Bronius Makauskas Problemy legalizacji języka litewskiego w diecezji sejneńskiej. Z perspektywy historycznej Litewskie próby odzyskania lub usankcjonowania praw językowych w praktyce religijnej są w historiografii polskiej, a także litewskiej, nazywane po prostu konfliktem. Zastanówmy się, czy słusznie. Sądziłbym, że określenie to – podobnie jak wiele innych w naszej historiografii – zostało przejęte od sąsiadów bez głębszej refleksji. „Konflikt” jest terminem bardzo wygodnym do zniwelowania istoty problemu. Jednak nie o tym chciałbym mówić. Nasz język we wspólnej Rzeczypospolitej, a później w niewoli carskiej Rosji, był jeszcze silniej wypychany z przestrzeni publicznej. W mrokach XIX wieku litewskość, a więc przede wszystkim język, znalazła się na krawędzi zagłady. I nie sądzę, by był to tylko termin literacki. Nie tylko w programach typu „Duokim garo!” słowa takie jak „žalnierėlis”, „strielčiukas”, „nedatulnas”, „gatūnkas” i wiele innych zapożyczeń z języka polskiego są już uznawane przez propagatorów naszej kultury za litewskie „etnograficzne koraliki”. Pokazuje to, jak głęboko zubożyliśmy własny język i że wciąż nie w pełni wyzwoliliśmy się z tego ubóstwa. To powszechne zjawisko jako bolączkę obnażał Simonas Daukantas i inni oświeceni działacze. Polacy, których język również był nasycony terminami niemieckimi, oczyścili go z nich, pozostawiając jedynie te, które stały się jego integralną częścią (np. hebel, dach, furman). Jednak Polacy nie eksponują ich w audycjach folklorystycznych, lecz poszukują i prezentują autentyczne, stare słowiańskie, dawno nieużywane i zapomniane słowa, nazywając je skarbcem własnego języka. Dlaczego nasza wieś, nie mówiąc już o miastach, tak bardzo nasyciła się obcymi wpływami? Zarówno w dawnej Rzeczypospolitej (łacina, polski), jak i w carskiej Rosji (rosyjski), języki te były postrzegane jako przynależne najwyższym warstwom społecznym; po łacinie stały się językami awansu. W tym czasie język litewski trwał jedynie na wsiach, w małych miasteczkach, w środowisku uciskanych chłopów pańszczyźnianych – choć na Żmudzi zachował się także wśród zamożniejszych mieszkańców. Nie tylko Polacy, ale i osoby polskojęzyczne spodziewały się, że Litwini, pamiętając czasy Rzeczypospolitej Obojga Narodów, ostatecznie przejmą ich język. Postawę tę pogłębiał brak litewskiego słowa drukowanego (szczególnie w diecezjach wileńskiej i sejneńskiej) oraz ogromny wpływ litewskiego duchowieństwa, wykazującego skłonność do wygłaszania kazań po polsku, a także porządek nabożeństw dyskryminujący Litwinów w diecezjach wileńskiej i sejneńskiej. Z kolei władza carska, tłumiąc polskie dążenia niepodległościowe, stymulowała rusyfikację. Tak czy inaczej, zarówno Polacy, jak i Rosjanie nie mieli wątpliwości, że litewski etnos z czasem przejmie zajmujący wyższą pozycję język rosyjski lub polski, ich kulturę i ostatecznie polityczną tożsamość. Fundamenty pod opór wobec tego procesu położył Simonas Daukantas (1793–1864) – litewski historyk i pisarz, nazywany czasem „litewskim Herodotem” – oraz kontynuator jego dzieła Motiejus Valančius (Maciej Wołonczewski), biskup żmudzki (1801–1875), luminarz (wspierający ruch nielegalnych kolporterów książek), pisarz, historyk, organizator ruchu trzeźwości i doktor teologii. Ich idee i działalność pojawiły się w odpowiednim czasie, stając się bodźcem do żądania nabożeństw (początkowo dodatkowych) w języku litewskim. Domagano się ich w diecezjach wileńskiej i sejneńskiej na początku XIX wieku, a proces ten trwał aż do wieku XX. Oznaczał on budzenie się świadomości Litwinów (przełom inteligencji pochodzenia chłopskiego) oraz wynikającą z tego zmianę w relacjach polsko-litewskich. Jednak o tym, że sami Litwini mogą stać się narodem politycznym i dążyć do własnej państwowości, można było wówczas jedynie nieśmiało marzyć. Zwłaszcza gdy przyszło nam mierzyć się nie tylko z rosyjskim imperializmem, ale i z polskim szowinizmem, który zagrodził drogę językowi litewskiemu nie tylko w życiu publicznym, ale i religijnym. Dla zachowania obiektywizmu należy przyznać, że po stronie języka litewskiego i historii stanęło liczne grono polskojęzycznych pisarzy z Litwy, jednak tak bardzo splatali oni jej przeszłość z polskością, że w Warszawie i Poznaniu niemal uwierzono, iż Litwa to Polska – zwłaszcza po przeniesieniu tej tezy na płaszczyznę polityczną i kulturową. Ważnym impulsem do poprawy sytuacji było zniesienie w 1904 roku zakazu druku alfabetem łacińskim. W interesującej nas diecezji istotne zmiany zapowiadało powołanie w 1826 roku Seminarium Duchownego w Sejnach, które miało ułatwić kształcenie kleryków z północnej, czyli litewskiej części diecezji. Co prawda już od powstania diecezji sejneńskiej w 1818 roku reformowano porządek nabożeństw dodatkowych, zwany „językiem ludu wiernych”. Bp Mikołaj J. Manugiewicz (1825–1834) utrzymywał ustalony porządek z wyraźną dominacją języka polskiego, a bp Paweł Straszyński (1836–1847) nie stronił od wysyłania do wielu litewskich parafii księży nieznających języka litewskiego, mimo że zarówno w seminarium sejneńskim, jak i w diecezji wśród księży, wykładowców i seminarzystów było wielu Litwinów, którzy mogli te miejsca z łatwością obsadzić. Prawdą jest jednak, że nasz język prezentował się wówczas jeszcze bardzo słabo. Nominacje przyznawano po potwierdzeniu znajomości języka polskiego oraz obrzędów dodatkowych (językiem głównym była łacina). Przykładowo w 1837 roku w dekanacie Łoździeje funkcjonowała tylko jedna parafia – Mirosław – w której sprawowano litewskie nabożeństwa i wygłaszano mieszane kazania, a raz w miesiącu odbywały się litewskie śpiewy. Do lat 70. XIX wieku litewscy wykładowcy, księża i klerycy w diecezji, włączając w to seminarium, używali języków polskiego i rosyjskiego. Publikacje litewskie były zakazane, a osoby czytające je potajemnie – prześladowane. Język ojczysty krzewiono poprzez nielegalne kółka samokształceniowe. Ankieta dotycząca używania języków w praktyce religijnej, rozesłana do proboszczów w 1873 roku, świadczy o narastających już wówczas kontrowersjach między Litwinami a Polakami. Wraz z edukacją coraz liczniejszej grupy