: nie po to, by germanizować słabsze narody, ale by pozbawić je ich ziemi i zaludnić ją czystymi Niemcami. Ten niecny plan przeciwko Litwinom w Trójkącie Suwalskim (a także na Litwie Mniejszej, a po zajęciu Litwy, w niektórych jej rejonach – B. M.) ujawnił dr. J. Jurkūnasowi, mojemu byłemu osobistemu sekretarzowi, sam niemiecki komisarz Suwalszczyzny von Amonn. Jurkunas, który sam pochodzi z rejonu puńskiego (a dokładniej okolic Smolan – B. M.), pojechał tam i udał się do Amonna, aby wstawić się za niektórymi rolnikami ze swojego regionu, sąsiadami swojej ojczyzny. Wskazując ręką na nowy plan miasta Suwałki zaprojektowany przez Niemców, von Amonn nie wahał się i wyłożył Jurkunasowi: w Suwałkach było wiele domów, ale żaden z nich nie miał już właściciela. Większość dawnych właścicieli, choć nadal mieszkają w tym samym domu, płaci za niego czynsz Niemcom. To samo mówi się o całym Trójkącie Suwalskim. Cała jego ziemia nie należy już do rolników. Rządzą nią tylko tymczasowo i po pewnym czasie będą musieli opuścić tę ziemię. Kiedy Jurkūnas zwrócił uwagę na to, że Litwinów nie można porównywać do Polaków, przez których długo cierpieli i którzy zachowują przyjazne stosunki wobec Niemiec, von Amonn odpowiedział, że to rzekomo nie zmienia sytuacji. Nie było tu żadnej pomyłki ani nieporozumienia. Wszystko to miało być realizowane zgodnie z ustalonym planem (Hermanna Wilhelma – B. M.) Goeringa. Ponadto von Amonn przypomniał narodowosocjalistyczny program Hitlera i jego cele. To wszystko trzeba wcielić w życie. Największym błędem polityki niemieckiej było to, że w przeszłości oczekiwano germanizacji ziem przygranicznych poprzez wysyłanie tam niemieckich urzędników i innych intelektualistów. Wyniki są teraz widoczne. To się więcej nie powtórzy. Aby uczynić kraj czysto niemieckim, rzekomo konieczne było wysyłać do obszarów nieniemieckich nie urzędników i osiedlać tam kilku intelektualistów oraz rzemieślników wśród miejscowej ludności, ale wręcz przeciwnie, trzeba było oczyścić te tereny z mieszkańców o nieniemieckiej krwi i zasiedlić je swoimi ludźmi (Niemcami). Tylko wtedy można się było uwolnić od obcej krwi. Rewelacje komisarza von Amonna dla dr Jurkūnasa oraz jęki Litwinów z Trójkąta Suwalskiego i Okręgu Kłajpedzkiego w formie „repatriacji”, przekonywały o tym, co grozi narodowi litewskiemu ze strony hitlerowskich Niemiec, jeśli zajmą Litwę. W ten sposób, jak już wspomniałem, kierownictwo LAF (Litewskiego Frontu Aktywistów) stanęło przed kardynalnym pytaniem, czy w świetle tego wszystkiego nie zawrócić, to znaczy czy kontynuowanie wysiłków przygotowawczych do powstania narodowego byłoby sensowne, jeśli ze strony niemieckich nazistów grozi mu nie mniejsze zagrożenie niż to, którego już doznało ze strony radzieckich okupantów. W celu rozwiązania tego problemu 20 lutego zwołano tajne posiedzenie Rady LAF. Po dokładnym rozważeniu sprawy, na wniosek p. R. (Rapolasa – B. M.) Skipitisa postanowiono: 1) Nie przerywać zawiązanego z Niemcami węzła politycznego, a nawet kontynuować go, jeśli tylko sami Niemcy go nie zerwą; 2) Nie wstrzymywać działalności LAF, ale rozszerzać tajne kontakty z krajem i zachęcać aktywne elementy naszego narodu do dalszej organizacji w celu przywrócenia suwerenności państwowej Litwy drogą powstania narodowego, gdy tylko nadejdzie decydujący moment; 3) Doradzić Litwinom z Trójkąta Suwalskiego, aby za wszelką cenę nie przeprowadzali dobrowolnej ewakuacji na teren okupowanej przez Sowietów Litwy i trzymali się swoich gospodarstw do ostatnich