Bronius Makauskas Podejmowane przez J. A. Herbačiauskasa próby załagodzenia stosunków litewsko-polskich W Dziale Rękopisów Litewskiej Akademii Nauk, w kolekcji Liudvikasa Abramovičiusa (Ludwika Abramowicza), znajduje się interesujący list otwarty Józefa Albina Herbaczewskiego do przedstawicieli polskiej kultury, wyrażający rozczarowanie niepowodzeniem jego misji ożywienia stosunków kulturalnych w Polsce w 1927 i 1928 roku. List napisany jest w języku polskim. List Herbaczewskiego został przewieziony z Kowna do Polski przez Tadeusza Schummera-Szermentowskiego i przekazany Janowi Lechoniowi, znanemu polskiemu poecie, publicyście i krytykowi literackiemu. Dalsze losy listu nie są jednak znane. Najwyraźniej Herbaczewski nie doczekał się publikacji listu w Polsce i przekazał jego duplikat Mykolasowi Romerisowi, który pod koniec grudnia 1928 r., wyjeżdżając do Wilna, przekazał go Ludwikowi Abramowiczowi do publikacji w redagowanym przez niego „Przeglądzie Wileńskim” (2). Poniżej znajduje się tłumaczenie listu otwartego na język litewski. Chociaż epoka i bohaterowie nie są ci sami, okoliczności opisane w liście przypominają nieco nasze obecne „gorące czasy” z Polakami. Międzywojenny konflikt polsko-litewski o Wilno osiągnął apogeum w 1927 r., kiedy to marszałek Józef Piłsudski „zamienił słowo” z Augustinasem Voldemarasem na forum międzynarodowym w Genewie, gdzie wyjaśniono, że między Polską a Litwą nie ma wojny, a tym samym oba kraje zostały zmuszone przez główne mocarstwa zachodnie do poszukiwania modus vivendi. Tak więc w latach 1927-1928 ta upolityczniona „turystyka” nasiliła się. Ponieważ stosunki dyplomatyczne między Litwą a Polską nie istniały, różne misje były przeprowadzane w półtajemnicy lub w całkowitej tajemnicy przez osoby znane kręgom politycznym (kontakty odbywały się z Kowna przez Rygę do Warszawy i odwrotnie), ale byli też entuzjaści „tajnej kulturalnej” misji pojednania lub wizyt pod pozorem stosunków naukowych, takich jak prof. Mykolasa Biržiški czy poety Juozasa Tysliavy. Takie podróże wymagały dużych nakładów finansowych, które mogły być zapewnione jedynie przez źródła związane z rządem. Józef Albin Herbaczewski (1876-1944) był ekstrawaganckim pisarzem i politykiem kulturalnym, który część życia spędził w Krakowie. Po powrocie na Litwę w 1923 r. zaangażował się w jej życie kulturalne i naukowe, zanim ostatecznie przeniósł się z powrotem do Polski. Został pochowany w Krakowie. Mykolas Romeris, jego bliski współpracownik podczas „wygnania” do Krakowa (1906-1908), bardzo wysoko oceniał Herbaczewskiego jako człowieka interesującego, żywego duchem, ale pełnego paradoksów, głębokich spostrzeżeń i nieprzewidywalności. Duchowa bliskość między nimi przejawiała się w pragnieniu zmniejszenia wrogości między Litwą a Polską, Litwinami i Polakami, co było szczególnie widoczne po zajęciu Wilna. Herbaczewski dostarczał Romerisowi pokarmu dla ducha i ciała (prasa „Aušra”) do poznawania i studiowania litewskiego odrodzenia narodowego. Mistyczne wybuchy, megalomania, załamania emocjonalne i nieprzewidywalne zachowanie Herbaczewskiego sprawiły, że jego przyjaciele i współpracownicy musieli przetrwać wiele prób. Niemniej Mykolaitis-Putinas, Juozas Keliuotis i w pewnym momencie Balys Sruoga docenili jego intelekt. Kiedy Herbaczewski przybył na Litwę, był przekonany, że odegra ważną rolę. Według M. Romerisa, czuł się jak prorok, zdolny do wydawania potępiających wyroków i wierzył w magiczną moc swoich słów. W tym czasie był radykalnym przeciwnikiem Polaków i antypolski w ogóle z powodu prześladowań Litwinów w Wilnie. Państwo litewskie domagało się polityki zemsty na swoich polskich obywatelach. Jednak już na początku 1926 r. Herbaczewski objawił się jako zagorzały polonofil, posuwając się nawet do opuszczenia Litwy na stałe. Herbaczewski, który wyraził poważną