osób pochodzenia ludowego rosła litewska świadomość narodowa. Seminarium Duchowne w Sejnach oraz Gimnazjum w Mariampolu stały się jednymi z najważniejszych ośrodków litewskiego odrodzenia narodowego. W drugiej połowie XIX wieku kwestia języka litewskiego w praktyce religijnej stała się kluczowym problemem ruchu narodowego. „Aušra”, „Varpas” i inne periodyki sformułowały program narodowy, w którym walka o własny język i literaturę była priorytetem. Po zakazie litewskiej prasy w alfabecie łacińskim, wiele wydawnictw przemycano do guberni suwalskiej z Prus (Litwy Mniejszej). W seminarium sejneńskim od 1881 roku działały tajne organizacje, stowarzyszenia i kółka litewskich kleryków wzmacniające narodową tożsamość; coraz częściej w parafiach pracowali księża wychowani w duchu litewskim. Polacy w parafiach, w których stanowili choćby niewielką grupę, nie chcieli utracić dominacji, co prowadziło do różnego rodzaju sporów: od pisemnych skarg do biskupów po krwawe zamieszki. Jedna z pierwszych waśni o porządek nabożeństw i język w diecezji sejneńskiej wybuchła w 1881 roku w miejscowości Wisztyniec. Grupa wiernych uważających się za Polaków napisała skargę do biskupa, twierdząc, że w miejscowości mówi się po polsku, litewskiego się nie rozumie, natomiast okoliczni Litwini – stanowiący większość – rozumieją język polski. Argumentowano, że w jedną niedzielę kazania wygłaszano po polsku, w drugą po litewsku. Nowy proboszcz nie głosi kazań po polsku, wprowadził litewskie śpiewy i katechizację prowadzi po litewsku. Bp Piotr Paweł Wierzbowski (1872–1893) zmusił proboszcza do ustępstw, a wikariusza, który wprowadził nowe porządki, przeniósł do innej parafii. Polakom nie podobało się budzenie litewskiej świadomości. Zaczęli dyskredytować próby upublicznienia i usankcjonowania języka litewskiego, nazywając je „litwomanią” i „rosyjską intrygą”. Sytuacja ta mocno zaszkodziła wizerunkowi wspólnej Rzeczypospolitej oraz wzajemnym relacjom kulturowym i politycznym. Do tego błędu w wielu przypadkach nie chcą się przyznać do dziś, nazywając Litwinów „zbłąkanymi”. Inną drogę w zakresie rozwiązań kulturowych i politycznych wybrali nasi północni sąsiedzi – Szwedzi i Finowie. Dominujący przez długi czas Szwedzi nie tylko nie sprzeciwiali się odradzającemu się językowi i kulturze fińskiej, ale wspierali je i udzielali im pomocy. Szwed Carl Gustaf Mannerheim został nawet regentem krótkotrwałego Królestwa Finlandii, bohaterem fińskich walk o niepodległość, marszałkiem tamtejszej armii i bohaterem narodowym Finów. Finowie nie doznali od swoich sąsiadów upokorzenia z powodu odrodzenia narodowego. Nie musieli, tak jak my, słuchać pod swoim adresem epitetów o „wykonawcach rosyjskiej intrygi” czy „litwomanach”. Polacy do dziś nie biorą odpowiedzialności za skutki niewypowiedzianej Litwie wojny Józefa Piłsudskiego: oderwanie Wileńszczyzny i Sejneńszczyzny oraz prześladowanie języka i kultury litewskiej na okupowanych terytoriach. W litewskiej polityce i pracach historyków tematyka ta zanika, często ustępując miejsca propagowaniu tez dominujących w Polsce, podawanych jako „akcenty przyjacielskie”. Według spisu ludności z 1897 roku, w interesującym nas powiecie sejneńskim Litwini stanowili 60%, a Polacy 23%. W skład diecezji wchodziła gubernia suwalska oraz w przybliżeniu połowa guberni łomżyńskiej. Przybyły do Sejn w 1897 roku bp Antoni Baranowski (Antanas Baranauskas) zastał złożoną sytuację. W diecezji sejneńskiej (augustowskiej) intensyfikował się wówczas litewski ruch narodowy i kulturalny. Nowy biskup sejneński i zarazem pierwszy Litwin, Antoni Baranowski, dekretem z 1898 roku zarządził, aby katolicy obu narodów mieli nabożeństwa w swoich językach: Litwini przed południem, a Polacy po południu. Rozporządzenie to również stało się powodem skarg, a jego realizacja zależała od świadomości i charakteru proboszczów. Biskup Antoni Baranowski podczas ingresu przełamał monopol języka polskiego w katedrze sejneńskiej. Wzmacniał litewskość, umiejętnie rozszerzając prawa językowe w życiu religijnym litewskich świeckich i duchownych, kształtował pryncypialność poprzez elementy katechizacji i edukacji. Dla biskupa-lingwisty sytuacja języka litewskiego i jego normowanie były jednym z najważniejszych zadań w procesie duszpasterskim. Przygotowywał i kolportował wśród księży litewskie kazania, tłumaczył i tworzył pieśni, przekładał Pismo Święte. Choć bp Baranowski nie uwolnił się od tradycyjnej praktyki używania języka polskiego w oficjalnych kontaktach z księżmi, trudno byłoby mu udowodnić zdradę litewskości na rzecz polskości. Mając przed oczami główny cel – walkę z rusyfikacją narodu litewskiego i obronę Kościoła katolickiego przed narzucanym administracyjnie prawosławiem – nie uważał za stosowne tolerowanie antagonizmu narodowego między Polakami a Litwinami. Jednocześnie swoimi decyzjami udowadniał, że język litewski w życiu religijnym nie może być obiektem polskiej agresji politycznej (traktowanej jako walka z „litwomanią”). Biskup Baranowski bardzo wyraźnie odróżniał sytuacje, w których język polski był w duszpasterstwie używany zasadnie, od tych, gdzie był on narzucany przez „panów, szlachtę i książąt litewskich, którzy odepchnęli i upodlili język litewski”. Taka postawa biskupa w Sejnach była potępiana przez carską administrację i nie przez wszystkie kręgi katolickie została wówczas – a nawet i teraz – właściwie zrozumiana. Świadczy o tym choćby brak nadania ulicy imienia biskupa Antoniego Baranowskiego czy perypetie związane z budową pomnika pasterza diecezji sejneńskiej. Po śmierci biskupa cięższe brzemię spadło na administratora diecezji, prałata Józefa Antonowicza (rządził 8 lat), z powodu zaostrzonych polsko-litewskich sporów narodowościowych o prawa języka litewskiego w parafiach mieszanych (z przewagą Litwinów). Latem 1904 roku w kościele w miejscowości Berżniki, po przyznaniu Litwinom prawa do śpiewów po litewsku w co drugą niedzielę (od marca), Polacy przez kilka tygodni wszczynali burdy, aż w końcu spróbowali wypchnąć Litwinów ze świątyni. Ci zaczęli się bronić. Doszło do bójki, w której jedna osoba zginęła, a kilka zostało ciężko