sił, przyczyniając się w ten sposób do naszej narodowej świętej walki o ziemię ojczystą; to odpowiadało zasadzie sformułowanej przez jednego z pokrzywdzonych z tego regionu: „jeśli grozi wywózka, lepiej, żeby powiesili, ale samemu za wszelką cenę nie wyjechać”. Jakkolwiek niezwykle bolesne było patrzeć, jak hitlerowskie Niemcy niszczyły peryferie Litwy, które przypadkowo oderwały się od ogólnego ciała Litwy, nie można było poddać się tym uczuciom: uratowanie tego właśnie ciała z rąk rosyjskiego czerwonego terroru w pierwszym szeregu było sprawą jeszcze ważniejszą, mając nadzieję, że być może będziemy mieli okoliczności, aby uratować także litewskie peryferie tego ciała. [fn: Ibidem, s. 215–216.] Nawiasem mówiąc, jak stwierdził sam K. Škirpa, w tamtym czasie nie można było zrobić nic innego bez interwencji dyplomatycznej. Należy w tym miejscu podkreślić, że podobnie bolesne działania miały miejsce w okupowanej przez Niemcy i ZSRR Polsce, na jej zachodnim terytorium, w stosunku do tamtejszych Polaków. Byli oni przewożeni przez niemieckie organy specjalne do centrum Polski lub na tereny wschodnie, wywłaszczając ich mienie, a w ich miejsce sprowadzano Niemców, głównie z krajów bałtyckich. Jeszcze cięższy los spotkał Żydów tego kraju, wobec których wówczas zastosowano metodę brutalnej ekspulsji na Wschód. Następnie nastąpiło jeszcze bardziej okrutne „ostateczne rozwiązanie” (sic!). A wszystko zaczęło się – przypomnijmy, bo wielu konsekwentnie nie chce o tym wiedzieć i słyszeć – od zbrodniczych paktów ZSRR i Trzeciej Rzeszy dotyczących okupacji państw europejskich, segregacji ich narodów i przesiedleń. W grudniu 1940 r. i styczniu następnego roku Litwini znaleźli się w szczególnie trudnej sytuacji, m.in. dlatego, że Litwa była już zniewolona, a w ostatnich latach swojego istnienia dawała im nadzieję i wsparcie (choć niewystarczające, to jednak znaczące w ówczesnych okolicznościach). Tymczasem sytuacja III Rzeszy była „komfortowa”, bo nie trzeba było próbować usprawiedliwiać jej działań przeciwko „LSRR” nawet pro forma. Partnerem Niemiec był wówczas Związek Radziecki, z którym Niemcy prowadzili negocjacje w sprawie wysiedlenia z terenów przewidzianych w traktacie z 10 stycznia 1941 r. W celu dalszego zastraszenia administracja miejscowych okupantów niemieckich rozpoczęła kolejną akcję – uciekła się do jak najszybszego deportowania najsłynniejszych litewskich chłopów w głąb Rzeszy. Jako pierwszych deportowano Jonasa Dapkevičiusa z Żegar (gmina Berżniki) i Jonasa Grigutisa z Łowoci (gmina Zaboryszki; ale ten, po wyrażeniu zgody na przesiedlenie, nie został deportowany w głąb Niemiec) oraz Antanasa Stoskeliūnasa z Kompoci (gmina Sejwy) wraz z rodzinami. Zintensyfikowana kampania zastraszania, nowe fale aresztowań i przydzielanie rolnikom dodatkowych, bezsensownych prac – tak potraktowano tych, którzy nie zgłosili się do 18 stycznia 1941 roku w utworzonych biurach przesiedleń. Na pytanie o powód represji odpowiadano: „Podpiszcie zgodę na wyjazd, a będziecie wolni”. Po represjach i zastraszaniu, deportacjach do obozów koncentracyjnych, rozstrzeliwaniu razem z Żydami, uciekano się do innej metody nacisku. Mające środki rodziny, które się opierały, w styczniu i lutym 1941 roku zaczęto osiedlać u wyznaczonych, często gorzej sytuowanych sąsiadów. To nie tylko pogarszało warunki życia, ale i skłócało ludzi. A w opustoszałych gospodarstwach osadzano Niemców i miejscowych folksdojczów, najczęściej z Prus Wschodnich. Z wcześniej wymienionych przyczyn opór kandydatów