krytykę wobec litewskiego rządu, a nawet swoich współpracowników, powtarzał: „Nie ma dla mnie miejsca na Litwie, pojadę do mojej przybranej ojczyzny”. Wreszcie w czerwcu 1927 r. nadarzyła się okazja wyjazdu do Wilna i Krakowa. Tam doszło do przeniesienia szczątków Słowackiego na Wawel. Herbaczewski udał się na uroczystość jako osoba prywatna. Miał jednak nadzieję, że wypełni „dobrą misję”. Romeris nieco pogardliwie odniósł się do jego pomysłu: „<…> Nie jest łatwo zadowolić tak kapryśnego człowieka jak on. Jeśli nie zostanie tam przyjęty jako prorok głoszący objawienie, natychmiast odwróci się od Polski, bo w końcu jakiś drobiazg może go odstraszyć. A teraz słyszymy, że Herbaczewski, wbrew temu, czego się spodziewano, zaczął zalewać Litwę i robić „sensacje” na temat „Litwy Kowieńskiej”, które są drogie Polakom, w swój zwykły sposób, prozelityzm - moralizować Polskę i Polaków”. Tak więc skrytykował zajęcie Wilna i wezwał do ustępstw na rzecz Litwy, aby rozwiązać kwestię Wilna poprzez znalezienie sposobów na zaspokojenie interesów obu stron. Rządowi litewskiemu spodobało się to działanie Herbaczewskiego w Polsce. Co więcej, nawet niemiecka prasa zareagowała na zabiegi Herbaczewskiego, zastanawiając się, czy czasem nie rozpocznie się niechciane przez Niemców zbliżenie między Litwą a Polską, i skomentowała je jako udaną misję polityczną mającą na celu przygotowanie gruntu pod porozumienie polsko-litewskie. W takich przypadkach Niemcy miały tendencję do „łagodzenia” swojego stanowiska w regionie Kłajpedy. Wydaje się, że Polska również była skłonna postrzegać przyjazd Herbaczewskiego jako rodzaj litewskiego pragnienia pojednania. Chociaż Herbaczewski twierdził, że mówi tylko w swoim imieniu, po powrocie na Litwę postrzegał swoją wizytę jako ważny krok, który stworzy wielką szansę na rozwiązanie wszystkich problemów, które uniemożliwiały Litwie i Polsce pojednanie, oraz na przyłączenie Wilna do Wielkiej Litwy. Był krytyczny wobec rządu litewskiego za utrudnianie porozumienia. Chociaż, jak napisał Romeris w swoim dzienniku, polskie władze okazały przychylność Herbaczewskiemu, unikały bezpośredniego kontaktu z nim, nie chcąc go urazić. Nie przyjął go ani Piłsudski, ani minister spraw zagranicznych Zaleski. Herbaczewski, pewny swojego sukcesu, spędził kolejne trzy tygodnie w Polsce w lipcu 1928 roku. Tym razem był przekonany, że Polacy nie dbają o interesy Litwinów, nie widzą ich gotowości do kompromisu w sprawie Wilna i oczekują jedynie litewskiej pokory. Temperamentny Herbaczewski był tym zirytowany, przede wszystkim dlatego, że został zignorowany, i tym razem jego emocje wylały się w liście otwartym do polskiej elity artystycznej i kulturalnej. Ten interesujący dokument epoki przedstawiamy dla porównania z listami otwartymi intelektualistów szukających kompromisu z Polakami w naszych czasach, z naciskiem na „metodologię dialogu”. List otwarty do artystów i poetów niepodległej Polski Przyjaciele! Chciałbym nazwać Was „braćmi”, ale to zaszczytne słowo - „brat” - fałszywie wypowiedziane, więdłoby i więdło jak jesienny liść, dopóki nie dotarłoby do Waszych uszu, które podatne są, niestety, nie na ciche, tajemne szepty - szepty serca, ale na codzienną paplaninę życia pełnego plotek, wszelakich afer politycznych, moralnego niedbalstwa…. Przyjaciele! Miejmy rycerską odwagę powiedzieć szczerą prawdę. Przestańmy odgrywać komedię „braterstwa”, porzućmy wszelkiego rodzaju „pojednawcze flirty”, jeśli czujemy do siebie w sercu złość lub nienawiść, jeśli potajemnie ostrzymy nasze literackie noże, jeśli nie mogąc być wolnymi rycerzami pióra, jesteśmy tylko narzędziami (jeśli nie płatnymi sługami) polityki, która często jest zbrodnicza w swoich zamierzonych celach! Mówiąc to, wyrażam moje poczucie wstydu: wstydzę się ducha literatury i sztuki już niepodległych narodów! W narodach