rannych; splamiona krwią została stuła księdza próbującego uspokoić sytuację. Kościół zamknięto na trzy lata. Sytuacja jednak nie uległa poprawie. Polacy za zamieszki, które sami wywołali, obwinili litewskich księży i administratora Józefa Antonowicza, ponieważ ten zmienił porządek nabożeństw. Przemilczeli fakt, że połowę wiernych w parafii stanowili Litwini, a przez cały XIX wiek posługiwali w niej wyłącznie polscy księża, którzy nie widzieli potrzeby zaspokojenia litewskich próśb, nasilających się od początku XX wieku. Trudna sytuacja panowała w zasadzie w całej litewskiej części diecezji sejneńskiej, w której zamieszkiwała choćby niewielka grupa Polaków. Ci, przyzwyczajeni do dominującej pozycji, za żadną cenę nie chcieli zgodzić się na rozszerzenie praw Litwinów w świątyniach (Wiejsieje, Łoździeje, Kalwaria, Mariampol, Sejny, Puńsk, Olita). Po wielu latach dyskryminacji Litwinów, sama próba zrównania ich praw językowych z prawami Polaków budziła sprzeciw tych ostatnich, którzy dla podkreślenia swej wyższości uciekali się do przemocy. Problem polega na tym, że Polacy, będący w awangardzie kultury chrześcijańskiej od średniowiecza, wciąż wyobrażają sobie siebie jako jej sztandarowych przedstawicieli, podczas gdy my nieustannie i boleśnie doświadczamy, iż nie zgłębili oni istoty chrześcijańskiej miłości braterskiej. Należy przyznać, że światlejsze umysły polskie dostrzegały polityczną i kulturową ewolucję Litwinów, brakowało jednak sił i woli, by proces ten zaakceptować. W czerwcu 1905 roku w Suwałkach zorganizowano spotkanie „dobrej woli” Litwinów i Polaków, podczas którego chciano omówić wydarzenia w Berżnikach oraz szersze kwestie łagodzenia wzajemnych relacji. Spotkaniu przewodniczył hrabia Tomasz Potocki. [fn: Hrabia Tomasz Ludwik Potocki (1860–1912) aktywnie uczestniczył w działalności społecznej. Jako organizator i prezes Suwalskiego Towarzystwa Rolniczego przyczynił się do podniesienia poziomu kultury rolnej w regionie. Założył w Suwałkach prywatną polską szkołę handlową. Pragnąc zyskać zaufanie mieszkańców Litwy, należał do litewskich towarzystw kulturalnych, wydawał broszury rolnicze w języku litewskim.] Tego dnia ustalono wspólne zasady, które miały chronić przed zamieszkami. Zdecydowano, że w parafiach mieszanych Ewangelię należy zawsze czytać w obu językach, a nabożeństwa i kazania powinny odbywać się naprzemiennie po litewsku i polsku, proporcjonalnie do liczby parafian danej narodowości. Przy minimalnej liczbie wiernych danej grupy językowej, kazanie było obowiązkowe raz w miesiącu. Tam, gdzie sytuacja tego wymagała, a fundusze pozwalały, należało dążyć do budowy drugiego kościoła i podziału (rozdzielenia) parafii. Biskup miał znać dwa języki (polski i litewski). W gminach o składzie mieszanym szkoły muszą mieć dwa równoległe oddziały z oboma językami wykładowymi. Zasadę tę miano stosować w szkołach średnich i wyższych. Zrozumiałe jest, że były to jedynie postulaty – próba uspokojenia napiętej atmosfery przez przedstawicieli dobrej woli. Zapewne w duchu tego spotkania, chcąc zakończyć nieustanne utarczki między Litwinami a Polakami, proboszcz Puńska Motiejus Simonaitis w 1908 roku podzielił parafię, oddzielił część polską i uroczyście wyekspediował polskich katolików do kościoła w miejscowości Becejły. Niestety, spokój w Puńsku nie trwał długo. Wielki Sejm Wileński w dniach 4–5 grudnia 1905 roku był niezwykle ważnym wydarzeniem w życiu narodu litewskiego. Najważniejszym akcentem uchwał było żądanie politycznej autonomii Litwy z Sejmem w Wilnie. Imperium Rosyjskie ogłoszono największym wrogiem narodu litewskiego, przeciwko któremu należy zjednoczyć się z innymi narodami uciemiężonymi przez carat. Zażądano również używania języka litewskiego w urzędach gminnych i szkołach. Pod koniec 1905 roku założono wydawnictwo „Šaltinis”, a na początku 1906 roku zaczęto wydawać „Šaltinis” – katolicki tygodnik dla społeczeństwa litewskiego z dodatkami dla dzieci i rolników. Wkrótce w Sejnach zaczęła działać księgarnia „Žiburys”, chór oraz szkoła niedzielna. Towarzystwo „Žiburys” zdołało skupić wielu zdolnych i dobrze wykształconych ludzi. Już jesienią 1908 roku uzyskano pozwolenie na otwarcie w Sejnach litewskiej szkoły początkowej, pierwszej w powiecie sejneńskim. W tym samym roku zaczęto wydawać miesięcznik dla księży „Vadovas”, który wzorem bp. Baranowskiego publikował przykłady kazań, poruszał kwestie teologiczne i dbał o czystość języka litewskiego. Emocje między Litwinami a Polakami rozgorzały na tle wyboru nowego biskupa w Sejnach. Nieprzypadkowo wakat na biskupim tronie trwał 8 lat. Tym razem nie z winy carskiej administracji. Polacy zasypali Watykan mnóstwem listów, w których oczerniali Litwinów, przedstawiając ich jako szowinistów stawiających w praktyce religijnej sprawy narodowe ponad naukę Chrystusa. Posłużono się statystyką: 366 tys. mieszkańców Polaków i 325 tys. Litwinów, a wśród nich 78 księży Polaków i 271 Litwinów. „Gazeta Polska” przedstawiła dysproporcję narodowościową księży jako dowód na faworyzowanie Litwinów. Gazeta „Lietuvos Žinios” rozbiła te polskie argumenty w pył, podkreślając, że przemilczano fakt, iż wszyscy litewscy księża znają język polski – często lepiej niż litewski – i większość z nich posługuje Polakom w południowej części diecezji, nie mając nic wspólnego z Litwinami, podczas gdy Polacy, poza nielicznymi wyjątkami, od wieków służąc Litwinom, języka litewskiego nie znali i nie znają. Watykan miał już najwyraźniej dość napastliwych i niezgodnych z prawdą pism polskich duchownych oraz świeckich Biskupem sejneńskim w 1910 roku mianowano Antoniego Karasia (Antanas Karosas) (1910–1925). Przyszło mu dźwigać wyjątkowo ciężkie brzemię. Pod koniec Wielkiej Wojny, po przywróceniu litewskiej państwowości na części etniczno-historycznego terytorium południowej Suwalszczyzny, bp Karaś założył w Sejnach (1919) Litewskie Seminarium Duchowne. Wkrótce potem, na rozkaz J. Piłsudskiego, po zbrojnym ataku Polaków na Sejny, zlikwidowano litewską działalność i życie organizacyjne. Zamknięto litewskie placówki oświatowe, a kleryków i wykładowców wygnano przez linię frontu w głąb Litwy. Biskup