do wysiedlenia słabł. Coraz więcej osób podpisywało wymagane „dokumenty”. Część wahała się, a bardziej uparci dalej cierpliwie znosili represje. Ci, którzy podpisali je w takich warunkach, szybko doświadczyli innych nieprzyjemnych rzeczy. Na majątek takiego właściciela przybywała mieszana grupa sowiecka i niemiecka i sporządzano spis pozostawionego mienia. Na początku okupacji niemieckiej odebrane zostały dokumenty tożsamości III Rzeszy i stali się oni jedynie „numerami statystycznymi”. Nie dotyczyło to Niemców wysiedlanych z Litwy. Zapewniono im (tym, którzy ich nie posiadali) dokumenty obywatelstwa niemieckiego. Na wywóz zwierząt trzeba było uzyskać pisemną zgodę urzędu, a tych niechętnie udzielano, ponieważ Niemcom zależało na zatrzymaniu jak największej ilości żywego inwentarza. Pięć dni przed wyjazdem przeznaczone do zabrania rzeczy miały być spakowane w skrzynie oraz odpowiednie formularze miały być wypełnione. Każda wywożona rzecz musiała być oznaczona numerem przesiedleńca. Trzeba było to zrobić samemu. Brakowało odpowiednich materiałów do pakowania, a wymagano standardowego opakowania. Łatwo sobie wyobrazić, jak czuli się ludzie, gdy musieli spakować wszystkie swoje rzeczy do jednego 50-kilogramowego bagażu podróżnego. Próbowano przekupić Niemców, ale grożono im za to więzieniem lub po prostu rozstrzelaniem. Tymczasem Sowieci ignorowali transport większych ilości zboża lub mięsa, jeśli otrzymali od Niemca pewną łapówkę odpowiadającą wartości ładunku. Drobni rolnicy i bezrolni ludzie często wyjeżdżali w nieznane bez żadnego majątku, licząc na „lepsze jutro”, jeśli spełnią się obietnice sowieckich agentów. 24 marca 1941 r. przybył ostatni transport przesiedleńców z Kłajpedy do Tauróg. Według danych Nastaziji Kairiūkštytė z obwodów kłajpedzkiego i suwalskiego na Litwę przewieziono 4034 rodziny i 2086 osób, łącznie 20837 osób. Wśród nich 11845 Litwinów (5788 z Suwalszczyzny i 6167 z Kłajpedy), 8882 Rosjan staroobrzędowców, 45 Białorusinów, 65 osób innych narodowości; 16967 chłopów, 3755 robotników, 66 inteligencji i 49 bez określonego zawodu. Większość (66%) przesiedlonych została przewieziona pociągiem. Reszta znajdowała się w ciężarówkach, zaprzęgach konnych, kilka grup pieszych i pojedyncze osoby na rowerach. Największą liczbę (87%) przerzucono na przełomie lutego i marca 1941 r. Dla litewskiej mniejszości narodowej na Suwalszczyźnie i Kłajpedczyźnie, a także dla prawosławnych na Suwalszczyźnie było to równoznaczne z czystką etniczną o głębokich konsekwencjach. Przez siedem punktów granicznych do 23 marca 1941 r. Litwę opuściły 50 054 osoby, które zarejestrowały się jako Niemcy. W ich szeregach znalazło się także blisko dwadzieścia tysięcy nie-Niemców, ale rodzin mieszanych narodowościowo, uciekających przed prześladowaniami ze strony struktur okupacyjnych ZSRR, lub Litwinów, którzy wyprowadzili się z innych powodów. 49 300 przesiedleńców skierowano do tymczasowych obozów redystrybucyjnych: 10 000 do Meklemburgii – 11,5 tys. na wybrzeże polskie 4,5 tys. do Prus Wschodnich – 23,3 tys. do rejonu Warty. Od przesiedleń z Litwy, w przeciwieństwie do poprzednich z Estonii i Łotwy, nie oczekiwano komfortu. Przez kilka miesięcy, gdy rozstrzygała się kwestia ich przyszłego losu, 367 specjalnie przydzielonych oficerów niemieckich, głównie z VoMi (SS-Hauptamt Volksdeutsche Mittelstelle), sprawdzało ich przydatność do reprezentowania walki o „niemiecką przestrzeń życiową na Wschodzie”. Taką kategorię („O”) otrzymało 55,8% (28 131) osób, natomiast 