niegdyś zależnych, a dziś niepodległych, ci niepodlegli to oszuści, spekulanci, najemnicy, prowokatorzy, zaangażowani w polityczną rozpustę! Tylko Duch sztuki i literatury, Duch twórczości w państwach narodowych jest zależny (od kogo?!!!), cynicznie podporządkowany… To jest straszny (naprawdę!) powód, dla którego poeci, artyści, pisarze niepodległej Polski i niepodległej Litwy, nawet gdyby chcieli, nie tylko nie mogą się ze sobą porozumieć, ale i nie mogą ze sobą rozmawiać! Boją się być wolni, boją się być uczciwi i prawdomówni, boją się być rycerscy! Gwałcąc ludzkie uczucia, gwałcąc wstyd historii, gwałcąc sumienie artysty, dostosowując się do dzikiego tonu, są ogłupiani do najniższego poziomu i tracą autorytet…! A przecież upragnione braterstwo narodów, upragnione pojednanie Litwinów i Polaków, będzie dziełem sztuki (żywym pomnikiem), dziełem poetów, artystów, pisarzy, a nie polityków i dyplomatów, lecz prawdziwie wolnych ludów, które pragną być wolne. Przyjaciele! Politycy (zarówno polscy, jak i litewscy) zohydzili sobie nawzajem swoje ojczyzny (zarówno Polskę, jak i Litwę), a nowo narodzone dzieci politycznej niepodległości kąpią w wannie z pomyjami! Polscy i litewscy artyści milczą - tchórzliwie milczą! Duszą się w tej atmosferze gniewu i nienawiści, mdleją z obrzydzenia, a mimo to milczą, mimo to nie protestują w imię zasady, że nawet walka musi być sztuką!… Przyjaciele! Powiem krótko. Nie będę was zamęczał czczymi słowami. Znacie mnie, a ja znam Was. Mieszkałem w Krakowie przez 23 lata. Znam tajniki bohaterskiej, świętej tradycji narodu polskiego równie dobrze jak Wy! Równie szczerze jak Wy kocham świętego Ducha Waszego Narodu, który ideą wolności oświecił cały Wschód Europy! Z wami, kontynuatorami idei bohaterstwa, byłem, jestem i zawsze będę… Ale wasze myśli o niepodległej Litwie są najboleśniejszym nieporozumieniem, złośliwą chorobą niezdrowej wyobraźni! Wy już nie rozumiecie Litwy, a nawet nie chcecie jej zrozumieć!… Przyjaciele! Dwa razy byłem z wami - wśród was (1927 i 1928). Na próżno szukałem nici łączącej mnie, Litwina, z wami - nici porozumienia. Nie czułem z waszej strony szczerej chęci poznania Litwy i nawiązania z nią stosunków kulturalnych. Byliście wobec mnie umiarkowanie uprzejmi, ostrożni i często wyniośli… Nie byliście zainteresowani duchową (kulturalną) pracą Litwy. Z ironicznym uśmiechem gasiliście nawet moje pragnienie informowania Was o wydarzeniach współczesnej Litwy. Daliście mi do zrozumienia, że „stratą czasu” jest interesowanie się kulturą „Litwy Kowieńskiej”, która ma niewielką wartość. Flirtowaliście ze mną. W stosunku do mnie byliście bardziej politykami niż artystami. Naiwnie zakładaliście, że przychodzę do Was z wiadomością, że Litwa kapituluje przed Polską. Kiedy to złudzenie zostało rozwiane, nie byliście zbyt uprzejmi w usuwaniu mnie. Ja jednak, będąc dyplomatą, chciałem prowadzić dyplomację lepiej niż Wy. Zwodziliśmy siebie nawzajem, kpiliśmy z idei zbliżenia kulturowego między Litwą a Polską. Między nami był jakiś cień (jak „widmo Banku”). Wkrótce zapanowała duszna atmosfera, jak w pokoju kata. Zdałem sobie sprawę, że natychmiastowa, czysta, uczciwa i ludzka wymiana myśli między nami była niemożliwa! Kierowało Wami jakieś poczucie wstydu, a zwłaszcza poczucie, że dzieli nas krzywda… Nie mieliśmy odwagi spojrzeć sobie prosto w oczy, otwarcie… Dobrze odgrywaliśmy komedię przyjaźni, by zabić czas, by oszukać sumienie… To, co staraliśmy się przemilczeć, zostało wyrwane z powietrza i to nas najbardziej niepokoiło… Wasi wielcy bohaterowie literatury i sztuki, Wasi męczennicy - romantyczni mesjaniści, Wasi neoromantycy - bojownicy o niepodległość - w szlachetności swego ducha obiecywali Litwie (i nie tylko Litwie), przysięgali nam uroczyście w licznych utworach poetyckich, naukowych i artystycznych, że Polską rządzić