Karaś wraz z najbliższymi współpracownikami, po krótkim wygnaniu do Puńska, został deportowany przez polskich żołnierzy za linię demarkacyjną. W publicystyce i raportach wykonawcy zajęcia Sejn, Tadeusza Katelbacha, bp Karaś był określany mianem „polakożercy”. W rzeczywistości był to spokojny, mądry i sprawiedliwy biskup. Papież Pius XI wysoko ocenił zdolności i zasługi tego hierarchy, nazywając go Sapiens senex – mądrym starcem. Trwające dwa lata krwawe walki oraz zniszczenie litewskiego życia kulturalnego, religijnego i społecznego pozostawiły w tym kraju wiele żalu i traum psychicznych, od których do dziś nie wyzwolili się także gospodarze tych ziem. Najpewniej wciąż czują kompleks, że silne litewskie ognisko kultury można było „pokonać” zaledwie manu militari. Jeszcze więcej krzywd i strat przyniosła okupacja niemiecka oraz wysiedlenie około 70% miejscowych Litwinów w lutym 1941 roku do okupowanej przez ZSRR Litwy. Miejscowi Litwini musieli zostawić niemal cały swój majątek ruchomy i nieruchomy. Ruszali w nieznane, bez perspektyw. Niektórzy potajemnie wracali za frontem do swoich gospodarstw, zazwyczaj zajętych już przez Polaków. Ustrój zmieniono na „dyktaturę proletariatu”, przygotowywano plany i działania mające na celu pozbycie się Litwinów – już raz wygnanych przez Niemców i wracających do swoich domów. Państwo ogłoszono jednonarodowym, polskim. Próbowano Litwinów wygnać z powrotem „tam, skąd przybyli”, stosując represje i zastraszanie. Pojawiły się ofiary, w oczy zaglądał głód i strach, szczególnie w gminie Sejny. Ratunku upatrywano, jak sądzono, w woli Bożej, szukając wsparcia u litewskich księży we własnych parafiach. Latem 1946 roku ustalono granicę między okupowaną Litwą a tak zwaną Polską Rzeczpospolitą Ludową (PRL). Wyłapywano i represjonowano uczestników litewskiego podziemia zbrojnego, którzy przedostali się przez granicę, oraz polskich Litwinów wysiedlonych wcześniej przez Niemców. Przeprowadzano spis osób narodowości niepolskiej w celu „wymiany” ludności. Żądano likwidacji duszpasterstwa litewskiego w dekanacie sejneńskim; sytuacja wydawała się beznadziejna. Ratunku szukano w modlitwach i u posługujących swoich duchowych. W Sejnach proboszczem był wówczas jeszcze prałat Vincentas Astasevičius; w Smolanach od 1910 do 1922 r. Juozas Katilius (1922–1932) oraz w latach 1935–1956 ks. „aušrininkas” Wacław Budrewicz (Vaclovas Budrevičius); w Puńsku proboszczem był kapelan wojskowy ks. mjr Antoni Żewis (Antanas Žievys), odznaczony polskimi orderami wojskowymi. To właśnie u nich szukano pomocy duchowej i materialnej. Jednak potęgowały się represje ze strony pograniczników i polskich struktur bezpieczeństwa. I tak od lata 1946 roku, broniąc podstawowych praw człowieka oraz religijno-językowych, trzeba było ścierać się z władzą krzewiącą ideologię ateistyczną, jej aparatem represji oraz zarządcami diecezji łomżyńskiej i dekanatu sejneńskiego, którzy nie wykazywali zrozumienia dla swoich współbraci w wierze mówiących innym językiem. Po śmierci proboszcza V. Astasevičiusa (1946) oraz zgonie w niewyjaśnionych okolicznościach proboszcza Puńska A. Żewisa (1949), proszono o przywrócenie porządku litewskiej opieki duszpasterskiej. W Puńsku i Smolanach sytuacja, choć z trudem, niekiedy zmieniała się na lepsze, natomiast Litwinom z parafii sejneńskiej nie pozwolono na korzystanie z praw religijnych w języku ojczystym. Musieli oni znosić uporczywe gnębienie, łamanie praw, a nawet groźby z podtekstem politycznym i upokorzenia kulturowe ze strony trzech biskupów łomżyńskich: Stanisława Kostki Łukomskiego (1926–1948, sekr. gen. Episkopatu Polski), Czesława Falkowskiego (1949–1969, rektor USB w Wilnie; konsekrowany w Białymstoku przez abp. R. Jałbrzykowskiego) i Mikołaja Sasinowskiego (1970–1982, konsekrowany przez kardynała Stefana Wyszyńskiego). Cierpiały na tym powołania kapłańskie oraz sprawy duszpasterskie. Po II wojnie światowej litewskie nabożeństwa sprawowano w Puńsku, Sejnach oraz co drugi tydzień w Smolanach. Trwało to jednak krótko. W 1945 roku proboszcz sejneński (od 1925 do śmierci w maju 1946 roku) Astasevičius został wezwany do Urzędu Bezpieczeństwa w Suwałkach, gdzie oświadczono mu, że sprawowanie Mszy św. [po litewsku] jest sprzeczne z interesem państwa. Proboszcz nie wyraził na to zgody. Po jego śmierci nowy proboszcz, ks. J. Złotkowski, zameldował biskupowi, że duszpasterstwo w sejneńskiej bazylice będzie prowadzone w języku polskim. W Puńsku proboszcz Antoni Żewis (1936–1949) doświadczał nacisków ze strony pograniczników oraz bezpieki, związanych z próbami likwidacji litewskich praw językowych w parafii; aktywizowano działalność polskiej wspólnoty parafialnej, a spokój nabożeństw zakłócali pogranicznicy. Wiosną 1946 roku, pod naciskiem pograniczników, w Smolanach przerwano sprawowanie litewskich mszy. Proboszcz, ks. Wacław Budrewicz, był represjonowany przez władze świeckie i doświadczał nacisków ze strony biskupa łomżyńskiego. W 1950 r. Litwini z parafii w Sejnach i Smolanach zwrócili się do biskupa łomżyńskiego Cz. Falkowskiego o przywrócenie w kościołach nabożeństw litewskich. W Puńsku mianowano wówczas proboszczem S. Kamińskiego, nieznającego języka litewskiego, czemu Litwini się sprzeciwiali. W 1956 r. problemem zainteresowały się władze wojewódzkie; biskup A. Mościcki starał się uzyskać wsparcie władz w walce z „nieposłusznymi” mieszkańcami Puńska. Na negowanie praw Litwinów zareagował organizujący się w dekanacie sejneńskim komitet organizacyjny Litewskiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego (LVKD). Jednak po odsunięciu pierwszego, bezpartyjnego zarządu LVKD, dalsze protesty nie spotkały się z poparciem. Litwini nadal wysyłali prośby. Dopiero w 1959 r. w Smolanach zaczęto odprawiać nabożeństwa litewskie. W Sejnach sytuacja niestety nie ulegała zmianie. Biskup ostatecznie, pod wpływem nacisków litewskich duchownych oraz świeckich z kraju i emigracji, zgodził się na organizację nabożeństw, lecz nie w sejneńskiej bazylice. Dekretem biskupa z dnia 14 lipca 1973 r. zezwolono na odprawianie litewskich nabożeństw w dawnym kościele ewangelickim w Sejnach. Decyzja ta została