43,7% (21 998) przesiedleńców z Litwy skierowano do Starej Rzeszy. Wszyscy, którzy zostali przeniesieni z „Niemiec” na okupowaną Litwę, otrzymywali jednorazowy zasiłek – po 80 rubli dla dorosłych i 40 rubli dla nieletnich. Większość z nich zakwaterowana była w Mariampolu, Wyłkowyszkach, Rosieniach, Szawlach, Szakach, Taurogach, Kownie, a nawet w odległym powiecie poniewieskim. Rolnicy zazwyczaj otrzymywali ziemię pozostawioną przez Niemców. Średnio przeznaczano na ten cel około 7 hektarów. Zdarzały się jednak przypadki, że rolnicy przed wyprowadzką posiadali 30 hektarów lub więcej ziemi, a tutaj dostawali tylko dach nad głową, bez ziemi i obiecanego wcześniej dodatkowego inwentarza. Unikano osiedlania przybyłych z „Niemiec” na pograniczu, gdzie znajdowało się wiele opuszczonych gospodarstw niemieckich. Co więcej, wysiedlono stamtąd również miejscowych mieszkańców, których należało zakwaterować w nowych miejscach. Część Niemców przeznaczono do celów armii okupacyjnej. Ogólnie rzecz biorąc, co nie jest zaskoczeniem, najgorzej przyjmowani byli zamożni rolnicy. Bezrolni również nie zawsze otrzymywali wymarzoną ziemię. Musieli sami znaleźć mieszkanie i źródło utrzymania. Niektórzy z nich, szybko sprzedawszy wszystkie posiadane rzeczy, planowali powrót. Niestety, takiej możliwości nie było. W opuszczonych przez Niemców gospodarstwach, a także znacjonalizowanych majątkach ziemskich, mieszka zwykle kilka rodzin. W ten sposób, rzekomo przypadkowo, próbowano ich włączyć do systemu „kolektywnego” zarządzania, przyzwyczajać do zmian, które miały nastąpić – tworzenia kołchozów. Przybyłym do „sowieckiego raju” przyszło zmierzyć się z kolejną niespodzianką. Za przekazane mienie należało się rozliczać, jak pisze badacz problemu prof. Gintaras Surgailis. (O obiecywanych przed wysiedleniem kompensacjach teraz nawet nie było mowy. Był to propagandowy trik komisji wysiedleńczych.) Za budynki mieszkalne spłatę przewidziano w ciągu 8 lat, zaczynając po pierwszym roku. Za pożyczkę udzieloną na zakup zboża – w ciągu 3 lat. Za bydło – w ciągu 7 lat, zaczynając od trzeciego roku. Inwentarz rolniczy i przedmioty gospodarstwa domowego również były kredytowane według obowiązujących stawek. Zatem zamiast obiecywanych kompensat za majątek pozostawiony na miejscu (wyceniany przez Niemców na 50 mln reichsmarek) przyszło się zadłużać, aby zapewnić sobie utrzymanie. Część przesiedleńców została osiedlona tymczasowo, więc czekała ich dalsza wędrówka. Przesiedleni, jak wynika z wielu relacji, czuli się jakby sprzedali swój los, byli zagubieni i niepewni jutra. Dodatkową barierę psychologiczną między nimi a miejscowymi mieszkańcami Litwy stanowił fakt, że ci zaczęli podejrzewać przybyszów o kolaborację z Sowietami. Początkowo bowiem żaden z miejscowych rolników nie miał najmniejszego pojęcia, w jakim celu i w jaki sposób zostali tu przesiedleni. Wszystkie dokumenty związane ze sprawami przesiedleńców były tajne i niedostępne nawet dla badaczy do końca dziewiątej dekady XX wieku. Sowiecki aparat bezpieczeństwa przejął kontrolę nad nastrojami, kontaktami i korespondencją przybyłych. Ponad dwieście osób obserwowanych trafiło do „łagrów reedukacyjnych”. Miejscowi mieszkańcy najczęściej wierzyli w bańkę sowieckiej administracji i mediów, że przesiedlenie było „dobrowolne” i odbywało się na zasadach „repatriacji”. A ci, którzy z góry uwierzyli w obiecywane „lepsze jutro”, szybko się rozczarowali. Jak pokazują późniejsze relacje, przesiedlonych nieustannie dręczyła myśl, kiedy będą mogli wrócić