będzie duch sprawiedliwości. Ufaliśmy waszym rodzicom, nie podejrzewając nawet, że wy, ich synowie, ich wnukowie, będziecie mieli czelność szkodzić duchowi naszej niepodległości. Jak szkodzić? Nie jesteśmy zaskoczeni, nie jesteśmy zniesmaczeni tym, że szaleńczo kochacie Wilno. Znamy historię równie dobrze jak wy. Ale dziwimy się, brzydzimy, że nasze pretensje do Wilna, które jest przynajmniej naszą i waszą wspólną własnością, wspólną zasługą, wspólnym dziełem historycznym, nazywacie „szaleństwem, maniactwem” - że jawnie poniżacie, ośmieszacie i hańbicie naszą równie świętą miłość do Wilna, jak i Waszą! Wasza prawdziwie dzika chciwość w Wilnie nas przeraża, odstrasza nas od was! Nie chcecie nawet uznać wspólnoty zasłużonych w Wilnie dla Litwina! Synowie Litwy brali czynny udział w rewolucjach 1830 i 1863 roku, walczyli w legionach marszałka Piłsudskiego o „wspólną wolność” - a Wy tu dzisiaj śmiecie mówić nam w twarz: „Precz z Wilna! Wilno jest nasze!”… Taką krzywdę nam wyrządziliście, poniżając naszą dumę narodową! Próbujecie rozwiązać kwestię wileńską nie przez dobrą wolę, nie przez traktat, ale siłą: to nas rozwściecza, kusi nas do zemsty! Jak można tego jeszcze nie rozumieć? Nie osądzajcie, ale wasza obsesja bycia imperium zaślepiła Was! Chcecie być imperatorami, ale nie wiecie, jak zrealizować to pragnienie. Jak dzieci zastanawiacie się, dlaczego Litwa nie cieszy się (sic!), że Polska chce być imperium! Zgodnie z waszą fantazją, Litwa powinna bardziej martwić się potęgą Polski niż własną! Jesteście źli, że Litwa nie chce powiększyć terytorium Polski. Sama idea niepodległej Litwy sprawia, że śmiejecie się - jak maniacy. Kiedy patrzycie na siebie, rozumiecie tylko siebie i nie chcecie zrozumieć tego, co dzieje się wokół was… Często wykrzykujecie nam w twarz, że nie zasługujemy na Wilno, że nie mamy ludzi na szczycie nowoczesnej kultury… Kłamiecie! Dobrze wiecie, że Litwa jest kolebką wielkich charakterów, wielkich ludzi. Sami zdecydowaliście, że tylko Litwini mają geniusz rządzenia i autorytet władzy! Waszą ojczyzną rządzi Syn Litewski - dumny z tego, że jest Litwinem! I jesteście dumni, że rządzi wami Litwin! A jednak mówicie nam, że nie będziemy w stanie rządzić Wilnem? Wierzcie mi: wszyscy synowie Litwy z Warszawy, Krakowa, Poznania wrócą do nas, na Litwę! Zobaczycie ich na własne oczy!… Upór Litwy wobec Polski ma znaczenie mistyczne. Jest to jedyny w dziejach Europy, niezwykły w swej odwadze, wyraz protestu przeciw krzywdzie wyrządzonej duchowi narodu. Ani ironia Zagłoby, ani bezczelność Wołodyjowskiego, ani chciwa ewangelia waszego egoizmu narodowego nie mogą tego uporu złamać. Ten upór błogosławią dziś Mickiewicz, Krasiński, Słowacki i Norwid! Bo tym uporem litewskim niepodległa Polska bohatersko domaga się sprawiedliwości, którą jej bojownicy i bohaterowie niegdyś uroczyście Litwie przyrzekli!… Przyjaciele! Jeżeli na ten potężny upór litewski nie chcecie odpowiedzieć aktem dobrej woli i sprawiedliwości, milczcie i nie starajcie się nawet o przyjaźń narodu litewskiego… Lepszy jest bowiem honorowy pojedynek na śmierć niż podły pokój!… Powiedziałem! J. A. Herbaczewski Kowno, wrzesień 1928 r. Bibliografia 1. Berenis, V. 2007. „Mykolas Romeris apie Juozapą Albiną Herbačiauską”, in: Kultūros barai, Nr. 7. 2. „Przegląd Wileński” (Vilniaus apžvalga) – liberalinis laikraštis, leistas 1911– 1915 m., 1921–1938 m. Vilniuje, lenkų kalba. Ėjo kas 10 dienų. Informavo apie svarbiausius Lietuvos įvykius, Vilniaus krašto politikos, ekonomikos, kultūros gyvenimą, propagavo visų tautų teisinę lygybę, demokratines idėjas. Buvo dažnai varžomas cenzūros, konfiskuojamas, 1938 m. uždarytas. Redagavo Liudvikas Abramovičius. 3. Romer, M. Dziennik, t. XXXII, XXXIII, LMAB RS, F138–2258, 2259. 4. Vaitkevičiūtė, E. 2007. Žinomas nežinomas Juozapas Albinas Herbačiauskas. Kaunas.