przyjęta z dużym niepokojem, odebrano ją bowiem jako wypchnięcie Litwinów z kościoła parafialnego – bazyliki. Litwini nadal protestowali, monitorowali sytuację i aktywnie działali, szukając rozwiązań. Chcąc wyrazić swoje niezadowolenie, Litwini z Sejn po polskich mszach gromadzili się w bazylice i bez księdza modlili się po litewsku, śpiewali litanię do Najświętszej Maryi Panny oraz pieśni skomponowane przez biskupa Antoniego Baranowskiego. Proboszcz puszczał wówczas z głośników z dwóch taśm magnetofonowych bardzo męczącą dla uczestników tzw. „kocią muzykę”. Takie utrudnienia, na prośbę prałata Vincasa Mincevičiusa (sekretarza kardynała Samorè), zostały udokumentowane przez Broniusa Makauskasa i przekazane do Rzymu. O takim niekatolickim postępowaniu sejneńskiego proboszcza S. Rogowskiego wobec Litwinów w bazylice zaświadczył przybyły do Sejn ks. Pranas Gavėnas, który swoje wrażenia i oceny przesłał Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II. Wysiłki lokalnych Litwinów wspierali i konsultowali zwłaszcza nauczyciele z tego regionu: Jonas Pajaujis, Jonas Stoskeliūnas, Juozas Vaina, a także rolnicy: Juozas Jakimavičius, Juozas Maksimavičius i inni. Problem nabożeństw litewskich w sejneńskiej bazylice wyszedł poza granice kontroli Episkopatu Polski. Do kurii łomżyńskiej i sekretariatu Episkopatu napływały listy protestacyjne od Litwinów mieszkających w USA, Australii, Kanadzie, Niemczech, Brazylii, Wielkiej Brytanii i innych krajach. Biskup M. Sasinowski został w końcu zmuszony do publicznej reakcji w zagranicznej litewskiej prasie katolickiej. Odpowiedź prałata Pranasa Gaidamavičiusa-Gaidy dla biskupa Sasinowskiego, który napisał listy do redaktorów „Tėviškės Žiburiai” i „Pasaulio Lietuvių Katalikų Žinynas”. „Tėviškės Žiburiai”, nr 48, 25 listopada 1976 r. Ekscelencjo, Otrzymaliśmy Pańskie listy, napisane 23 października do redaktorów „TŽ” i „PLKŽ”. Odnosi się w nich Pan do artykułu wstępnego pt. „Trikampis pavojuje” w nr. 35–36 „TŽ” z 1976 r. i podaje informacje o Litwinach z trójkąta suwalskiego. Za te listy wyrażamy Panu podziękowanie. To historyczna niespodzianka. Według naszej wiedzy to bodaj pierwszy raz, gdy biskup narodowości polskiej odpowiedział na artykuł w litewskiej gazecie w języku litewskim. Świadczy to o tym, że Ekscelencja interesuje się sprawami Litwinów, śledzi ich życie i próbuje rozwiązywać ich problemy duszpasterskie. Ponadto we wspomnianych listach podaje Pan szczegółowsze informacje o Litwinach z trójkąta suwalskiego, których w Ameryce Północnej brakuje z powodu ograniczeń „żelaznej kurtyny”. Niestety we wspomnianych listach znajdują się kwestie wymagające krytycznego spojrzenia. Ich pozytywną stronę przyćmiewa ton wypowiedzi. Nazywa nas Pan szerzycielami oszczerstw i demagogami. Pisze Pan: „Czy redaktorzy »TŽ« chcą wyrazić swój katolicyzm oszczerstwami?”. W innym miejscu: „Ciekawe, czy demagodzy z »TŽ« mogliby wskazać choć jednego księdza Litwina pracującego w trójkącie suwalskim, który zostałby przeniesiony w głąb Polski?”. Są to sformułowania, które nie licują z godnością biskupa. „Oszczerczy” oznacza obmawiający, szkalujący, oczerniający, godzący w honor. Z kolei rzeczownik „oszczerstwo” oznacza obmówienie, szkalowanie, oczernianie. Słowo „demagog” w języku litewskim oznacza zwodziciela, oszukańczego podżegacza. Zatem używając takich terminów, Ekscelencja wyraża wobec nas pogardę, a nasz katolicyzm identyfikuje z oszczerstwem. Odpowiadając, my również moglibyśmy kwestionować Pański katolicyzm, ale wiemy, że wzajemnymi atakami problem Litwinów w trójkącie suwalskim nie zostanie rozwiązany. Ponadto uważamy, że wspomniany artykuł w „TŽ” nie jest wyrazem szczerej troski, zwróceniem uwagi na problem, który czeka na rozwiązanie już 30 lat. Nie ma on nic wspólnego z demagogią czy oszczerstwami. Możliwe, że artykuł w „TŽ” dotarł do Pana za pośrednictwem tłumaczy, podobnie jak skierowany do nas Pański list. W ten sposób mogły wkraść się sformułowania nielicujące z godnością biskupa. Mówiąc o narodowej agresywności Polaków w świątyniach, we wspomnianym numerze „TŽ” powiedziano: „Nie tylko w mieszanych, ale i w czysto litewskich parafiach pracują polscy księża, a Litwini są przenoszeni w głąb Polski”. Tak wskazują fakty. Z trójkąta suwalskiego pochodzi niejeden ksiądz Litwin, ale dzisiaj ich tam nie ma – pracują w głębi Polski. Do takich osób należą np. ks. Alfonsas Jurkevičius i ks. Bronius Kuculis, obaj pochodzący ze wsi Szlinokiemie. Ich naturalne miejsce byłoby przecież w trójkącie suwalskim lub w innych obszarach zamieszkanych przez Litwinów. Obecnie zaś polscy księża muszą trudzić się nauką języka litewskiego, podczas gdy litewscy księża pracują dla innych narodowości. We wspomnianym artykule w „TŽ” nie powiedziano, że zostali oni przeniesieni obecnie. Najwidoczniej w swoim czasie nie stworzono im warunków do pozostania na terenach litewskich. Ostatecznie, jak by nie było, faktem pozostaje, że dzisiaj nie ma ich w trójkącie suwalskim. A zaproszenie ich w dzisiejszych czasach nie byłoby trudne. Wymiana księży między diecezjami jest szeroko praktykowana. Taką inicjatywę podejmują biskupi w razie potrzeby, nie czekając na prośby jednej czy drugiej strony. Ekscelencja w swoim liście mówi: „W naszej diecezji brakuje księży Litwinów i dlatego księża polscy uczą się języka litewskiego…”. A braki te można przecież usunąć, zapraszając księży Litwinów z innych regionów Polski. Miło słyszeć, że polscy księża uczą się języka litewskiego, ale nawet najlepiej władający tym językiem ksiądz innej narodowości nigdy nie będzie mógł zastąpić księdza Litwina z motywów psychologicznych i kulturowych. Brak litewskich księży w trójkącie suwalskim jasno pokazuje, że Litwini nie mają tam wystarczającej liczby własnych przewodników duchowych, przez co podatny grunt mogą znaleźć ateiści. Ekscelencja pisze, że w trójkącie suwalskim „czysto litewskich parafii w ogóle nie ma”. Jeśli tę czystość będziemy mierzyć w 100%, oczywiście będziemy musieli przyznać, że „czysto litewskich parafii w ogóle nie ma” nie tylko w trójkącie suwalskim, ale i w Ameryce Północnej. Na naszym kontynencie, tj. w Ameryce