do swoich domów (i czy w ogóle kiedykolwiek tam wrócą). Zdecydowana większość zaraziła się poczuciem niepewności, ale i tlącą się nadzieję na powrót do ojczyzny za wszelką cenę, tak jak ptaki wracają do swoich gniazd, zniechęcone niewdzięcznymi warunkami i doświadczając strat. Stali się parobkami na „ziemi niczyjej”, a ściślej mówiąc, należącej do nowego okupanta i eksploatowanej przez niego Litwie. Pod kontrolą często bezduszną biurokracji. Tymczasem najwytrwalsi Litwini, którzy oparli się pierwszej fali wysiedleń na Suwalszczyźnie, zmagali się z trudnościami okupacji niemieckiej. W ich sąsiedztwie w gospodarstwach wysiedlonych osiedlali się Niemcy i polscy Folksdojcze lub wysiedleni z gospodarstw zabranych na potrzeby budowanego pod Suwałkami lotniska. Osiedlili się, ich zdaniem, na ziemi „niczyjej”. Ich sytuacja była jednak również niejasna, ponieważ nie otrzymali oni żadnych aktów własności ani innych dokumentów poza skierowaniem na pobyt. Wojna III Rzeszy z ZSRR, która rozpoczęła się 22 czerwca 1941 r., zapowiadała jeszcze bardziej bolesne konsekwencje. Zastanówmy się pokrótce nad dalszymi losami wysiedlonych Litwinów z Suwalszczyzny. Na początku 1942 r. Niemcy, którzy wcześniej zostali wypędzeni z Litwy, zaczęli wracać do swoich gospodarstw na Litwie. Oczywiście, nie wszyscy. Specjalne Centralne Biuro Emigracyjne podzieliło byłych repatriantów na kilka kategorii. Tylko połowie z nich udało się wrócić na Litwę. Inni prawdopodobnie nie spełniali najwyższych nazistowskich wymogów zaufania do kampanii kolonizacyjnej. „Prawdziwych Aryjczyków” zaczęto wysyłać na okupowaną przez Rzeszę Litwę w celu rozbudowy niemieckiego „lebensraum”. W drugiej połowie lipca 1942 r. niemiecka administracja okupacyjna, w celu zwrócenia Niemcom ich starych gospodarstw rolnych i kontynuowania kolonizacyjnej „przestrzeni niemieckiej” w kierunku Rygi (Himmler planował to zadanie od 25 lat), ogłosiła ponowne przesiedlenie wysiedlonych Litwinów w inne miejsca w głębi Litwy. W tym celu umyślnie stosowano podstęp. Powracający z III Rzeszy Niemcy musieli więc osiedlić się przede wszystkim na odcinku zachodnim, który planowano przyłączyć do Prus Wschodnich (celem było utworzenie odcinka ściśle zamieszkałego przez Niemców). Tymczasem Litwini zaczęli być przemieszczani na wschód, zwłaszcza na Wileńszczyznę, gdzie mieszkała znaczna część Polaków, a ci zostali wypędzeni ze swoich gospodarstw na rozkaz Niemców. Niemiecki plan zakładał, że najpierw należy postawić Polaków w niekorzystnej sytuacji poprzez wyrzucenie ich przez administrację litewską, aby wtedy doszło do konfliktu między Polakami i Litwini zostaliby sprowadzeni do ich gospodarstw. W związku z tym wiele litewskich rodzin, które skierowano na Wileńszczyznę, stanęło przed podwójnym zagrożeniem: poczuciem niepewności co do jutra i niezasłużonego konfliktu z ludnością polską. Tymczasem wysiedleni Polacy, w setkach przypadków nagle wypędzeni ze swoich gospodarstw, mieli przed oczami albo smutną perspektywę wywiezienia na roboty do Rzeszy, albo – w wyjątkowo sprzyjających okolicznościach – dojścia do porozumienia na zasadzie wzajemnego zrozumienia z Litwinami i zamieszkania we wspólnym (do niedawna własnym) gospodarstwie. Polska Armia Krajowa (AK) wykorzystała tę sytuację do represji wobec Litwinów na Wileńszczyźnie oraz do realizacji swoich celów politycznych na terytorium Litwy. Ogłoszona w 1942 r. i trwająca do wiosny 1943 r. niemiecka akcja przesiedleńcza na Litwę rozszerzyła zasięg konfliktu między Polakami i Litwinami