Północnej, czysto litewskimi parafiami nazywamy te, w których większość stanowią Litwini lub przynajmniej stanowią oni podstawową część, na której opiera się życie parafii. W takich parafiach obecność księdza Litwina jest niezbędna, jeśli chce się osiągnąć dobre wyniki. Taką czystość miano na myśli, pisząc o litewskich parafiach w trójkącie suwalskim. W swoim liście do ks. Pugevičiusa Ekscelencja pisze, że w parafii Puńsk jest 70% Litwinów, w Smolanach 45%, w Sejnach 20%. To statystyka, którą sporządzili zapewne duchowni z tamtego regionu. Rodzi się pytanie, czy jest ona dokładna? Prałat Złotkowski, sporządzając statystykę w parafii Sejny po II wojnie światowej, niemal w ogóle nie znalazł Litwinów. Gdyby i teraz ta statystyka była sporządzana w zupełnie wolnych warunkach, możliwe, że byłaby zupełnie inna na korzyść Litwinów. Przecież to obszar, na którym Litwini od 1920 r. byli nieustannie prześladowani przez ówczesne polskie władze. Zatem zadeklarowanie narodowości litewskiej wciąż jest sprawą obarczoną pewnym ryzykiem, gdyż nacisków nie brakuje i teraz. Niektóre litewskie źródła, np. „Mūsų Lietuva” Br. Kviklysa, t. III, s. 496, wskazują, że w parafii Puńsk jest 4000 osób, z czego 3000 to Litwini, tj. 75%, a o Smolanach mówi się, że „okolice są bardziej litewskie niż polskie” („LE”, t. XXVIII, s. 162). Możliwe, że i w parafii sejneńskiej odsetek Litwinów jest nieco wyższy, niż oficjalnie się podaje. Ostatecznie te udziały procentowe mogą być wyższe lub niższe, jednak wskazują one na potrzebę obecności litewskich księży. Uwagę Litwinów na całym świecie przykuł zwłaszcza problem Litwinów z Sejn. Wiadomo już wszystkim, że w sejneńskiej bazylice regularne litewskie nabożeństwa nie są dozwolone. Odbywają się one w małej dawnej świątyni protestanckiej. Ekscelencja uważa, że to dobre rozwiązanie, gdyż w ten sposób rzekomo unika się sporów między dwiema narodowościami. Lecz, jak Pan widzi, z tego powodu wybuchł jeszcze większy spór. Litwini czują się wypchnięci z bazyliki, do której mają takie same prawa jak wierni innych narodowości. Gdyby w takiej drugorzędnej sytuacji znaleźli się Polacy, czy byliby zadowoleni? Dlatego nie należy się dziwić, że Litwini z parafii sejneńskiej uważają to za dyskryminację, swego rodzaju poniżenie, którego nie powinno być we wspólnocie chrześcijańskiej. Ekscelencja pisze, że Litwinów podżegają ateiści. Osoby przybywające z trójkąta suwalskiego do Kanady tego nie potwierdzają. W ich mniemaniu jest to rzecz wymyślona przez Polaków, podobnie jak wspomniane w liście Ekscelencji śpiewanie pijanych Litwinów w sejneńskiej bazylice po polskich nabożeństwach. To rzecz nieprawdopodobna, gdyż według owych Polaków wychodziłoby na to, że cała walka Litwinów z Sejn o swoje prawa w bazylice jest jedynie dziełem ateistów i pijaków. A ostatecznie, gdyby nawet ateiści pomagali Litwinom walczyć o swoje prawa, wykonywaliby humanitarną pracę. Wina w takim przypadku leżałaby po stronie polskich funkcjonariuszy, którzy stwarzają sytuacje możliwe do wykorzystania przez ateistów. Lecz, rzeklibyśmy, owe założenie o pomocy ateistów nie jest uzasadnione, zostało wymyślone dla skompromitowania Litwinów. Gdyby Litwini walczyli przeciwko religii, wtedy powiedzielibyśmy, że to dzieło ateistów. A teraz Litwini proszą o pozwolenie na regularne własne nabożeństwa w bazylice, tak jak to było przez pewien czas dawniej. Gdy takie pozwolenie zostanie wydane, wszelka „ateistyczna” broń zostanie wytrącona z rąk. Ekscelencjo! Obecny upór polskich duchownych i części świeckich w walce z Litwinami o nabożeństwa w bazylice popycha Litwinów ku ateizmowi. Wiadomo przecież z doświadczenia, że podobne walki polsko-litewskie na polu religijnym wielu Litwinów doprowadziły do ateizmu. Jeśli Litwini w Sejnach, tj. w bazylice, chcą nabożeństw, duchowni powinni nie tylko nie przeszkadzać, ale i cieszyć się, pomagać im. Każdy neutralny obserwator powiedziałby, że wypędzanie ludzi, w tym przypadku Litwinów, z bazyliki nie jest znakiem dobrego duszpasterstwa. Gdy sprawa litewskich nabożeństw w sejneńskiej bazylice zostanie należycie uporządkowana, rozwiążą się i inne z tym związane problemy. Kończąc swój list, Ekscelencja pisze: „Jestem spokojny, że Litwinom krzywdy nie wyrządzamy. Są oni w sposób zadowalający obsługiwani duszpastersko w swoim języku ojczystym…”. Tu jednak nasuwa nam się pytanie: czy pasterz może być spokojny, gdy w jego wspólnocie wiernych nie ma spokoju? Patrząc ze strony litewskiej, widać, że Litwini sejneńscy są krzywdzeni. Gdyby nie było krzywdy, nie byłoby i obecnej walki. W tym duchu wypowiedziało się również Zjednoczenie Kapłanów Litewskich w USA na swoim zjeździe w Chicago. Uznał to także prałat Tulaba, który w tej sprawie zajmuje najłagodniejsze stanowisko. Zatem jedni widzą krzywdę, inni nie. I tutaj się różnimy. I dopóki krzywda nie zostanie dostrzeżona przez osoby odpowiedzialne, trudno wierzyć w satysfakcjonujące rozwiązanie i prawdziwy pokój. Mamy jednak nadzieję, że pasterskie serce Ekscelencji dostrzeże krzywdę wyrządzaną Litwinom i podejmie przychylną decyzję. Wówczas miło będzie ogłosić radosną wieść. Zostanie ona bez wątpienia odnotowana również w gazecie „Pasaulio Lietuvių Katalikų Žinynas”. Z poważaniem – „Tėviškės Žiburiai” „Tėviškės Aidai”, 1976, nr 37, 18 września, Melbourne Fragment listu prałata Ladasa Tulaby, rektora Papieskiego Kolegium Litewskiego św. Kazimierza w Rzymie: Osobne słowo chcę wypowiedzieć o stosunkach z Polakami. Musimy zawsze i wszędzie być realistami. W tym sensie przynajmniej nie powinniśmy pozwalać, by inni wykorzystywali nas do realizacji własnych interesów. Lecz z naszej strony nie powinniśmy odtrącać nikogo, kto może być nam użyteczny w realizacji naszych dążeń. W tym sensie powinniśmy przynajmniej utrzymywać relacje z Polakami. Oni w wielu kwestiach mogą być i są nam pomocni. Polacy wyrządzili nam wiele krzywd, lecz to przeszłość. Przyszłość musimy budować, zapominając o krzywdach, wybaczając winy, dążąc do współpracy ze wszystkimi. Jednymi rękami, tylko własnymi siłami, nie osiągniemy tego, do czego dążymy. Pan Laukaitis, odwiedziwszy trójkąt suwalski, uznał za potrzebne zaalarmować Litwinów na świecie, że w kościele parafialnym w Sejnach nie pozwalamy Litwinom na nabożeństwa w ich własnym języku. Pośrednio padają oskarżenia i pod moim adresem, jakobym nadskakiwał biskupowi łomżyńskiemu i w ten sposób szkodził sprawie litewskiej. Domaga się on również, aby Litwini protestowali, bojkotowali wysiłki biskupa mające na celu danie Litwinom innych możliwości modlitwy w ich języku. Panu Laukaitisowi próbowałem wyjaśnić ustnie, jaka jest tam rzeczywista sytuacja, lecz nie chciał słuchać, udaje, że wie wszystko. W rzeczywistości jednak naprawdę nie wie, co pisze i czego żąda. Sprawami sejneńskich Litwinów trzeba się zajmować już od ponad 20 lat. Ich słuszne żądania słyszeliśmy i słyszymy. Jesteśmy dobrze i nie z jednej strony poinformowani. Nie ma żadnej wątpliwości, że Litwini sejneńscy są krzywdzeni. Trzeba im pomóc. Jak? Oto całe pytanie. Sejneńskim Litwinom można pomóc, lecz nie protestami i bojkotowaniem miejscowego biskupa, a cierpliwym wyjaśnianiem i przekonywaniem. Bp Sasinowski jest jedynym ze wszystkich dotychczasowych biskupów łomżyńskich, który podejmuje dialog i chce dać Litwinom bodaj część tego, o co proszą. Stawiając sprawę kategorycznie i żądając stu procent, nic nie wygramy i możemy wszystko stracić. Stolica Apostolska nie wystąpi przeciwko Episkopatowi Polski z powodu tego, czy w Sejnach Litwini mają modlić się w bazylice czy w innym kościele. Mam pewne dowody na to, że w litewskiej walce przeciwko biskupowi działają miejscowi i przybyli z innych miejsc agenci komunistyczni. Komuniści polscy i litewscy mają jasny interes w mąceniu stosunków między biskupem a wiernymi. Zatem przede wszystkim trzeba przekonać Litwinów dobrej woli, których z pewnością jest znaczna większość, aby nie dawali się zwodzić tym, którym nie zależy na modlitwie, a przeciwnie – którym zależy na odciągnięciu ludzi od Boga. Czyniłem wszystko i będę czynił, by przekonać sejneńskich Litwinów do przyjęcia tego, co biskup daje. Ale dalej domagać się, by dał więcej. Zatem nie bojkotować, lecz wspierać i kościółek oddany w Sejnach, i tworzoną w Widugierach nową, całkowicie litewską parafię. Osiągnąwszy to, domagać się prawa do modlitwy także w bazylice. Lecz żądania muszą być konkretne, bez ekscesów, hałasów, zwłaszcza w miejscu poświęconym. Idąc tą drogą, będziemy mogli osiągnąć więcej, niż może się wydawać. Do pójścia tą drogą wzywałem i wzywam sejneńskich Litwinów. Z biskupem łomżyńskim Sasinowskim utrzymywałem i będę utrzymywał relacje, aby skłonić go do ojcowskiej troski o Litwinów mieszkających w jego diecezji. Listy, które pisałem do biskupa, pisałem z wyżej wskazaną myślą: zatem nie zdradzając, lecz broniąc religijnych spraw sejneńskich Litwinów. Nie sądzę, by panu Laukaitisowi bardziej leżeli na sercu sejneńscy Litwini niż mnie. Dążenia większości z nas są te same, lecz osiągane zdobycze różne. Abyśmy osiągnęli więcej, bądźmy roztropni i szczególnie jednolici… Biskup Sasinowski utrzymywał dobre kontakty z prałatem L. Tulabą. Wprowadzając go w błąd i prowokując wyżej cytowany list, chcąc jeszcze raz posłużyć się nim do własnych celów, zaprosił prałata oraz dyrektora litewskiego domu Don Bosco w Rzymie, ks. Burbę, do Puńska na odpust Matki Boskiej Zielnej w 1981 r. Zatrzymali się u proboszcza puńskiego, prałata I. Dzermeiki. Tam społeczność parafian sejneńskich i puńskich miał okazję u nauczyciela Jonasa Pajaujisa wymienić z gośćmi opinie i powtórzyć swoje prośby. Prałat trzymał się swojej wcześniej publicznie wyrażonej opinii. Podczas spotkania prałata Tulabę zapytano, czy dla duchownych gości z Rzymu przewidziano odprawienie mszy św. dla Litwinów w sejneńskiej bazylice. Prałat Tulaba odpowiedział, że Ekscelencja Sasinowski tego nie zaproponował. Program ich wizyty skoncentrowany jest na odpuście Matki Boskiej Zielnej w Puńsku. Słysząc to, kilku bojowników o litewskie nabożeństwa oraz studenci z tego regionu w wigilię Matki Boskiej Zielnej przygotowali przed plebanią parafii puńskiej uroczyste powitanie biskupa Sasinowskiego. W obecności proboszcza I. Dzermeiki, prałata L. Tulaby i ks. Burby poprosili biskupa o pozwolenie, aby goście z Rzymu po uroczystościach w Puńsku następnego dnia odprawili mszę św. w sejneńskiej bazylice. Goście, miło zaskoczeni, nadsłuchiwali. Biskup, wyraźnie zmieszany, obiecał „zapytać sejneńskiego proboszcza i dać odpowiedź”. Odpowiedź biskup podał następnego dnia, po zakończeniu odpustu, w plebanii puńskiej, podczas późnego obiadu. W czasie procesji odpustowej w Puńsku studenci i przedstawiciele młodzieży pod przewodnictwem Viktorasa Vainy zorganizowali imponujący protest z powodu naruszania i lekceważenia praw duszpasterskich Litwinów w parafii sejneńskiej. Po otrzymaniu pozwolenia biskupa na odprawienie mszy św. w Sejnach na zorganizowanie mieszkańców Sejn na jednorazowe nabożeństwo zostało zaledwie kilka godzin. Jednak parafianie sejneńscy i puńscy wykazali się nadzwyczajną organizacją. Biskup Sasinowski nie towarzyszył gościom z Rzymu do Sejn. Podczas mszy św. sejneńska bazylika i cmentarz przykościelny były wypełnione po brzegi. Tyle ludzi zgromadziło się tu bodaj tylko podczas ingresu biskupa Antoniego Baranowskiego. Uroczysta koncelebrowana msza św. była odprawiana w języku litewskim. Czuć było głębokie skupienie uczestników, w oczach wiernych lśniły łzy. Protonotariusz kurii watykańskiej i rektor Papieskiego Kolegium Litewskiego św. Kazimierza prałat Ladas Tulaba wygłosił imponujące, treściwe kazanie, w którym podkreślił czyny i zasługi dla Boga i narodu duchownych, a zwłaszcza pasterzy diecezji sejneńskiej Antoniego Baranowskiego i Antoniego Karasia, profesury seminarium sejneńskiego i jej wychowanków, ogniska litewskiej prasy w Sejnach. Zakończył kazanie słowami skierowanymi do nas, o których jestem przekonany, że mają charakter testamentu: „I na miłość Boską, proszę i błagam was, nie dopuśćcie, by tylko mury tutaj po litewsku mówiły!”