w tym kraju. Tymczasem wysiedleni z „Rzeszy” Litwini, tracąc z powodu przesiedleń i złych warunków bytowych resztki majątku, pod koniec 1943 r., częściowo także prześladowani przez polskie podziemie zbrojne, zaczęli opuszczać przydzielone im polskie gospodarstwa. Ich los stawał się niemal beznadziejny. Wielu z nich przeszło przez trudne próby, próbując dostać się do ojczyzny. Gdy latem 1944 r. Front Armii Czerwonej ruszył na zachód, podążając za nim potajemnie, wraz z tymi, którym udało się przemieścić z innych części Litwy, dotarli do rodzinnej Suwalszczyzny. Ku swemu zdziwieniu zastał tu zupełnie odmienioną sytuację. Na tym terenie działała już nowa administracja i nowy polski rząd „ludowy”. De facto z innych powodów niż przedwojenne zamierzał ona również pełnić rolę „obrońców polskości” na Suwalszczyźnie. Nowi komunistyczni urzędnicy powiatu odmówili osobom powracającym prawa do obywatelstwa polskiego, interpretując fakt przesiedlenia dokonany przez Niemców na ich niekorzyść (jako „dobrowolne zrzeczenie się obywatelstwa polskiego”). Na powracających wywierano różnego rodzaju wpływ fizyczny i psychiczny inspirowany przez administrację powiatową i instytucje Bezpieczeństwa Publicznego w powiecie, aby zmusić ich do powrotu na okupowaną Litwę. Część gospodarstw zajmowali urzędnicy nowej administracji. Nawet gdy sądy starały się rozstrzygać sprawy o odzyskanie mienia w sposób bezstronny, nie było łatwo tego wdrożyć. Najbardziej bolesnym przykładem jest historia Jonasa Nevulisa ze wsi Burbiszki, który po długich i wyczerpujących staraniach musiał odkupić swoje gospodarstwo od sołtysa gminy, który był właścicielem jego gospodarstwa. Ostatecznie tylko trzem tysiącom najwytrwalszych, po ciężkich próbach udało się ponownie zadomowić w rodzinnych gospodarstwach. Około trzy tysiące nie wytrzymało prześladowań, nie mając nadziei na odzyskanie swoich domostw powrócili przez zieloną granicę, by budować swoje dalsze życie na okupowanej Litwie. Gdy rozeszła się wieść o represjach powracających przez polską administrację i szczelnym zamknięciu granicy z Polską, niektórzy nawet nie próbowali wracać do ojczyzny. W kilku punktach przedstawiliśmy trudne do zrozumienia dla współczesnego pokolenia procesy dehumanizacji, które w połowie XX wieku dotkliwie dotknęły państwa i narody, które znalazły się w polu imperialnych interesów dwóch totalitarnych reżimów – nazistowskiego i komunistycznego – między innymi nasz ojczysty region i jego mieszkańców. Źródła i literatura 1. Burauskaitė, Onutė. 1997. Suvalkų krašto lietuvių trėmimas. Punskas: „Aušros” leidykla. 2. Kietliński, M., Śleszyński, W. (redaktoriai). 2004. Repatriacje i migracje ludności pogranicza w XX wieku. Stan badań oraz źródła do dziejów pogranicza polsko-litewsko-białoruskiego. Białystok. 3. Kroeger, E. 1967. Der Auszug aus der alte Heimat. Die Umsiedlung der Baltendeutschen. Tübingen. 4. Loeber, D. 1972. Diktierte Option. Die Umsiedlung der Deutsch-Balten aus Estland und Lettland 1939–1941. Dokumentation. Neumünster. 5. Łossowski, Piotr (bendr. Bronius Makauskas; moksl. red. Andrzej Koryn). 2005. Kraje bałtyckie w latach przełomu 1934–1944. Warszawa–Sejny: IH PAN, Fundacja Pogranicze. 6. „Molotovo-Ribentropo pakto pasekmės”. 1997 m. rugpjūčio 22–23 d. konferencija Marijampolėje. Medžiaga. Vilnius, 1998. 7. Topij, Andrzej. „Niemiecko-estoński i niemiecko-łotewski układ o przesiedleniu Niemców bałtyckich (1939 rok)”, in: Studia z Dziejów Rosji i Europy Środkowo-Wschodniej, t. 53, nr. 1. Warszawa: IH PAN, 2018.