. Przeżycia w Puńsku, a zwłaszcza w Sejnach, pozwoliły prałatowi Tulabie zrozumieć prawdziwą sytuację Litwinów na Suwalszczyźnie i manewry biskupa. Wówczas w katedrze Antoniego Baranowskiego zareagował on z chrześcijańską miłością i narodową odpowiedzialnością. W tym samym roku z odważnym zamysłem na pomoc Litwinom z parafii sejneńskiej pośpieszył działacz młodzieży litewskiej Viktoras Vaina, studiujący wówczas w SGGW (Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego) w Warszawie. Wraz ze swoim uczelnianym zespołem został on zaproszony do Rzymu na koncert przed papieżem Janem Pawłem II. Z Broniusem Makauskasem uzgodnił, że przy tej okazji zabierze pismo przeznaczone dla Ojca Świętego w kwestii pozytywnego rozwiązania litewskiego duszpasterstwa, z podpisami ponad dwóch tysięcy sejneńskich Litwinów. Ów śmiały postępek Viktorasa otaczała cisza aż do obchodów 40-lecia rozwiązania problemu w Sejnach. W 1982 r. Ojciec Święty został zaproszony do litewskiej sekcji Radia Watykańskiego (przypuszczam, że po uzgodnieniu programu przez ówczesnego podsekretarza stanu Watykanu prałata A. Bačkisa), gdzie prałat Vytautas Kazlauskas, w obecności wysokich urzędników watykańskich towarzyszących papieżowi oraz licznego grona litewskich duchownych, pokazał Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II na mapie Litwy Sejny i poprosił w imieniu wszystkich katolików litewskich wolnego świata o rozwiązanie nienormalnej sytuacji katolików litewskich w parafii sejneńskiej diecezji łomżyńskiej, trwającej już prawie 40 lat. Ojciec Święty odpowiedział na prośbę serdecznie, powtarzając: „nie traćcie nadziei”, „nie traćcie nadziei”. Wieść ta natychmiast została wyemitowana przez Radio Watykańskie. Stamtąd Ojciec Święty przybył do Papieskiego Kolegium Litewskiego św. Kazimierza, rozmawiał z jego kierownictwem, wykładowcami, klerykami, zaproszonymi litewskimi duchownymi i świeckimi. Wkrótce rozeszła się wieść, że sprawy Litwinów w sejneńskiej bazylice są rozwiązywane. Niespodziewanie w wyniku przeziębienia zmarł biskup łomżyński Sasinowski. Z powodu uzgadniania stanowisk w sprawie kandydatury nowego biskupa między Episkopatem Polski a Watykanem proces ten przeciągnął się jeszcze o rok (Episkopat Polski proponował kandydatów o postawie wobec Litwinów podobnej do bp. Sasinowskiego!). Decyzją Ojca Świętego nowym biskupem łomżyńskim został mianowany urzędnik kurii watykańskiej biskup Juliusz Paetz. Ekscelencja 16 października 1983 r. uroczyście przywrócił do sejneńskiej bazyliki nabożeństwa, a wkrótce potem posługę duszpasterską w ojczystym języku litewskim, okazując Litwinom w swojej diecezji szczególną przychylność. Diecezja łomżyńska po pewnym czasie została podzielona na dwie części. Suwalszczyzna została przypisana do diecezji ełckiej. Niestety kwestia księży posługujących w języku litewskim pozostała w tej diecezji aktualnym i bolesnym problemem do dziś. Z okazji ważnej dla litewskiego Kościoła katolickiego, w sierpniu 1987 r., pasterz diecezji łomżyńskiej, otrzymawszy aprobatę z Watykanu, zaprosił do naszego regionu z wizytą pasterską nowo mianowanego przez papieża duszpasterza Litwinów za granicą, biskupa Pauliusa A. Baltakisa OFM oraz jego sekretarza ks. Edmunda Putrimasa, który wielokrotnie pomagał Litwinom sejneńskim radami i dostarczaniem informacji kurii watykańskiej. Wówczas, podczas świętowania Matki Boskiej Zielnej w Puńsku oraz 600-lecia chrztu Litwy, towarzyszący biskupowi P. Baltakisowi Ekscelencja Juliusz Paetz rozpoczął swoje kazanie od litewskiego powitania i skierował do zebranych miłe, niespotykane dotąd w historii tego regionu słowa: „Stoicie na swojej ziemi. Szanujcie swoją kulturę i język”. Następnego dnia, w niedzielę, obaj biskupi i towarzyszący im księża odprawili uroczystą mszę św. w sejneńskiej bazylice . W czasie nabożeństwa bp Juliusz Paetz symbolicznie przekazał bp. P. Baltakisowi swój pastorał i zaprosił go do zasiadania na tronie dawnego biskupa sejneńskiego Antoniego Baranowskiego. „Uczestniczyło około 3000 katolików, a biskup J. Paetz mówił, że tak wielu wiernych zgromadzonych w sejneńskiej bazylice nie widział” – zaświadczył bp P. Baltakis. 17 sierpnia obaj biskupi odwiedzali miejscowości litewskie: nawiedzili odbudowaną kaplicę w Żegarach, udali się do przygranicznej z Litwą wsi Dusznica: „Przyjęli chlebem i solą, kwiatami. O sprawach kościelno-narodowych mówili bp J. Paetz, proboszcz Rogowski i B. Makauskas” – zapisał w swoim dzienniku biskup P. Baltakis. Wieczorem obaj pasterze odprawili mszę św. w kolejnej parafii – w Smolanach. Po nich posłali do Stolicy Apostolskiej następujący telegram: „Z okazji 600-lecia chrztu Litwy odwiedziliśmy Litwinów, odprawiając mszę św. w Puńsku, Sejnach i Smolanach. Wyrażamy wdzięczność i wierność Stolicy Apostolskiej. Odwiedzanie litewskich wsi trwało w kolejnym dniu, 18 sierpnia, a ostatnim akordem było poświęcenie krzyża przy gospodarstwie Szlaużysów we wsi Oszkinie oraz spotkanie z jej mieszkańcami. Nie ma wątpliwości, że dla miejscowych Litwinów i gości owe uroczystości były szczególnie pamiętne, nie tylko jako religijne, lecz także jako bardzo ważne narodowe pokrzepienie oraz symboliczne przeprosiny pasterza łomżyńskiego za doznane przez Litwinów krzywdy”. Wizyta biskupa Baltakisa na Suwalszczyźnie odbyła się z błogosławieństwem papieża Jana Pawła II i przy wsparciu sekretarza stanu Watykanu kardynała Agostina Casarolego. Litwini z Suwalszczyzny pamiętają i szanują osoby broniące ich katolickich praw do modlitwy w języku ojczystym w diecezjach łomżyńskiej i ełckiej oraz tych, bez których pomocy i wstawiennictwa tutejsi Litwini nie mogliby nadal praktykować wiary w języku litewskim. Źródła i literatura 1. Broniaus Makausko užrašai iš susitikimų ir pokalbių su veikėjais pasauliečiais ir dvasininkais Lietuvoje, Lenkijoje bei Romoje, tarp jų: mons. V. Kazlausku, mons. V. Mincevičiumi, mons. L. Tulaba, vyskupu P. Baltakiu, vyskupu J. Paetzu (asmeninis archyvas). 2. Grickevičius, A. 2018. „Užsienio lietuvių vyskupas Paulius Antanas Baltakis OFM“, in: Tarnystės Bažnyčiai ir Tėvynei kelias. Kaunas, Vytauto Didžiojo universitetas, p. 388. 3. Katilius, A. 2013. „Seinų kunigų seminarijos klierikų lituanistinė veikla“, in: Metai, Nr. 3. 4. Schabieński, J. Konflikt językowy w diecezji sejneńskiej i próby jego rozwiązywania. Prieiga internete: http://astn.pl/r2009/konflikt.htm.